Z kamieniołomu do świątyni
Granitorodne tereny wokół Asuanu poprzecinane były nasypami ziemnymi, służącymi jako trakty komunikacyjne dla „ludzkich zaprzęgów" ciągnących olbrzymie monolity. Jeszcze na początku naszego stulecia w pobliżu niedokończonego obelisku widać było dwie długie rampy, po których dziś już prawie nie ma śladu. Także próżno by było szukać miejsca, w którym kolosy „przesiadały się" z sań na barkę. Mało też wiemy na temat metod załadunku. Na dobrą sprawę istnieje w tej materii tylko jeden przekaz Pliniusza Starszego, dotyczący w dodatku czasów greckich (chodzi o transport obelisku z Asuanu do "Aleksandrii za czasów Ptolemeusza Filadelfa w III wieku p.n.e.). „Według jednych — czytamy w „Historii Naturalnej" — przywieziony został ten obelisk przez architekta Datyra przy pomocy tratwy, według Kallistenesa zaś został przetransportowany przez Feniksa kanałem Nilowym poprowadzonym do leżącego obelisku. Dwa okręty porządnie szerokie, obładowano kawałami tego samego kamienia o przekroju jednej stopy i ogólnym ciężarze podwójnym w stosunku do obelisku (bo też podwójna była objętość). W ten sposób okręty mogły podpłynąć pod obelisk wiszący nad kanałem i końcami swymi z jednej i drugiej strony oparty o brzeg. Następnie po wyładowaniu kamieni okręty poszły w górę i wzięły ciężar na siebie".
Tak więc mamy już nasz monolit szczęśliwie za,-, ładowany na pokład olbrzymiej, specjalnie w tym celu wykonanej barki lub tratwy. Co dalej? Oddajmy teraz głos samym Egipcjanom, którzy językiem dłuta opowiedzieli na jednej ze ścian świątyni Hat-szepsut w Deir el-Bahari całą historię przewiezienia dwóch obelisków z kamieniołomów na wyspie Elefantynie do Karnaku.
Obrazy egipskie przypominają nam po trosze rysunki techniczne, tyle w nich formalnego skąpstwa i treściowej rozrzutności. Egipski relief bardziej informuje, niż pokazuje, jest w większym stopniu schematem rzeczywistości niż jej artystycznym przetworzeniem. I takaż jest właśnie płaskorzeźba Hat-szepsut z Deir el-Bahari.
Scena rozrysowana została w najdrobniejszych szczegółach. Do dziobu barki mającej najmniej 80 metrów długości przymocowane są trzy liny, a do każdej liny 9 galer poruszanych siłą mięśni 32 wioślarzy. Na czele każdego szeregu łodzi płynie swobodnie jedna łódź ze stojącym na dziobie pilotem, który przy pomocy długiej tyki sonduje dno. Tuż obok barki wiozącej oba obeliski (które razem ważyły przeszło 700 ton) płyną trzy feluki z kapłanami, dzień i noc odprawiającymi modły za pomyślność całego przedsięwzięcia.
Operacja podjęta przez Hatszepsut powiodła się, ładunek szczęśliwie dotarł na miejsce. Następny relief z Deir el-Bahari przedstawia królową poświęcającą oba obeliski Amonowi-Ra (jeden z nich stoi do dziś przed frontem świątyni — jego wysokość wynosi 30,7 metra — drugi leży nie opodal).
Ostatnim, ale nie najłatwiejszym etapem operacji transportu było zawsze ustawienie obelisku na sztorc w miejscu jego przeznaczenia. W ciągu tych ostatnich kilkunastu godzin kapłani i kamieniarze uwijali się niczym w ukropie, widowisku przypatrywał się bowiem sam faraon i nieodłączny tłum gapiów. Wszyscy wstrzymywali oddech, gdy olbrzymia wskazówka obelisku zbliżyła się do godziny dwunastej. Przykro byłoby spartaczyć robotę w tej już naprawdę ostatniej chwili!
Uczeni nie mogą się zgodzić, w jaki to sposób Egipcjanie bez pomocy dźwigów i bloków stawiali swoje kolosy. W nauce funkcjonują na równych prawach dwie teorie na ten temat. Pierwszą — starszą — sformułował w okresie międzywojennym wielokrotnie już przez nas cytowany „obelista" Engelbach, nowsza zaś wyszła spod pióra francuskiego archeologa Henri Chewiera. Obie koncepcje są do siebie bliźniaczo podobne, bo też obie zakładają usypanie rampy sięgającej 2/3 wysokości obelisku, przy czym według Chewiera obelisk miałby się ześlizgiwać, podtrzymywany linami, po pochyłym zakończeniu rampy i później tymiż linami doprowadzany miał być do pozycji pionowej. Engelbach zaś twierdził, iż obelisk przyjmował pozycję pionową wskutek stopniowego wybierania piasku spod jego grubszego końca. Tym sposobem obelisk osuwał się w dół jakby w kielichu olbrzymiej klepsydry i gdy piasek już został cały wygarnięty, stawał na postumencie oparty o ścianę rampy. Po zakończeniu całej operacji rampę zbudowaną z cegły i mułu Nilowego rozbierano.
Tak więc mamy już nasz monolit szczęśliwie za,-, ładowany na pokład olbrzymiej, specjalnie w tym celu wykonanej barki lub tratwy. Co dalej? Oddajmy teraz głos samym Egipcjanom, którzy językiem dłuta opowiedzieli na jednej ze ścian świątyni Hat-szepsut w Deir el-Bahari całą historię przewiezienia dwóch obelisków z kamieniołomów na wyspie Elefantynie do Karnaku.
Obrazy egipskie przypominają nam po trosze rysunki techniczne, tyle w nich formalnego skąpstwa i treściowej rozrzutności. Egipski relief bardziej informuje, niż pokazuje, jest w większym stopniu schematem rzeczywistości niż jej artystycznym przetworzeniem. I takaż jest właśnie płaskorzeźba Hat-szepsut z Deir el-Bahari.
Scena rozrysowana została w najdrobniejszych szczegółach. Do dziobu barki mającej najmniej 80 metrów długości przymocowane są trzy liny, a do każdej liny 9 galer poruszanych siłą mięśni 32 wioślarzy. Na czele każdego szeregu łodzi płynie swobodnie jedna łódź ze stojącym na dziobie pilotem, który przy pomocy długiej tyki sonduje dno. Tuż obok barki wiozącej oba obeliski (które razem ważyły przeszło 700 ton) płyną trzy feluki z kapłanami, dzień i noc odprawiającymi modły za pomyślność całego przedsięwzięcia.
Operacja podjęta przez Hatszepsut powiodła się, ładunek szczęśliwie dotarł na miejsce. Następny relief z Deir el-Bahari przedstawia królową poświęcającą oba obeliski Amonowi-Ra (jeden z nich stoi do dziś przed frontem świątyni — jego wysokość wynosi 30,7 metra — drugi leży nie opodal).
Ostatnim, ale nie najłatwiejszym etapem operacji transportu było zawsze ustawienie obelisku na sztorc w miejscu jego przeznaczenia. W ciągu tych ostatnich kilkunastu godzin kapłani i kamieniarze uwijali się niczym w ukropie, widowisku przypatrywał się bowiem sam faraon i nieodłączny tłum gapiów. Wszyscy wstrzymywali oddech, gdy olbrzymia wskazówka obelisku zbliżyła się do godziny dwunastej. Przykro byłoby spartaczyć robotę w tej już naprawdę ostatniej chwili!
Uczeni nie mogą się zgodzić, w jaki to sposób Egipcjanie bez pomocy dźwigów i bloków stawiali swoje kolosy. W nauce funkcjonują na równych prawach dwie teorie na ten temat. Pierwszą — starszą — sformułował w okresie międzywojennym wielokrotnie już przez nas cytowany „obelista" Engelbach, nowsza zaś wyszła spod pióra francuskiego archeologa Henri Chewiera. Obie koncepcje są do siebie bliźniaczo podobne, bo też obie zakładają usypanie rampy sięgającej 2/3 wysokości obelisku, przy czym według Chewiera obelisk miałby się ześlizgiwać, podtrzymywany linami, po pochyłym zakończeniu rampy i później tymiż linami doprowadzany miał być do pozycji pionowej. Engelbach zaś twierdził, iż obelisk przyjmował pozycję pionową wskutek stopniowego wybierania piasku spod jego grubszego końca. Tym sposobem obelisk osuwał się w dół jakby w kielichu olbrzymiej klepsydry i gdy piasek już został cały wygarnięty, stawał na postumencie oparty o ścianę rampy. Po zakończeniu całej operacji rampę zbudowaną z cegły i mułu Nilowego rozbierano.