Polecamy najlepszy
kurs komputerowy. Kliknij i wybierz coś dla siebie!

Polecamy

- laptopy
- reklama w internecie
- kosmetyki
- przewody
- Docieplenia
- filmy
- praca informatyk gdańsk oferty pracy
- zespół muzyczny



A A A

Umrzeć w Koloseum

Amfiteatr mój widzę ogromny...

„Amphiteatrum był to obszerny gmach okrągły, albo z okrągła długi, naznaczony na widoki wielkich Igrzysk jako to: wysiekaczów czyli gladiatorów, łowów, potyczek zwierząt dzikich z winowajcami na śmierć skazanymi. Imię Amphiteatrum składa się z dwóch słów greckich, które znaczą: widzieć za równo z dwóch stron przeciwnych" (G. Piramowicz: Dykcyonarz Starożytności dla Szkół Narodowych" Warszawa 1779, str. 16).

Rok 1332 był dla rzymskiego Koloseum 1251 rokiem istnienia i zarazem 806 rokiem bezużyteczności, wszystko co w sędziwym amfiteatrze było cenne bądź dawno już zostało zniszczone lub rozkradzione. Poznikały więc w pomroce dziejów marmurowe posągi, które w liczbie kilkuset wypełniały wewnątrz arkady, rozwleczono ozdobne siedziska senatorów, niektóre skończyły jako trony biskupie w rzymskich kościołach — a pyszny pulvinar mało co już przypominał lożę cesarską. U schyłku średniowiecza Koloseum — chluba i symbol cesarskiego Rzymu, najcenniejszy podarek, jaki plebs rzymski otrzymał od „budowlanej" dynastii Flawiuszów — bardziej niż amfiteatr przypominało na poły wyeksploatowany kamieniołom.

Sygnał do rozbiórki dali sami Rzymianie: wszak to nie kto inny tylko żołnierze Belizariusza zamknięci w Wiecznym Mieście przez Germańskich Gotów rozpoczęli owo bezprzykładne dzieło zniszczenia. Później niszczył i rabował każdy, komu akurat potrzebny był kamień, brąz, ołów lub żelazo, słowem, kto miał furę, kilof i... ochotę.

Wyprawiano się do Amphiteatrum FIavium głównie po metale, gdyż w ubogim i zacofanym technicznie średniowieczu opłacało się rozkuwać kamienie aby dobrać się do żelaznego bądź brązowego dybla wagi 35 dkg, który oblany ołowiem spinał dwa sąsiednie bloki. Gdy bloki zostały pozbawione złącz, do roboty przystąpili przedsiębiorcy budowlani, którzy całymi furami wywozili stąd marmur, potem trawertyn, a w końcu nawet gruz i cegłę. Po tysiącach lat dewastacji Koloseum — „odbrązowione", dziobate i kalekie — było już tylko żałosnym, ale jakże adekwatnym symbolem upadku Rzymu. W takiej to widmowej budowli, na poły amfiteatrze, na poły gruzowisku, „zredukowanym do nagiego majestatu" — jak się patetycznie o nim wyraził jeden z XVIII-wiecznych historyków — kilka możnych rodów rzymskich urządziło Anno Domini 1332... corridę.

Na dzień uroczystej tauromachii wyznaczono września, który wypadł w czwartek (później dzień ów zapisał się w annałach rzymskich jako „czarny czwartek" — ale nie uprzedzajmy wydarzeń...). Wpierw gońcy roznieśli wici aż do Rawenny i Romini, nawołując szlachetnie urodzonych kawalerów do walki pieszej z autentycznym andaluzyjskim bykiem. Chętnych — nawet jak na owe czasy trubadurów, błędnych rycerzy — znalazło się nadspodziewanie wielu. Każdy chciał zdobyć sławę nieustraszonego centauromacha i nawet za cenę życia lub kalectwa zyskać uznanie w oczach szlachetnych dam, które akurat tego dnia — odwrotnie do wysokości swego urodzenia — zajęły najniższe rzędy widowni.

W średniowiecznych annałach rzymskich opisano z detalami przygotowania i przebieg tej niecodziennej fety. Jak to zwykle bywa przy podobnych okazjach, komentator najwięcej miejsca poświęcił przedstawicielom i przedstawicielkom rzymskiej socjety, która tego dnia tłumnie zwaliła do Koloseum. Dowiadujemy się więc, iż szlachetny Jacova di Rovere przyprowadził z Zatybrza rzymianin czystej rasy nie skalonej domieszkami krwi germańskiej, o twarzach i figurach jako żywo przypominających antyczne posągi. Lewobrzeżny zaś Tyber, od wieków podzielony na dwie zwaśnione frakcje, reprezentowały na widowni białogłowy z rodów Colonna i Ursini. Obie rodziny chlubiły się urodą swych kobiet, toteż obie chciały wypaść jak najlepiej; piękność Urinich reprezentowała młodziutka Savella, opiewana przez poetów, najbardziej posażna panra na wydaniu w całym Rzymie, od której nie sposób było oderwać oczu nawet w obliczu szarżującego byka. Ona też zyskała palmę pierwszeństwa, gdyż jej jedyna poważna rywalka, najmłodsza córka Colonny, zwichnęła tego dnia nogę i nie mogła przybyć do amfiteatru.

Młodzieńcy, którzy zgłosili się do zawodów, wrzucili kartki z nazwiskami do urny, skąd po kolei wy-iągał je najstarszy członek Rady Miejskiej. Wybraniec, którego nazwisko wyczytano, oddawał miecz, odbierał regulaminową włócznię i przeżegnawszy się, stawał na środku areny, wpatrzony w czarne oczy Savelli Ursini, tak jakby to były ślepia byka.

Walczono bez mulety i bez uników, bez konnych pomocników, za to z szalonym dopingiem widowni dając przeciwnikowi więcej szans niż miał on kiedydykolwiek przedtem lub potem (wynik zawodów świadczy, iż nigdy zwierzę w pojedynku z człowiekiem nie miało szans tak równych i sprawiedliwych jak owego wrześniowego dnia 1332 roku). W południe, gdy przygrzało słońce, od piachu przesączonego krwią i zmieszanego z flakami wyprutymi z ludzi i byków poszedł w górę ku widowni taki fetor, że kilka panien uznało za stosowne zemdleć. Pod wieczór zaś, kiedy sędziowie porachowali żywych i umarłych, okazało się, iż bezapelacyjnie zwycięstwo odniosły czworonogi. Z areny wyniesiono aż 18 niedoszłych matadorów i wywleczono tylko 11 byków. Wprawdzie jeden z kandydatów na torreadora oddychał jeszcze, gdy uznano go za nieżywego, ale w niczym to nie umniejszało faktu, iż w „czarny czwartek" 1332 roku natura odniosła walne zwycięstwo nad kulturą. Kostucha — honorowy gość na tauromachii — była zadowolona, a w rzymskich salonach i alkowach długo jeszcze rozprawiano o zaletach hiszpańskich byczków i wadach włoskich kawalerów.

Pogrzeb osiemnastu ofiar corridy — tak szlachenie .urodzonych i tak mało szlachetnie zmarłych stał się okazją do wielkiego ludowego święta. Miasto spowiło się kirem, rozdzwoniły się dzwony we wszystkich kościołach, a lud, jak zawsze ciekawy wrażeń i... stypy, wyległ na ulice. Kronikarz napisał, iż egzekwie za tauromachów odprawiano jednocześnie w dwóch największych kościołach Rzymu Św. Jana na Lateranie i u Św. Marii Maggiore.