Tajemnice Horyzontu
Historia architektury uczy nas, że ilość rzadko idzie w parze z jakością, że wielkości na ogół nie towarzyszy dokładność. Grobowiec Chufu jest — na szczęście — chlubnym wyjątkiem od tych reguł. W odróżnieniu od swych starszych sióstr w Medum i Dahszur Wielka Piramida w Gizie - została wykonana daleko bardziej starannie.
Aby wypadek z Medum nie powtórzył się, architekci Cheopsa zastosowali kilka „sztuczek", które w ich mniemaniu miały uchronić olbrzymi grobowiec przed zawaleniem. I tak w miejsce małych bloków z grubsza tylko obrobionych zastosowano doskonale dopasowane wielkie głazy. Dodatkowo — co jak się sądzi było zbyteczne — zaprojektowano płaszczyzny ścian odrobinę wklęsłe w środku, co spowodowało, iż szerokość piramidy w środku jest mniejsza niż w narożach. Było to przedsięwzięcie piekielnie pracochłonne, ale ponoć zapobiegało wybrzuszaniu się bloków i przeciwdziałało Dotężnej sile „rozpierającej" piramidę od środka. Tego kosztownego i skomplikowanego sposobu rychło zresztą zaniechano. W piramidzie Chefrena, wyciągnięto już zupełnie inne wnioski z katastrofy w Medum. Twórca tej budowli przyczynę tragedii widział raczej w małej stabilności płaszcza otulającego rdzeń piramidy, uważając iż najpierw pękły dolne bloki okładziny, gdyż nie wytrzymały ciężaru nadkładu. Aby temu przeciwdziałać, dolne warstwy okładziny piramidy Chefrena wykonano nie z wapienia, ale z twardego granitu. W następnej w kolejności piramidzie Mykerinosa aż 16 dolnych warstw wykonanych jest z różowego granitu.
Wędrówkę po trzewiach kamiennego kolosa z Gizy rozpocząć wypada nie od dziury wybitej przez rabusiów — przez którą zresztą i dziś się wchodzi do wnętrza — ale od oryginalnego wejścia znajdującego się w ścianie północnej na wysokości około 30 łokci egipskich (1 łokieć tzw. „królewski" równał się 0,5236 m) od poziomu gruntu. Stąd pod kątem 26 stopni zstępuje w głąb piramidy korytarz (zwany przez to Korytarzem Zstępującym), który minąwszy najniższą warstwę bloków zagłębia się w litą skałę. Mniej więcej na 200 „łokciu" licząc od wejścia korytarz ten wyprostowuje się i po pokonaniu 15 łokci wpada do komory wykutej w podłożu skalnym.
Ściany tego podziemnego pomieszczenia sprawiają wrażenie, jakby nie zostały wykończone, wszędzie widać ślady młota zębatego, tzw. groszkownika i dłuta o szerokim ostrzu. Komora bardziej przypomina jamę w kamieniołomach lub skalną grotę niż miejsce ostatniego spoczynku faraona Chufu. Wyrąbana w podłodze kwadratowa studzienka być może miała jakieś znaczenie rytualne, ale nie można wykluczyć, iż jest to po prostu pozostałość po zaniechanym pomyśle pogłębienia komory. Vyse i Perring starannie wymierzyli to pomieszczenie w roku 1838 (3,5 metra wysokości, 15 metrów długości i 9 metrów szerokości). Musimy im wierzyć na słowo, gdyż później nikt już nie mógł sprawdzić dokładności ich pomiarów, jako że w trakcie dalszych wykopalisk komora ta została prawie aż po sam sufit wypełniona gruzem, którego jak dotąd nie uprzątnięto. A szkoda bo XIX-wieczni podróżnicy odwiedzający piramidę piszą, iż z południowej ściany komory skalnej, będącej najniższym pomieszczeniem grobowca, wybiega ślepo zakończony korytarz — jeszcze jedna nie wyjaśniona tajemnica Wielkiej Piramidy.
Nie wiemy, jakie były przyczyny, dla których budowniczowie Cheopsa zamiast sposobić podziemną kryptę, zdecydowali, iż bezpieczniejszym miejscem dla sarkofagu zawierającego zwłoki króla będzie pomieszczenie we wnętrzu właściwej piramidy. Kiedy rzecz została postanowiona, kilka niższych warstw kamienia było już ułożonych i budowla miała kilka metrów wysokości. Gotowy był też Korytarz Zstępujący, który pełnił rolę głównego traktu komunikacyjnego wewnątrz piramidy. Aby więc nie mnożyć roboty ponad potrzebę i nie budować zbędnych korytarzy, postanowiono wykorzystać część istniejącego już chodnika wyprowadzając zeń odnogę ku hipotetycznej Komorze Królewskiej. Co postanowiono, to i szybko wykonano: w dachu Korytarza Zstępującego, tuż nad miejscem, w którym zagłębia się on w litą skałę, wybito dziurę i od niej poprowadzony został skosem tzw. Korytarz Wstępujący. Wejście do tego korytarza zostało starannie zamaskowane blokiem wapiennym, który jednak osadzony był nie dość solidnie, skoro obsunął się wskutek drgań, jakie powodowały kilofy robotników Mamuna kujących po omacku tunel w kierunku środka piramidy.
Kiedy ten nieszczęsny blok wapienia huknął o posadzkę, piramida została „zdekonspirowana". Kamieniarze kalifa, posłyszawszy straszliwy grzmot, który wstrząsnął w posadach całą budowlą, uciekli w popłochu, ale po chwili wrócili i zaczęli przebijać się w stronę, z której doszedł ich ów łoskot padających kamieni.
Na miejscu ujrzeli kupę gruzu, a nad nią wnękę w stropie, zdradzającą początek korytarza prowadzącego do serca piramidy. Siedząc ich dalsze poczynania trudno oprzeć się wrażeniu, że w trudnej sztuce okradania grobowców byli to „sui generis" fachowcy. Kiedy bowiem ujrzeli przed sobą granitową plombę blokującą im drogę, prawdopodobnie najpierw postanowili ją usunąć, ale po namyśle ominęli ją, woląc — słusznie — wykuć tunel dłuższy, ale za to w miększym materiale. Uniknęli przez to niebezpieczeństwa, jakie kryło się za granitową „plombą": wapienne bloki, wypełniające Korytarz Wstępujący, odczopowane niechybnie runęłyby w dół, miażdżąc intruzów.
Korytarz Wstępujący biegnie skosem w górę jeszcze przez kilkanaście metrów, o potem rozwidla się — na jego przedłużeniu otwiera się tzw. Wielka Galeria, a poziomo biegnie dalej tzw. Pasaż Horyzontalny, który łączy Korytarz Wstępujący z tzw. Komorą Królowej, pomieszczeniem 7 metrów wysokim, 6 metrów długim i 5,5 metra szerokim, przykrytym stropem z dwóch skośnych płyt opartych jedna o drugą. Notabene, komora ta nigdy nie miała nic wspólnego z żoną Cheopsa; Petrie ustalił, iż stał tu posąg zmarłego władcy, ukryty w niszy wykutej w jednej ze ścian.
Wszystko wskazuje na to, że prace wykończeniowe w Komorze Królowej zostały przerwane wcześniej, niż planowano. Podłoga, która — jak to było, w innych piramidach — winna być wyłożona kamieniem twardszym od wapienia (mimo iż nikt po niej nie chodził), jest tylko z grubsza obrobiona dłutem. Najważniejszym jednak dowodem na to, że budowniczowie w pośpiechu porzucili to pomieszczenie, są tzw. kanały wentylacyjne, które znalazł angielski inżynier Waynman Dixon w roku 1872 — oba kanały po kilku metrach kończyły się ślepo.
Wróćmy teraz do punktu, w którym Korytarz Wstępujący przestaje wstępować i „wychodzi na prostą", stając się tzw. Pasażem Horyzontalnym, miejsce to jest prawdziwym węzłem komunikacyjnym Wielkiej Piramidy. Tu zaczyna się tzw. „tunel rabusiów", do którego jeszcze powrócimy i skąd wznosi się w górę Wielka Galeria, którą profesor Edwards nazwał: „najbardziej podziwu godnym założeniem architektonicznym, jaki zachował się z czasów Starego Państwa".
Cała Wielka Galeria wyłożona jest płytami polerowanego wapienia. Widziana z boku na „zdjęciu rentgenowskim" piramidy ma kształt trapezu o wysokości 8,5 metra i długości 47 metrów. Z szerokością Galerii sprawa jest nieco skomplikowana: u dołu jest ona szeroka na 2 metry, ale później począwszy od wysokości 2 metrów kolejne warstwy kamieni zbliżają się do siebie o 15 centymetrów (każdy rząd płyt wysunięty jest w stosunku do niższego o 7,5 centymetra). Nie schodzą się one jednak zupełnie — najmniejsza odległość między nimi wynosi 1 metr. Strop jest więc płaski, ale niezupełnie, płyty, które go tworzą, osadzone są bowiem pod niewiele większym kątem niż oś Galerii, a każda płyta dopasowana jest w odpowiedni występ (jak w mechanizmie zapadkowym), który powstrzymuje ją przed wywieraniem nacisku na sąsiednią płytę, leżącą odrobinę niżej. Przez to ciężar płyt nie kumuluje się, a nacisk wywierany na ostatnią (najniższą) płytę jest identyczny z naciskiem wywieranym przez pierwszą najwyższą) płytę na drugą z kolei. Ta nadzwyczaj asekurancka konstrukcja Wielkiej Galerii spowodowana była strachem przed powtórzeniem się katastrofy podobnej do tej, jaka wydarzyła się w Medum.
Architekci wiedzieli, iż tragedia może się zacząć od pęknięcia pojedynczego bloku, osunięcia lub zawalenia któregoś z wewnętrznych pomieszczeń. A co stwarzało największe niebezpieczeństwo w Wielkiej Piramidzie? Oczywiście Wielka Galeria. Stąd właśnie owa nadzwyczajna dbałość o to, aby ciężary bloków — o ile to tylko możliwe — nie dodawały się, tworząc wielkości przekraczające wytrzymałość materiału, z jakiego je wykonano. Środkiem Wielkiej Galerii biegnie rampa ze stopniami. Pierwszy stopień, licząc od góry, jest wyższy od pozostałych. Za nim rozpoczyna się niski i wąski korytarzyk, prowadzący do trzeciej komory wewnątrz piramidy — Komory Królewskiej.
Komora, którą szykowano jako miejsce królewskiego pochówku, zbudowana jest z granitu (tzn. wyłożona jest płytami granitu), ma 10 metrów długość 6 metrów wysokości i 5 metrów szerokości i przykryta jest stropem złożonym z płyt granitu waży 50 ton każda (przywiezionych z kamieniołomów koło Asuanu, odległego, notabene, od Gizy o 900 kilometrów). Ponad tym stropem, który na dobrą sprawę nie ma odpowiednika w całej architekturze egipskiej, znajduje się pięć granitowych komór odciążających z których cztery pierwsze, licząc od dołu, mają stropy płaskie, a piąta, najwyższa, strop namiotowy złożony z dwóch płyt kamiennych wspartych o siebie krawędziami. Dzięki takiej konstrukcji gigantyczny nacisk nadkładu zmalał niemal do zera, a mimo to płyty przykrywające Komorę Króla popękały! Dlaczego? Uważa się, iż pęknięcie spowodowało umieszczenie komory niedokładnie na osi pionowej piramidy, czego skutki omal nie okazały się tragiczne — niesymetrycznie bowiem działające siły o ma włos, a zmiażdżyłyby najważniejsze pomieszczę całej budowli. Kiedy granitowy strop pękł z potwornym hukiem, kapłani postanowili ratować, co się jeszcze dało (nakładem niemałych środków wybudowano pięć spiętrzonych jedna nad drugą komór), jak I widać — skutecznie.
Pod zachodnią ścianą Komory Królewskiej stoi sarkofag częściowo tylko wykończony i pozbawiony wieka. Zabytek ten, uważany ongiś za trumnę Cheopsa, obejrzało kilkuset europejskich podróżników, zanim w roku 1880 Flinders Petrie zauważył, iż królewska trumna jest o 2 centymetry szersza niż szerokość Korytarza Wstępującego — jedynej drogi, którą można było wnieść ją do komory. Petrie wyciągnął stąd jedyny słuszny wniosek, że sarkofag musiał zostać wstawiony od góry w chwili, gdy komora nie była jeszcze przykryta stropem, to znaczy wtedy gdy piramida osiągnęła wysokość około 45 metrów.
Pusty sarkofag w środku największej ziemskiej budowli nie dawał spokoju uczonym podróżnikom. Wielka Piramida — pisał Niemiec Johannes Helflich, który w roku pańskim 1565 w towarzystwie arabskiego przewodnika spędził kilka godzin we wnętrzu Piramidy Cheopsa — służyć musiała za grób owemu faraonowi, który utonął w Morzu Czerwonym, właśnie dlatego jego trumna jest pusta, a grobowiec opuszczony.
Ale na pustym sarkofagu nie kończą się tajemnice Komory Królewskiej. Jakżeby mogły, wszak jest bodaj najbardziej niezwykłe pomieszczenie w całej piramidzie. Angielski fantasta Bovis stwierdził podobno na podstawie własnych obserwacji — iż Jup kota umieszczony w tej komorze nie gnije, tylko ulega naturalnej mumifikacji. Gdy dwaj inni „piramidyści" Bill Schul i Ed Pettit, postanowili sprawdzić, czy prawo piramidy odkryte przez Bovisa ma lepsze zastosowanie, okazało się, iż kotlety cielęce, jak i mleko umieszczone wewnątrz Komory Królewskiej, nie chcą się psuć, a brudna woda staje się czysta! Mało tego, wypicie tej wody znakomicie wpływa na potencję! Człowiek zaś, który przebywał tam choćby tylko kilka minut, wychodzi jak nowo narodzony, tryskający optymizmem i wigorem. A jeśliby pozostał tam kilka godzin... lepiej nie próbować.
Amerykanin Paul Brunton postanowił jednak spróbować. Przekupił strażników i... ułożył się do snu w sarkofagu królewskim. Śniły mu się rzeczy straszne: nachodziły go jakieś „pierwotne monstra, piekielne straszydła, na wpół groteskowe potwory, od których biła jasność jak od bogów". Jeden z tych stworów zagadnął nawet Bruntona: „Synu mój, jesteś w mocy władców tajemnych. Jeszcze dzisiejszej nocy zaprowadzony zostaniesz do Sali Nauk..." Dalej Mr. Brunton nie pamięta już ani słowa z tego, czego nauczył się od władców zaświatów. Wspomina tylko jak przez mgłę iż nagle stał się lekki i zdawało mu się, jakby uleciał z własnego ciała. Dokąd pofrunął, nie wie. Szkoda, tym bardziej, że na powtórny nocleg w piramidzie Brunton już się nie odważył.
Nie trzeba nikogo przekonywać, że trudniej jej pchać jakiś głaz pod górę niż w dół, gdy zaś trzeba go wciągać pochyłym korytarzem, niewiele odeń szerszym, trudności rosną w dwójnasób. A jeśli po drodze jest jeszcze jakiś zakręt, nie wiadomo, czy ktokolwiek z nas podjąłby się takiej operacji. Budowniczowie piramidy Cheopsa musieli jednak poradzić sobie i z tym problemem. Ich poprzednie budujący grobowce Snofru, Dżosera i innych, mieli ułatwione zadanie, jako że w innych piramidach korytarze prowadzące do krypt biegły albo z góry w dół albo poziomo. Aby je zablokować należało więc zgromadzić na zewnątrz odpowiednią ilość kamiennych plomb i pakować je do,otworu jedna za drugą.
Wielkiej Piramidzie Korytarz Wstępujący (który koniecznie należało zablokować), jak sama nazwa wskazuje, zamiast opadać wznosi się pod pewnym kątem i w dodatku bierze początek z dziury w dachu korytarza Zstępującego. Jak więc po - zakończeniu uroczystości pogrzebowych można zagrodzić drogę ewentualnym niepożądanym gościom?
Ta łamigłówka budowlana miała tylko jedno rozwiązanie: piramidę należało zamknąć od wewnątrz! Ale jak? Na szczęście pomyślano o tym dostatecznie wcześnie. Jeszcze gdy budowano „Horyzont" zmagazynowano w którymś z jego pomieszczeń odpowiednią ilość ciosów kamiennych dopasowanych do średnicy Korytarza Wstępującego, które po zakończeniu uroczystości pogrzebowych zepchnięto w jego czeluść.
Początkowo uczeni sądzili, iż tymczasowym magazynem kamiennych plomb była Komora Królowej oraz Pasaż Horyzontalny, dwa pomieszczenia znajdujące się powyżej Korytarza Wstępującego. Takie przekonanie utrzymywało się w nauce aż do chwili, gdy Petrie, po dokładnych pomiarach, stwierdził z niemałym zdziwieniem, że Pasaż Horyzontalny jest o cały cal węższy i niższy od bloków, które ciągle jeszcze blokują początek Korytarza Wstępującego, linders Petrie wielokrotnie sprawdzał swoje pomiary ale za każdym razem wynik był identyczny. Zaproponował wobec tego własne rozwiązanie, które do dziś jest akceptowane bez zastrzeżeń. Wapienne bloki-plomby zostały — według niego — zmagazynowane w Wielkiej Galerii, gdzie było aż nadto miejsca aby je ułożyć tak, by nie blokowały drogi dla orszaku niosącego trumnę króla. Czas pokazał, że argumenty Petriego, poparte bardzo dokładnymi pomiarami i wyliczeniami, okazały się nie do odparcia.
Na „Księgę tajemnic" Korytarza Wstępującego składają się nie tylko cyfry i hipotezy. Opisana jest w niej jeszcze pewna historia, która przynajmniej na pierwszy rzut oka wygląda dość makabrycznie. Otóż — jak już ustaliliśmy — zablokowanie dostęp do Komory Królewskiej mogło się odbywać tylko od wewnątrz. Jeśli tak, to nie sposób zaprzeczyć, iż robotnicy, którzy „zamykali" piramidę, odcinali sobie drogę odwrotu?! Czy nie tak? Istotnie, z chwilą spuszczenia na dół korytarza ostatniego bloku znajdowali się oni w idealnej pułapce. Wątpliwą nagrodą za wykonanie tej ostatniej przysługi dla zmarłego władcy, był przywilej zostania współlokatorem najwspanialszego Domu Wieczności jaki kiedykolwiek człowiek wybudował dla człowieka.
We wnętrzu piramidy pozostały jednak ślady, które każą nam sądzić, iż skazani na śmierć bynajmniej się z nią nie pogodzili. Zawczasu przygotowana została droga ucieczki. Z miejsca, gdzie Korytarz Wstępujący przechodzi w Wielką Galerię, przebito prymitywny tunel do podziemi piramidy. Wlot i wylot tej prawdziwej drogi życia w domu śmierci został starannie zamaskowany. Prawdopodobnie robotnicy, którzy wydostali się tym sposobem na wolność, tą samą drogą zamierzali wrócić — aby zmarłemu władcy uszczknąć trochę jego bogactw. Co ich spotkało w Komorze Królewskiej? Czy były tam jakieś drogocenne przedmioty? Nie wiadomo. A swoją drogą, to paradoksalne, los piramidy został już przesądzony, zanim jeszcze zakończono jej budowę.
Tajemnicza i dotąd nie wyjaśniona jest także sprawa oświetlenia wewnątrz piramidy. Kamieniarze nie mogli przecież pracować po ciemku. Ponieważ ścianach nie znaleziono najmniejszych śladów sadzy, sądzono, iż — być może — artystom przyświecała tylko przysłowiowa nadzieja i olej rycynowy palony w lampkach, który wprawdzie świeci słabo, ale za to prawie w ogóle nie daje dymu. Czy jednak długotrwałe używanie rycynowych lampek nie zostawiłoby choć minimalnych śladów kopcia? Dużo zwolenników ma teoria zakładająca, że wnętrze piramidy oświetlano skomplikowanym systemem luster, podających sobie światło i przesyłających je w głąb korytarzy — metodą taką notabene posługują się dziś arabscy przewodnicy. Okazuje się, przy odpowiednim manipulowaniu taflami obielonymi srebrzystą folią można rozświetlić nawet najgłębsze egipskie ciemności, panujące w najdalszych zakątkach Horyzontu Chufu.
Piramida Cheopsa — niszczona przez ludzi, przez ludzi była również naprawiana. „Horyzont Chufu" doczekał się kilku renowacji jeszcze w czasach starożytnych — ostatnia miała miejsce w czasach dynastii saickiej (664—525 p.n.e.), która to dynastia wyraźnie snobując się na Stare Państwo usiłowała przywrócić dawny obyczaj, wskrzesić ducha dawnej, świetnej przeszłości — szkoda, że bezskutecznie.
Władcy z Sais (dziś Sa el-Hagar w Delcie) uzupełnili ubytki licówki i zamocowali nowe kamienne drzwi. Po ich reperacjach nastąpiło kilka wieków względnego spokoju. Grobowiec Cheopsa wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przeżył szczęśliwie dwa najazdy Persów, jeden Greków, oraz podboje Rzymian i Arabów. Spokój Wielkiej Góry w Gizie zakłócił dopiero kalif Mamun, syn Haruna el-Raszyda, jeden z pierwszych poszukiwaczy skarbów piramid.
Z otoczenia Wielkiej Piramidy do dziś pozostały tylko okruchy, które pozwalają jednak na rekonstrukcję całego zespołu. Kompleks grobowy Chufu poza jego monstrualnym „Horyzontem" — niczym szczególnym się nie wyróżniał. Z wielkiego muru oddalonego średnio od podstawy piramidy o 20 metrów nie pozostało prawie nic, tylko miejscami chowały się piękne płyty wapienne, którymi wybkowany był dziedziniec.
Od wschodu przylegała do piramidy świątyń grobowa, wyłożona wewnątrz posadzką z gładzonego bazaltu, o ścianach, podobnie jak to miało miejsce w Komorze Królewskiej, wyłożonych granitem.
Aby wypadek z Medum nie powtórzył się, architekci Cheopsa zastosowali kilka „sztuczek", które w ich mniemaniu miały uchronić olbrzymi grobowiec przed zawaleniem. I tak w miejsce małych bloków z grubsza tylko obrobionych zastosowano doskonale dopasowane wielkie głazy. Dodatkowo — co jak się sądzi było zbyteczne — zaprojektowano płaszczyzny ścian odrobinę wklęsłe w środku, co spowodowało, iż szerokość piramidy w środku jest mniejsza niż w narożach. Było to przedsięwzięcie piekielnie pracochłonne, ale ponoć zapobiegało wybrzuszaniu się bloków i przeciwdziałało Dotężnej sile „rozpierającej" piramidę od środka. Tego kosztownego i skomplikowanego sposobu rychło zresztą zaniechano. W piramidzie Chefrena, wyciągnięto już zupełnie inne wnioski z katastrofy w Medum. Twórca tej budowli przyczynę tragedii widział raczej w małej stabilności płaszcza otulającego rdzeń piramidy, uważając iż najpierw pękły dolne bloki okładziny, gdyż nie wytrzymały ciężaru nadkładu. Aby temu przeciwdziałać, dolne warstwy okładziny piramidy Chefrena wykonano nie z wapienia, ale z twardego granitu. W następnej w kolejności piramidzie Mykerinosa aż 16 dolnych warstw wykonanych jest z różowego granitu.
Wędrówkę po trzewiach kamiennego kolosa z Gizy rozpocząć wypada nie od dziury wybitej przez rabusiów — przez którą zresztą i dziś się wchodzi do wnętrza — ale od oryginalnego wejścia znajdującego się w ścianie północnej na wysokości około 30 łokci egipskich (1 łokieć tzw. „królewski" równał się 0,5236 m) od poziomu gruntu. Stąd pod kątem 26 stopni zstępuje w głąb piramidy korytarz (zwany przez to Korytarzem Zstępującym), który minąwszy najniższą warstwę bloków zagłębia się w litą skałę. Mniej więcej na 200 „łokciu" licząc od wejścia korytarz ten wyprostowuje się i po pokonaniu 15 łokci wpada do komory wykutej w podłożu skalnym.
Ściany tego podziemnego pomieszczenia sprawiają wrażenie, jakby nie zostały wykończone, wszędzie widać ślady młota zębatego, tzw. groszkownika i dłuta o szerokim ostrzu. Komora bardziej przypomina jamę w kamieniołomach lub skalną grotę niż miejsce ostatniego spoczynku faraona Chufu. Wyrąbana w podłodze kwadratowa studzienka być może miała jakieś znaczenie rytualne, ale nie można wykluczyć, iż jest to po prostu pozostałość po zaniechanym pomyśle pogłębienia komory. Vyse i Perring starannie wymierzyli to pomieszczenie w roku 1838 (3,5 metra wysokości, 15 metrów długości i 9 metrów szerokości). Musimy im wierzyć na słowo, gdyż później nikt już nie mógł sprawdzić dokładności ich pomiarów, jako że w trakcie dalszych wykopalisk komora ta została prawie aż po sam sufit wypełniona gruzem, którego jak dotąd nie uprzątnięto. A szkoda bo XIX-wieczni podróżnicy odwiedzający piramidę piszą, iż z południowej ściany komory skalnej, będącej najniższym pomieszczeniem grobowca, wybiega ślepo zakończony korytarz — jeszcze jedna nie wyjaśniona tajemnica Wielkiej Piramidy.
Nie wiemy, jakie były przyczyny, dla których budowniczowie Cheopsa zamiast sposobić podziemną kryptę, zdecydowali, iż bezpieczniejszym miejscem dla sarkofagu zawierającego zwłoki króla będzie pomieszczenie we wnętrzu właściwej piramidy. Kiedy rzecz została postanowiona, kilka niższych warstw kamienia było już ułożonych i budowla miała kilka metrów wysokości. Gotowy był też Korytarz Zstępujący, który pełnił rolę głównego traktu komunikacyjnego wewnątrz piramidy. Aby więc nie mnożyć roboty ponad potrzebę i nie budować zbędnych korytarzy, postanowiono wykorzystać część istniejącego już chodnika wyprowadzając zeń odnogę ku hipotetycznej Komorze Królewskiej. Co postanowiono, to i szybko wykonano: w dachu Korytarza Zstępującego, tuż nad miejscem, w którym zagłębia się on w litą skałę, wybito dziurę i od niej poprowadzony został skosem tzw. Korytarz Wstępujący. Wejście do tego korytarza zostało starannie zamaskowane blokiem wapiennym, który jednak osadzony był nie dość solidnie, skoro obsunął się wskutek drgań, jakie powodowały kilofy robotników Mamuna kujących po omacku tunel w kierunku środka piramidy.
Kiedy ten nieszczęsny blok wapienia huknął o posadzkę, piramida została „zdekonspirowana". Kamieniarze kalifa, posłyszawszy straszliwy grzmot, który wstrząsnął w posadach całą budowlą, uciekli w popłochu, ale po chwili wrócili i zaczęli przebijać się w stronę, z której doszedł ich ów łoskot padających kamieni.
Na miejscu ujrzeli kupę gruzu, a nad nią wnękę w stropie, zdradzającą początek korytarza prowadzącego do serca piramidy. Siedząc ich dalsze poczynania trudno oprzeć się wrażeniu, że w trudnej sztuce okradania grobowców byli to „sui generis" fachowcy. Kiedy bowiem ujrzeli przed sobą granitową plombę blokującą im drogę, prawdopodobnie najpierw postanowili ją usunąć, ale po namyśle ominęli ją, woląc — słusznie — wykuć tunel dłuższy, ale za to w miększym materiale. Uniknęli przez to niebezpieczeństwa, jakie kryło się za granitową „plombą": wapienne bloki, wypełniające Korytarz Wstępujący, odczopowane niechybnie runęłyby w dół, miażdżąc intruzów.
Korytarz Wstępujący biegnie skosem w górę jeszcze przez kilkanaście metrów, o potem rozwidla się — na jego przedłużeniu otwiera się tzw. Wielka Galeria, a poziomo biegnie dalej tzw. Pasaż Horyzontalny, który łączy Korytarz Wstępujący z tzw. Komorą Królowej, pomieszczeniem 7 metrów wysokim, 6 metrów długim i 5,5 metra szerokim, przykrytym stropem z dwóch skośnych płyt opartych jedna o drugą. Notabene, komora ta nigdy nie miała nic wspólnego z żoną Cheopsa; Petrie ustalił, iż stał tu posąg zmarłego władcy, ukryty w niszy wykutej w jednej ze ścian.
Wszystko wskazuje na to, że prace wykończeniowe w Komorze Królowej zostały przerwane wcześniej, niż planowano. Podłoga, która — jak to było, w innych piramidach — winna być wyłożona kamieniem twardszym od wapienia (mimo iż nikt po niej nie chodził), jest tylko z grubsza obrobiona dłutem. Najważniejszym jednak dowodem na to, że budowniczowie w pośpiechu porzucili to pomieszczenie, są tzw. kanały wentylacyjne, które znalazł angielski inżynier Waynman Dixon w roku 1872 — oba kanały po kilku metrach kończyły się ślepo.
Wróćmy teraz do punktu, w którym Korytarz Wstępujący przestaje wstępować i „wychodzi na prostą", stając się tzw. Pasażem Horyzontalnym, miejsce to jest prawdziwym węzłem komunikacyjnym Wielkiej Piramidy. Tu zaczyna się tzw. „tunel rabusiów", do którego jeszcze powrócimy i skąd wznosi się w górę Wielka Galeria, którą profesor Edwards nazwał: „najbardziej podziwu godnym założeniem architektonicznym, jaki zachował się z czasów Starego Państwa".
Cała Wielka Galeria wyłożona jest płytami polerowanego wapienia. Widziana z boku na „zdjęciu rentgenowskim" piramidy ma kształt trapezu o wysokości 8,5 metra i długości 47 metrów. Z szerokością Galerii sprawa jest nieco skomplikowana: u dołu jest ona szeroka na 2 metry, ale później począwszy od wysokości 2 metrów kolejne warstwy kamieni zbliżają się do siebie o 15 centymetrów (każdy rząd płyt wysunięty jest w stosunku do niższego o 7,5 centymetra). Nie schodzą się one jednak zupełnie — najmniejsza odległość między nimi wynosi 1 metr. Strop jest więc płaski, ale niezupełnie, płyty, które go tworzą, osadzone są bowiem pod niewiele większym kątem niż oś Galerii, a każda płyta dopasowana jest w odpowiedni występ (jak w mechanizmie zapadkowym), który powstrzymuje ją przed wywieraniem nacisku na sąsiednią płytę, leżącą odrobinę niżej. Przez to ciężar płyt nie kumuluje się, a nacisk wywierany na ostatnią (najniższą) płytę jest identyczny z naciskiem wywieranym przez pierwszą najwyższą) płytę na drugą z kolei. Ta nadzwyczaj asekurancka konstrukcja Wielkiej Galerii spowodowana była strachem przed powtórzeniem się katastrofy podobnej do tej, jaka wydarzyła się w Medum.
Architekci wiedzieli, iż tragedia może się zacząć od pęknięcia pojedynczego bloku, osunięcia lub zawalenia któregoś z wewnętrznych pomieszczeń. A co stwarzało największe niebezpieczeństwo w Wielkiej Piramidzie? Oczywiście Wielka Galeria. Stąd właśnie owa nadzwyczajna dbałość o to, aby ciężary bloków — o ile to tylko możliwe — nie dodawały się, tworząc wielkości przekraczające wytrzymałość materiału, z jakiego je wykonano. Środkiem Wielkiej Galerii biegnie rampa ze stopniami. Pierwszy stopień, licząc od góry, jest wyższy od pozostałych. Za nim rozpoczyna się niski i wąski korytarzyk, prowadzący do trzeciej komory wewnątrz piramidy — Komory Królewskiej.
Komora, którą szykowano jako miejsce królewskiego pochówku, zbudowana jest z granitu (tzn. wyłożona jest płytami granitu), ma 10 metrów długość 6 metrów wysokości i 5 metrów szerokości i przykryta jest stropem złożonym z płyt granitu waży 50 ton każda (przywiezionych z kamieniołomów koło Asuanu, odległego, notabene, od Gizy o 900 kilometrów). Ponad tym stropem, który na dobrą sprawę nie ma odpowiednika w całej architekturze egipskiej, znajduje się pięć granitowych komór odciążających z których cztery pierwsze, licząc od dołu, mają stropy płaskie, a piąta, najwyższa, strop namiotowy złożony z dwóch płyt kamiennych wspartych o siebie krawędziami. Dzięki takiej konstrukcji gigantyczny nacisk nadkładu zmalał niemal do zera, a mimo to płyty przykrywające Komorę Króla popękały! Dlaczego? Uważa się, iż pęknięcie spowodowało umieszczenie komory niedokładnie na osi pionowej piramidy, czego skutki omal nie okazały się tragiczne — niesymetrycznie bowiem działające siły o ma włos, a zmiażdżyłyby najważniejsze pomieszczę całej budowli. Kiedy granitowy strop pękł z potwornym hukiem, kapłani postanowili ratować, co się jeszcze dało (nakładem niemałych środków wybudowano pięć spiętrzonych jedna nad drugą komór), jak I widać — skutecznie.
Pod zachodnią ścianą Komory Królewskiej stoi sarkofag częściowo tylko wykończony i pozbawiony wieka. Zabytek ten, uważany ongiś za trumnę Cheopsa, obejrzało kilkuset europejskich podróżników, zanim w roku 1880 Flinders Petrie zauważył, iż królewska trumna jest o 2 centymetry szersza niż szerokość Korytarza Wstępującego — jedynej drogi, którą można było wnieść ją do komory. Petrie wyciągnął stąd jedyny słuszny wniosek, że sarkofag musiał zostać wstawiony od góry w chwili, gdy komora nie była jeszcze przykryta stropem, to znaczy wtedy gdy piramida osiągnęła wysokość około 45 metrów.
Pusty sarkofag w środku największej ziemskiej budowli nie dawał spokoju uczonym podróżnikom. Wielka Piramida — pisał Niemiec Johannes Helflich, który w roku pańskim 1565 w towarzystwie arabskiego przewodnika spędził kilka godzin we wnętrzu Piramidy Cheopsa — służyć musiała za grób owemu faraonowi, który utonął w Morzu Czerwonym, właśnie dlatego jego trumna jest pusta, a grobowiec opuszczony.
Ale na pustym sarkofagu nie kończą się tajemnice Komory Królewskiej. Jakżeby mogły, wszak jest bodaj najbardziej niezwykłe pomieszczenie w całej piramidzie. Angielski fantasta Bovis stwierdził podobno na podstawie własnych obserwacji — iż Jup kota umieszczony w tej komorze nie gnije, tylko ulega naturalnej mumifikacji. Gdy dwaj inni „piramidyści" Bill Schul i Ed Pettit, postanowili sprawdzić, czy prawo piramidy odkryte przez Bovisa ma lepsze zastosowanie, okazało się, iż kotlety cielęce, jak i mleko umieszczone wewnątrz Komory Królewskiej, nie chcą się psuć, a brudna woda staje się czysta! Mało tego, wypicie tej wody znakomicie wpływa na potencję! Człowiek zaś, który przebywał tam choćby tylko kilka minut, wychodzi jak nowo narodzony, tryskający optymizmem i wigorem. A jeśliby pozostał tam kilka godzin... lepiej nie próbować.
Amerykanin Paul Brunton postanowił jednak spróbować. Przekupił strażników i... ułożył się do snu w sarkofagu królewskim. Śniły mu się rzeczy straszne: nachodziły go jakieś „pierwotne monstra, piekielne straszydła, na wpół groteskowe potwory, od których biła jasność jak od bogów". Jeden z tych stworów zagadnął nawet Bruntona: „Synu mój, jesteś w mocy władców tajemnych. Jeszcze dzisiejszej nocy zaprowadzony zostaniesz do Sali Nauk..." Dalej Mr. Brunton nie pamięta już ani słowa z tego, czego nauczył się od władców zaświatów. Wspomina tylko jak przez mgłę iż nagle stał się lekki i zdawało mu się, jakby uleciał z własnego ciała. Dokąd pofrunął, nie wie. Szkoda, tym bardziej, że na powtórny nocleg w piramidzie Brunton już się nie odważył.
Nie trzeba nikogo przekonywać, że trudniej jej pchać jakiś głaz pod górę niż w dół, gdy zaś trzeba go wciągać pochyłym korytarzem, niewiele odeń szerszym, trudności rosną w dwójnasób. A jeśli po drodze jest jeszcze jakiś zakręt, nie wiadomo, czy ktokolwiek z nas podjąłby się takiej operacji. Budowniczowie piramidy Cheopsa musieli jednak poradzić sobie i z tym problemem. Ich poprzednie budujący grobowce Snofru, Dżosera i innych, mieli ułatwione zadanie, jako że w innych piramidach korytarze prowadzące do krypt biegły albo z góry w dół albo poziomo. Aby je zablokować należało więc zgromadzić na zewnątrz odpowiednią ilość kamiennych plomb i pakować je do,otworu jedna za drugą.
Wielkiej Piramidzie Korytarz Wstępujący (który koniecznie należało zablokować), jak sama nazwa wskazuje, zamiast opadać wznosi się pod pewnym kątem i w dodatku bierze początek z dziury w dachu korytarza Zstępującego. Jak więc po - zakończeniu uroczystości pogrzebowych można zagrodzić drogę ewentualnym niepożądanym gościom?
Ta łamigłówka budowlana miała tylko jedno rozwiązanie: piramidę należało zamknąć od wewnątrz! Ale jak? Na szczęście pomyślano o tym dostatecznie wcześnie. Jeszcze gdy budowano „Horyzont" zmagazynowano w którymś z jego pomieszczeń odpowiednią ilość ciosów kamiennych dopasowanych do średnicy Korytarza Wstępującego, które po zakończeniu uroczystości pogrzebowych zepchnięto w jego czeluść.
Początkowo uczeni sądzili, iż tymczasowym magazynem kamiennych plomb była Komora Królowej oraz Pasaż Horyzontalny, dwa pomieszczenia znajdujące się powyżej Korytarza Wstępującego. Takie przekonanie utrzymywało się w nauce aż do chwili, gdy Petrie, po dokładnych pomiarach, stwierdził z niemałym zdziwieniem, że Pasaż Horyzontalny jest o cały cal węższy i niższy od bloków, które ciągle jeszcze blokują początek Korytarza Wstępującego, linders Petrie wielokrotnie sprawdzał swoje pomiary ale za każdym razem wynik był identyczny. Zaproponował wobec tego własne rozwiązanie, które do dziś jest akceptowane bez zastrzeżeń. Wapienne bloki-plomby zostały — według niego — zmagazynowane w Wielkiej Galerii, gdzie było aż nadto miejsca aby je ułożyć tak, by nie blokowały drogi dla orszaku niosącego trumnę króla. Czas pokazał, że argumenty Petriego, poparte bardzo dokładnymi pomiarami i wyliczeniami, okazały się nie do odparcia.
Na „Księgę tajemnic" Korytarza Wstępującego składają się nie tylko cyfry i hipotezy. Opisana jest w niej jeszcze pewna historia, która przynajmniej na pierwszy rzut oka wygląda dość makabrycznie. Otóż — jak już ustaliliśmy — zablokowanie dostęp do Komory Królewskiej mogło się odbywać tylko od wewnątrz. Jeśli tak, to nie sposób zaprzeczyć, iż robotnicy, którzy „zamykali" piramidę, odcinali sobie drogę odwrotu?! Czy nie tak? Istotnie, z chwilą spuszczenia na dół korytarza ostatniego bloku znajdowali się oni w idealnej pułapce. Wątpliwą nagrodą za wykonanie tej ostatniej przysługi dla zmarłego władcy, był przywilej zostania współlokatorem najwspanialszego Domu Wieczności jaki kiedykolwiek człowiek wybudował dla człowieka.
We wnętrzu piramidy pozostały jednak ślady, które każą nam sądzić, iż skazani na śmierć bynajmniej się z nią nie pogodzili. Zawczasu przygotowana została droga ucieczki. Z miejsca, gdzie Korytarz Wstępujący przechodzi w Wielką Galerię, przebito prymitywny tunel do podziemi piramidy. Wlot i wylot tej prawdziwej drogi życia w domu śmierci został starannie zamaskowany. Prawdopodobnie robotnicy, którzy wydostali się tym sposobem na wolność, tą samą drogą zamierzali wrócić — aby zmarłemu władcy uszczknąć trochę jego bogactw. Co ich spotkało w Komorze Królewskiej? Czy były tam jakieś drogocenne przedmioty? Nie wiadomo. A swoją drogą, to paradoksalne, los piramidy został już przesądzony, zanim jeszcze zakończono jej budowę.
Tajemnicza i dotąd nie wyjaśniona jest także sprawa oświetlenia wewnątrz piramidy. Kamieniarze nie mogli przecież pracować po ciemku. Ponieważ ścianach nie znaleziono najmniejszych śladów sadzy, sądzono, iż — być może — artystom przyświecała tylko przysłowiowa nadzieja i olej rycynowy palony w lampkach, który wprawdzie świeci słabo, ale za to prawie w ogóle nie daje dymu. Czy jednak długotrwałe używanie rycynowych lampek nie zostawiłoby choć minimalnych śladów kopcia? Dużo zwolenników ma teoria zakładająca, że wnętrze piramidy oświetlano skomplikowanym systemem luster, podających sobie światło i przesyłających je w głąb korytarzy — metodą taką notabene posługują się dziś arabscy przewodnicy. Okazuje się, przy odpowiednim manipulowaniu taflami obielonymi srebrzystą folią można rozświetlić nawet najgłębsze egipskie ciemności, panujące w najdalszych zakątkach Horyzontu Chufu.
Piramida Cheopsa — niszczona przez ludzi, przez ludzi była również naprawiana. „Horyzont Chufu" doczekał się kilku renowacji jeszcze w czasach starożytnych — ostatnia miała miejsce w czasach dynastii saickiej (664—525 p.n.e.), która to dynastia wyraźnie snobując się na Stare Państwo usiłowała przywrócić dawny obyczaj, wskrzesić ducha dawnej, świetnej przeszłości — szkoda, że bezskutecznie.
Władcy z Sais (dziś Sa el-Hagar w Delcie) uzupełnili ubytki licówki i zamocowali nowe kamienne drzwi. Po ich reperacjach nastąpiło kilka wieków względnego spokoju. Grobowiec Cheopsa wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przeżył szczęśliwie dwa najazdy Persów, jeden Greków, oraz podboje Rzymian i Arabów. Spokój Wielkiej Góry w Gizie zakłócił dopiero kalif Mamun, syn Haruna el-Raszyda, jeden z pierwszych poszukiwaczy skarbów piramid.
Z otoczenia Wielkiej Piramidy do dziś pozostały tylko okruchy, które pozwalają jednak na rekonstrukcję całego zespołu. Kompleks grobowy Chufu poza jego monstrualnym „Horyzontem" — niczym szczególnym się nie wyróżniał. Z wielkiego muru oddalonego średnio od podstawy piramidy o 20 metrów nie pozostało prawie nic, tylko miejscami chowały się piękne płyty wapienne, którymi wybkowany był dziedziniec.
Od wschodu przylegała do piramidy świątyń grobowa, wyłożona wewnątrz posadzką z gładzonego bazaltu, o ścianach, podobnie jak to miało miejsce w Komorze Królewskiej, wyłożonych granitem.