Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiży
Jak zbudowano Wielką Piramidę? Na ten temat panuje wiele czasem sprzecznych ze sobą opinii. Nie wszystkie teorie warte są czasu i atłasu, ale pewnych nie sposób pominąć. Długą listę autorytetów zabierających głos w tej sprawie otwiera... Herodot.
„Zbudowano tę piramidę — pisze w II księdze „Dziejów" — w taki sposób: w odstępach, które jedni schodami, drudzy stopniami nazywają. Po zrobieniu pierwszego odstępu dźwigali resztę kamieni w górę machinami, które sporządzali z krótkich drewien, unosząc głazy z ziemi na pierwszy rząd odstępów. Ilekroć kamień wydostał się na ten rząd, kładziono go na inną machinę, która stała na pierwszym rzędzie stopni, a z tego wyciągano go za pomocą tej innej machiny na drugi rząd. Ile bowiem było rzędów stopni, tyle było machin, albo też przenoszono tę samą machinę, ponieważ była jedna i łatwa do niesienia, na każdy szereg, ilekroć z niej kamień wyjęli".
Teoria Ojca Historii była arcynaiwna i z technicznego punktu widzenia nieprawdopodobna, ale mimo swych niedostatków w pełni zaspokajała dociekliwość uczonych mężów aż do schyłku XIX stulecia. Veto zgłosił dopiero Flinders Petrie. Według niego bloki skalne wtaczano po pochyłej rampie równej szerokości samej piramidy, rosnącej i wydłużającej się wraz z postępem prac przy piramidzie, więcej w chwili, gdy budowla osiągnęła 3/4 swej zamierzonej wysokości rampa miała około 300 metrów długości i przestało się już opłacać ją dalej wydłużać, jako że masa kamieni transportowanych pod górę była teraz dużo mniejsza. Zastosowano więc nową rampę, która zygzakiem doszła aż do samego wierzchołka. Ta koncepcja znakomitego egiptologa spotkała się z ostrą krytyką innych znawców przedmiotu. Zewsząd posypały się zastrzeżenia i kontrpropozycje. Wszak postulowana przez Petriego pochyła rampa w końcowej fazie osiągnęłaby objętość większą od objętości samej piramidy.
W roku 1956 z ciekawą hipotezą wystąpił znany nam już współpracownik Reisnera, Dows Dunham. Uważał on — teoria jego nie zdobyła zbyt wielu zwolenników — że rampą była... sama piramida, którą budowano w bardzo przemyślny sposób: oplatała ona mianowicie rdzeń piramidy jak wąż i nie była czymś „przystawianym" ani też czymś, co po zakończeniu budowy należało rozebrać. Była po prostu drogą uformowaną w zewnętrznym płaszczu kamieni, drogą która wydłużała się wraz ze wzrostem piramidy.
Gdy piramida urosła o metr — kontynuuje Dows Dunham — rampa wydłużała się od 3 do 5 metrów i tak aż do końca, tzn. do 147 metra. Piramidion wykuty z jednego kawałka czarnego diorytu, nim został osadzony na szczycie piramidy, pokonał więc aż 735 metrów, okrążając piramidę dwa razy dookoła i pokonując przy tym 10 zakrętów. W chwili gdy stanął już na swym miejscu, jak symboliczna wiecha oznaczająca oddanie piramidy w „stanie surowym", przerwano pracę na dzień lub dwa, ogłaszając w Egipcie święto. Robotnikom wydano podwójne racje wina palmowego, co stało się okazją do wiwatów i wybuchu szczerego entuzjazmu wobec osób Cheopsa, który w otoczeniu kapłanów przybył na budowę.
Do tej pory „Horyzont Chufu" budowany był od dołu do góry — naturalną koleją rzeczy przy wszystkich ziemskich budowlach. Z chwilą zaś zamocowania piramidionu kolejność została odwrócona. Teraz począwszy od szczytu, zaczęto wygładzać ściany, likwidując rampę i przygotowując „schodki" pod licówkę z wapienia. „Najwyższa część piramidy — pisze Herodot — naprzód została ukończona, następnie wykonali przylegające do niej części, wreszcie wykończyli przyziemne i najniższe części".
Murarze i kamieniarze, schodząc w dół, wykorzystywali teraz rampę w odwrotnym kierunku. Przenosząc robotę na coraz niższy poziom zostawiali za sobą ściany lśniące jak lustro. Wapienna licówka, egipski cud precyzji, pełzła w dół, pokrywając piramidę płaszczem, w którym na całej powierzchni nie było szczeliny szerszej niż pół milimetra. Nie był to zresztą tylko zbyteczny — zważywszy ogrom budowli — popis szlifierskiej dokładności. Budowniczowie „Horyzontu" mieli w pamięci katastrofę w Medum i wiedzieli, jakie szkody może wywołać woda przedostająca się między kamienie tworzące masyw piramidy i obniżająca współczynnik tarcia. Zakończono więc tę unikalną w świecie budowlę na poziomie fundamentów, czyli tam, gdzie ją dwadzieścia lat wcześniej rozpoczęto.
„Zbudowano tę piramidę — pisze w II księdze „Dziejów" — w taki sposób: w odstępach, które jedni schodami, drudzy stopniami nazywają. Po zrobieniu pierwszego odstępu dźwigali resztę kamieni w górę machinami, które sporządzali z krótkich drewien, unosząc głazy z ziemi na pierwszy rząd odstępów. Ilekroć kamień wydostał się na ten rząd, kładziono go na inną machinę, która stała na pierwszym rzędzie stopni, a z tego wyciągano go za pomocą tej innej machiny na drugi rząd. Ile bowiem było rzędów stopni, tyle było machin, albo też przenoszono tę samą machinę, ponieważ była jedna i łatwa do niesienia, na każdy szereg, ilekroć z niej kamień wyjęli".
Teoria Ojca Historii była arcynaiwna i z technicznego punktu widzenia nieprawdopodobna, ale mimo swych niedostatków w pełni zaspokajała dociekliwość uczonych mężów aż do schyłku XIX stulecia. Veto zgłosił dopiero Flinders Petrie. Według niego bloki skalne wtaczano po pochyłej rampie równej szerokości samej piramidy, rosnącej i wydłużającej się wraz z postępem prac przy piramidzie, więcej w chwili, gdy budowla osiągnęła 3/4 swej zamierzonej wysokości rampa miała około 300 metrów długości i przestało się już opłacać ją dalej wydłużać, jako że masa kamieni transportowanych pod górę była teraz dużo mniejsza. Zastosowano więc nową rampę, która zygzakiem doszła aż do samego wierzchołka. Ta koncepcja znakomitego egiptologa spotkała się z ostrą krytyką innych znawców przedmiotu. Zewsząd posypały się zastrzeżenia i kontrpropozycje. Wszak postulowana przez Petriego pochyła rampa w końcowej fazie osiągnęłaby objętość większą od objętości samej piramidy.
W roku 1956 z ciekawą hipotezą wystąpił znany nam już współpracownik Reisnera, Dows Dunham. Uważał on — teoria jego nie zdobyła zbyt wielu zwolenników — że rampą była... sama piramida, którą budowano w bardzo przemyślny sposób: oplatała ona mianowicie rdzeń piramidy jak wąż i nie była czymś „przystawianym" ani też czymś, co po zakończeniu budowy należało rozebrać. Była po prostu drogą uformowaną w zewnętrznym płaszczu kamieni, drogą która wydłużała się wraz ze wzrostem piramidy.
Gdy piramida urosła o metr — kontynuuje Dows Dunham — rampa wydłużała się od 3 do 5 metrów i tak aż do końca, tzn. do 147 metra. Piramidion wykuty z jednego kawałka czarnego diorytu, nim został osadzony na szczycie piramidy, pokonał więc aż 735 metrów, okrążając piramidę dwa razy dookoła i pokonując przy tym 10 zakrętów. W chwili gdy stanął już na swym miejscu, jak symboliczna wiecha oznaczająca oddanie piramidy w „stanie surowym", przerwano pracę na dzień lub dwa, ogłaszając w Egipcie święto. Robotnikom wydano podwójne racje wina palmowego, co stało się okazją do wiwatów i wybuchu szczerego entuzjazmu wobec osób Cheopsa, który w otoczeniu kapłanów przybył na budowę.
Do tej pory „Horyzont Chufu" budowany był od dołu do góry — naturalną koleją rzeczy przy wszystkich ziemskich budowlach. Z chwilą zaś zamocowania piramidionu kolejność została odwrócona. Teraz począwszy od szczytu, zaczęto wygładzać ściany, likwidując rampę i przygotowując „schodki" pod licówkę z wapienia. „Najwyższa część piramidy — pisze Herodot — naprzód została ukończona, następnie wykonali przylegające do niej części, wreszcie wykończyli przyziemne i najniższe części".
Murarze i kamieniarze, schodząc w dół, wykorzystywali teraz rampę w odwrotnym kierunku. Przenosząc robotę na coraz niższy poziom zostawiali za sobą ściany lśniące jak lustro. Wapienna licówka, egipski cud precyzji, pełzła w dół, pokrywając piramidę płaszczem, w którym na całej powierzchni nie było szczeliny szerszej niż pół milimetra. Nie był to zresztą tylko zbyteczny — zważywszy ogrom budowli — popis szlifierskiej dokładności. Budowniczowie „Horyzontu" mieli w pamięci katastrofę w Medum i wiedzieli, jakie szkody może wywołać woda przedostająca się między kamienie tworzące masyw piramidy i obniżająca współczynnik tarcia. Zakończono więc tę unikalną w świecie budowlę na poziomie fundamentów, czyli tam, gdzie ją dwadzieścia lat wcześniej rozpoczęto.