Słowa i kamienie
Charakterystyczne, że większość uczonych, usiłujących „rozgryźć" tajemnicę raweńskiego monolitu, klucz do tej zagadki widzi w owych 12 sterczynach, które ciężkiej czapie kamiennej przykrywającej mauzoleum Teodoryka nadają szlachetny kształt korony. Niektóre z proponowanych rozwiązań są naiwne do tego stopnia, że ludowe bajania na temat „grzechu Teodoryka", klątwy bożej i gromu z jasnego nieba — wydają się przy nich aż nazbyt... racjonalne.
No bo weźmy na przykład teorię trójki Włochów: Fabriego, Vandellego i Torloziego. Opiera się owa teoria na magicznej sile przypisywanej trzynastce. Ta feralna liczba miała w życiu króla Gotów odgrywać jakąś szczególną rolę, ba, nawet kształt i dekoracje jego grobowca były jej podporządkowane. Mauzoleum Teodoryka — według Fabriego i jego kolegów — miało wyglądać następująco: na dwunastu sterczynach tkwiły posągi ośmiu apostołów i czterech ewangelistów (zgodnie z zachowanymi tam inicjałami), król zaś spoczywał na dachu, w środku między nimi, na „trzynastym miejscu", w porfirowym sarkofagu... Gdyby tak było, grobowiec Teodoryka przypominałby po trosze mauzoleum Konstantyna Wielkiego (285—337), który kazał się pochować w porfirowym sarkofagu pośrodku promieniście ustawionych 12 cenotafów (grobów symbolicznych) apostołów. Oba zaś grobowce, Konstantyna i Teodoryka, nawiązywałyby do planu grobu Chrystusa w kościele Grobu Jezusowego w Jerozolimie (symboliczny grobowiec Zbawiciela otoczony był 12 srebrnymi kwaterami z wyrytymi na nich imionami apostołów).
Inny Włoch, Ferri, twierdzi z całą powagą, iż raweńskie mauzoleum, a już szczególnie jego górna część, udatnie naśladuje kształt... owalnego namiotu koczowników rozpiętego na dwunastu żerdziach. W takim namiocie miał się rzekomo urodzić Teodoryk i w takich namiotach mieli od niepamiętnych czasów mieszkać jego antenaci. Byłby więc jego grób naśladownictwem mieszkania, co pozostaje w zgodzie z wierzeniami starożytnych. Stiukowy dysk przylepiony od wewnątrz do kamiennej pokrywy to — zdaniem Ferriego — imitacja okrągłej pokrywy ze skóry, którą w czasie deszczu lub wiatru zakrywa się otwór w dachu namiotu, służący normalnie do wydostawania się dymu. A poza tym, czyż namiot nie uchodzi za uniwersalny symbol władzy? — zapytuje Włoch.
Owszem — odpowiada mu jego krajan Cacchelli ale bardziej uniwersalnym symbolem władzy jest korona! To ją właśnie naśladuje kamienna pokrywa zakrywająca mauzoleum (sterczyny!). Byłaby to zdaniem Włocha — korona nasadzona na hełm, podobna do tych, jakie można zobaczyć na wizerunkach niemieckich władców. Jej obecność na dachu grobowca Dietricha von Berna miała być prawdziwym wyrazem germańskiej „Wille zur Macht" (pragnienie potęgi).
Nieco innego zdania są autorzy tzw. teorii mugalitycznej: Szwed Lundquist, Niemiec Fuchs i Austriak (Polak z pochodzenia) Strzygowski. Wszyscy oni sądzą, iż przykrycie grobowca głazem monstrualnych rozmiarów było wyrazem Teodorykowych tęsknot i nostalgii za gocką ojczyzną i religią przodków. Ten Got z dziada pradziada, mimo rzymskich doradców, postępowych reform, światłych rządów, w głębi duszy pozostał barbarzyńcą z północy, tęskniącym za swym macierzystym krajem, marzącym o pradawnych obyczajach. Jedyną religią, którą naprawdę wyznawał król-arianin miał być... kult przodków. Zachowywał on rzekomo gorące uwielbienie dla starych gockich rytuałów i zwyczajów, głównie praktyk pogrzebowych. Chrześcijańska skromność i umiar w tej materii wydawały mu się godne j parcia, ale przodkowie wznoszący sobie za życia potężne grobowce też mieli, jego zdaniem, sporo racji.
Teodoryk sprowadzając z Syrii architektów biegłych w sztuce monumentalnego budownictwa i każąc im stawiać grobowiec od spiżu trwalszy, kierował się rzekomo tzw. ideą megalityczną. To właśnie wskutek jego starych barbarzyńskich obsesji powstało na przedmieściach Rawenny owo tajemnicze mauzoleum przykryte megalitycznym dachem. Na szczęście architekci stanęli na wysokości zadania i nad kanałem łączącym miasto z portem zwanym Classis (dosłownie — flota) nie wyrósł ciężki, niezgrabny dolmen, ale gustowna budowla, harmonijnie łącząca wdzięk i subtelność architektury grecko-rzymskiej z potęgą i majestatem megalitycznych grobowców.
Widomy przykład tego, za czym Teodoryk tęsknił i co miał na myśli dając instrukcję swym architektom. W Danii w miejscowości Vilsted, na płaskiej równinie, prawie zupełnie pozbawionej drzew, stoi, a właściwie leży olbrzymi dolmen (megalityczny grobowiec) przypominający wielkiego, martwego żółwia. Jest to bardzo typowy okaz wielkokamiennego grobowca, jednego z wielu, jakie od neolitu aż po epokę żelaza wznoszono w szerokim pasie ciągnącym się od Skandynawii wzdłuż wybrzeża Europy aż po Krym i Kaukaz. Trzeba przyznać, iż podobieństwo do raweńskiej kopuły jest uderzające. Na szczerym polu, na lekkim wzniesieniu spoczywa na kilku głazach potężny monolit podobny do odwróconej misy, a wokół niego w równych odstępach umieszczonych jest promieniście kilka podłużnych kamieni wyrastających pochyło z ziemi. Gdy spojrzeć z daleka, wypisz wymaluj, górna część mauzoleum Teodoryka!
Wśród autorów tej teorii nie ma zgodności co do kierunku, z którego przyszła „megalityczna" inspiracja. Nie wiadomo więc, gdzie należy szukać pierwowzorów kamiennej pokrywy mauzoleum. Na Krymie? A może dalej na południe? Fuchs i Lundquist dopatrują się tu wyrazu nordyckich tęsknot króla, Strzygowski zaś widzi fascynację monumentalną architekturą Wschodu — nie tyle u Teodoryka co u jego architektów, pochodzących prawdopodobnie z Syrii.
Teoria megalityczna jest jednak bardzo krucha w podstawach. Jest pewne, że Teodoryk nie był w Vilsted i prawdopodobnie nigdy w życiu nie widział prawdziwego dolmenu. Kto zaś był jego nadwornym architektem — do dziś nie wiadomo. Faktem jest natomiast, iż gigantyczny kamień, którego transport i obróbka są bezwzględnie technicznym cudem, nobilitował Teodoryka w oczach własnych i potomnych, stawiając go w jednym rzędzie z największymi „mocarzami architektury". Tak się bowiem zwykle składało, iż wielkie budowle zawsze był dziećmi silnej władzy i potęgi; ich rzeczywiści twórcy pozostali anonimowi, podczas gdy historia skrz tnie zanotowała imiona władców, którzy czuli się siłach, aby te olbrzymie dzieła rozpocząć.
No bo weźmy na przykład teorię trójki Włochów: Fabriego, Vandellego i Torloziego. Opiera się owa teoria na magicznej sile przypisywanej trzynastce. Ta feralna liczba miała w życiu króla Gotów odgrywać jakąś szczególną rolę, ba, nawet kształt i dekoracje jego grobowca były jej podporządkowane. Mauzoleum Teodoryka — według Fabriego i jego kolegów — miało wyglądać następująco: na dwunastu sterczynach tkwiły posągi ośmiu apostołów i czterech ewangelistów (zgodnie z zachowanymi tam inicjałami), król zaś spoczywał na dachu, w środku między nimi, na „trzynastym miejscu", w porfirowym sarkofagu... Gdyby tak było, grobowiec Teodoryka przypominałby po trosze mauzoleum Konstantyna Wielkiego (285—337), który kazał się pochować w porfirowym sarkofagu pośrodku promieniście ustawionych 12 cenotafów (grobów symbolicznych) apostołów. Oba zaś grobowce, Konstantyna i Teodoryka, nawiązywałyby do planu grobu Chrystusa w kościele Grobu Jezusowego w Jerozolimie (symboliczny grobowiec Zbawiciela otoczony był 12 srebrnymi kwaterami z wyrytymi na nich imionami apostołów).
Inny Włoch, Ferri, twierdzi z całą powagą, iż raweńskie mauzoleum, a już szczególnie jego górna część, udatnie naśladuje kształt... owalnego namiotu koczowników rozpiętego na dwunastu żerdziach. W takim namiocie miał się rzekomo urodzić Teodoryk i w takich namiotach mieli od niepamiętnych czasów mieszkać jego antenaci. Byłby więc jego grób naśladownictwem mieszkania, co pozostaje w zgodzie z wierzeniami starożytnych. Stiukowy dysk przylepiony od wewnątrz do kamiennej pokrywy to — zdaniem Ferriego — imitacja okrągłej pokrywy ze skóry, którą w czasie deszczu lub wiatru zakrywa się otwór w dachu namiotu, służący normalnie do wydostawania się dymu. A poza tym, czyż namiot nie uchodzi za uniwersalny symbol władzy? — zapytuje Włoch.
Owszem — odpowiada mu jego krajan Cacchelli ale bardziej uniwersalnym symbolem władzy jest korona! To ją właśnie naśladuje kamienna pokrywa zakrywająca mauzoleum (sterczyny!). Byłaby to zdaniem Włocha — korona nasadzona na hełm, podobna do tych, jakie można zobaczyć na wizerunkach niemieckich władców. Jej obecność na dachu grobowca Dietricha von Berna miała być prawdziwym wyrazem germańskiej „Wille zur Macht" (pragnienie potęgi).
Nieco innego zdania są autorzy tzw. teorii mugalitycznej: Szwed Lundquist, Niemiec Fuchs i Austriak (Polak z pochodzenia) Strzygowski. Wszyscy oni sądzą, iż przykrycie grobowca głazem monstrualnych rozmiarów było wyrazem Teodorykowych tęsknot i nostalgii za gocką ojczyzną i religią przodków. Ten Got z dziada pradziada, mimo rzymskich doradców, postępowych reform, światłych rządów, w głębi duszy pozostał barbarzyńcą z północy, tęskniącym za swym macierzystym krajem, marzącym o pradawnych obyczajach. Jedyną religią, którą naprawdę wyznawał król-arianin miał być... kult przodków. Zachowywał on rzekomo gorące uwielbienie dla starych gockich rytuałów i zwyczajów, głównie praktyk pogrzebowych. Chrześcijańska skromność i umiar w tej materii wydawały mu się godne j parcia, ale przodkowie wznoszący sobie za życia potężne grobowce też mieli, jego zdaniem, sporo racji.
Teodoryk sprowadzając z Syrii architektów biegłych w sztuce monumentalnego budownictwa i każąc im stawiać grobowiec od spiżu trwalszy, kierował się rzekomo tzw. ideą megalityczną. To właśnie wskutek jego starych barbarzyńskich obsesji powstało na przedmieściach Rawenny owo tajemnicze mauzoleum przykryte megalitycznym dachem. Na szczęście architekci stanęli na wysokości zadania i nad kanałem łączącym miasto z portem zwanym Classis (dosłownie — flota) nie wyrósł ciężki, niezgrabny dolmen, ale gustowna budowla, harmonijnie łącząca wdzięk i subtelność architektury grecko-rzymskiej z potęgą i majestatem megalitycznych grobowców.
Widomy przykład tego, za czym Teodoryk tęsknił i co miał na myśli dając instrukcję swym architektom. W Danii w miejscowości Vilsted, na płaskiej równinie, prawie zupełnie pozbawionej drzew, stoi, a właściwie leży olbrzymi dolmen (megalityczny grobowiec) przypominający wielkiego, martwego żółwia. Jest to bardzo typowy okaz wielkokamiennego grobowca, jednego z wielu, jakie od neolitu aż po epokę żelaza wznoszono w szerokim pasie ciągnącym się od Skandynawii wzdłuż wybrzeża Europy aż po Krym i Kaukaz. Trzeba przyznać, iż podobieństwo do raweńskiej kopuły jest uderzające. Na szczerym polu, na lekkim wzniesieniu spoczywa na kilku głazach potężny monolit podobny do odwróconej misy, a wokół niego w równych odstępach umieszczonych jest promieniście kilka podłużnych kamieni wyrastających pochyło z ziemi. Gdy spojrzeć z daleka, wypisz wymaluj, górna część mauzoleum Teodoryka!
Wśród autorów tej teorii nie ma zgodności co do kierunku, z którego przyszła „megalityczna" inspiracja. Nie wiadomo więc, gdzie należy szukać pierwowzorów kamiennej pokrywy mauzoleum. Na Krymie? A może dalej na południe? Fuchs i Lundquist dopatrują się tu wyrazu nordyckich tęsknot króla, Strzygowski zaś widzi fascynację monumentalną architekturą Wschodu — nie tyle u Teodoryka co u jego architektów, pochodzących prawdopodobnie z Syrii.
Teoria megalityczna jest jednak bardzo krucha w podstawach. Jest pewne, że Teodoryk nie był w Vilsted i prawdopodobnie nigdy w życiu nie widział prawdziwego dolmenu. Kto zaś był jego nadwornym architektem — do dziś nie wiadomo. Faktem jest natomiast, iż gigantyczny kamień, którego transport i obróbka są bezwzględnie technicznym cudem, nobilitował Teodoryka w oczach własnych i potomnych, stawiając go w jednym rzędzie z największymi „mocarzami architektury". Tak się bowiem zwykle składało, iż wielkie budowle zawsze był dziećmi silnej władzy i potęgi; ich rzeczywiści twórcy pozostali anonimowi, podczas gdy historia skrz tnie zanotowała imiona władców, którzy czuli się siłach, aby te olbrzymie dzieła rozpocząć.