Polecamy najlepszy
kurs komputerowy. Kliknij i wybierz coś dla siebie!

Polecamy

- laptopy
- reklama w internecie
- kosmetyki
- przewody
- Docieplenia
- zespół na wesela
- fotografia ślubna Nowy Sącz
- Zawiadomienie Ślubne



A A A

Skarby Koloseum

W roku 1850 świat nie miał prawą narzekać na brak sensacji archeologicznych. Tegoż roku Sir Austen Henry Layard (1817—1894) przesłał do British Museum w Londynie kilkanaście skrzyń wypełnionych najcenniejszymi znaleziskami odkopanym w Babilonie, Nimrud, Borsippie i Nippur. Jednocześnie w Egipcie, we wsi Sakkara leżącej na terenie dawnej nekropoli memfickiej, Ferdinand Francois Mariette (1821—1891) natrafił na aleję sfinksów, która zaprowadziła go do Serapeum, przebogatego cmentarzyska świętych byków Apisów i ośrodka kultu Serapisa (hellenistycznego bożka skupiającego w jednej osobie atrybuty egipskiego Ozyrysa i bóstw greckich, takich jak: Zeus, Asklepios, Dionizos).

W tym samym roku 1850 po drugiej stronie Morza Śródziemnego, w Rzymie, inny Francuz rozpoczął wykopaliska w miejscu dość niezwykłym, dla rzymian zaś prawie świętym. Mieszkańcy okolicznych kamienic, i gapie, których w Wiecznym Mieście nigdy nie brakowało, pukali się w czoło lub wygrażali pięściami, gdy grupa kopaczy dowodzona przez jakiegoś „matto staniero" (zwariowanego cudzoziemca) wykarczowała zarośla porastające arenę Koloseum i poczęła wgryzać się w ziemię. Czego oni tam szukają? — pytali. Chyba tylko kości męczenników? A może skarbów? Nie trzeba nikogo przekonywać, że Koloseum było amfiteatrem dość osobliwym. Jak każdy budynek przeznaczony do produkcji widowisk quasi-teatralnych posiadało kulisy, ale nie za sceną, tylko pod nią. Aby tam zajrzeć, należało pogwłcić świętość tego miejsca uznanego za przesiąknięte krwią chrześcijańskich męczenników i zniszczyć romantykę tego zakątka — prawdziwej enklawy antyku, tak często nawiedzanej przez poetów, malarzy, dyplomatów i zwykłych turystów. Toteż nic dziwnego, że zdobył się na podobne świętokradztwo dopiero cudzoziemiec, który przybył do Rzymu z francuskim korpusem ekspedycyjnym w połowie XIX wieku.

Jego badania nie trwały długo, bo czasy były ku temu wybitnie niestosowne. Przerwano je po roku, ale to, co do tego czasu odkryto, było wystarczająco sensacyjne.

Odkopany został prawdziwy labirynt klatek, pochylni, korytarzy i wind poruszanych kołowrotami, blokami i wielokrążkami zdolnymi wydźwignąć nawet kilkutonowy ciężar.

Do tego piekła zwierząt i roślin pod Koloseum rychło zstąpili zoolodzy i botanicy, którzy zaczęli zbieranie i katalogowanie znalezionych tu kości i nasion. Najobfitsze żniwo zebrali zielarze — w książce opublikowanej w roku -1873 zawierającej wyniki ich badań wymienionych jest 420 gatunków roślin! Są to głównie zioła rosnące i dziś w Italii, ale nie brak i gatunków pochodzących z Azji i Afryki, które bez wątpienia dostały się do Koloseum wraz z egzotycznymi zwierzętami, zwożonymi tu ze wszystkich za kątków Imperium Romanum.

Wykopaliska rozpoczęte i przerwane w roku 1850 wznowiono dość nieoczekiwanie po 14 latach, kiedy do rzymskiego Ministero Degli Interni (Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) zgłosił się niejaki pan Testa, który oświadczył, iż w jego rękach znajduje się stary dokument opisujący dokładnie miejsce ukrycia „Skarbu Koloseum".

Był to już trzeci w tym stuleciu petent przychodzący z podobną sprawą, ale Ministerstwo zachęcone obietnicą udziału w ewentualnych zyskach wydało odpowiedni glejt i „wykopaliska" dosłownie i w przenośni — ruszyły pełną parą; albowiem signor Testa pomny niepowodzeń swych poprzedników, których zniechęciła woda podskórna zalewająca wykopy, zastosował po raz pierwszy potężną maszynę parową sprzężoną z bardzo, jak na owe czasy, wydajną pompą.

Przez kilka tygodni dzień w dzień, od świtu do nocy, „macchina a vapore" wyrzucała całe strumienie wody, a ekipy robotników wspomagane przez umundurowanych gwardzistów wykopywały całe góry kości, przegniłych roślin i potłuczonych naczyń. A skarbu ani śladu. Czterdziestego dnia badań pan Testa „odstąpił od oblężenia" i wrócił do swych codziennych zajęć, które przynosiły mu zyski może niezbyt wielkie, ale za to pewne i stałe.

Odkrycie podziemnych „kulis" Koloseum zachwiało murem tradycyjnych poglądów na temat rzymskiego amfiteatru. Zaczęto się teraz bardziej podejrzliwie przyglądać różnym antycznym przekazom do tyczącym urządzanych tam igrzysk, a szczególnie opisom naumachii (tzn. opisom widowisk naśladujących bitwy morskie).

No, bo jakże to można napełnić arenę wodą bez zalewania jej podziemi? Czy w związku z tym Swetoniusz, cieszący się opinią historyka dość rzetelnego, nie pozwolił sobie przypadkiem na małą improwizację i nie popuścił wodzy fantazji pisząc o okrętach pływających po arenie Koloseum?

Otóż nie, prawda jak zwykle leży pośrodku. W toku dalszych badań ustalono, iż przez pierwsze sto lat swego istnienia Amfiteatr Flawiuszów nie posiadał podziemi i zalewanie wodą aren było najzupełniej możliwe. Dopiero w roku 192 n.e., po pożarze, gruntownie przebudowano Koloseum, dodając mu piwnice.