Oszczędzajcie pieprzowiec!
W potężnym cielsku Koloseum zaklętych jest kilka wielkich tajemnic rzymskich -architektów — nie wszystko w tej niezwykłej budoWii jest jasne, nawet dla współczesnych fachowców.
No bo jak na przykład ustosunkować się do tradycji, która utrzymuje, iż amfiteatr został w czasie budowy aż po koronę wypełniony ziemią, co rzekomo miało ułatwić wtaczanie ciężkich bloków trawertynu na wyższe piętra?
Uczeni jednak nie dają za wygraną. Prace trwają nadal. Archeolodzy i architekci rozgryzają jedna po drugiej tajemnice rzymskich majstrów i kamieniarzy. Zapaleńcy — jak na przykład włoski architekt Giuseppe Cozzo — którzy na badaniu amfiteatru strawili lata lub nawet dziesięciolecia, są pełni podziwu dla antycznej organizacji robót, solidności, oszczędności materiałów, tempa prac i perfekcji przejawiającej się w najdrobniejszych szczegółach. Wszystkie zastosowane tu rozwiązania są optymalne i współczesny kierownik budowy lub inżynier budowlany nic by tu nie mógł zmienić ani ulepszyć, natomiast mógłby się sporo nauczyć.
Amfiteatr zbudowany jest z kilkunastu różnych materiałów (samego kamienia zastosowano tu sześć rodzajów, a poszczególne gatunki różnią się wagą i trwałością). Oprócz lekkiego, porowatego tufu występują też materiały bazaltopodobne.
Rozmieszczeniem bloków w murach Koloseum rządzi żelazne prawo: im mniejszy ciężar nadkładu, tym lżejszy i bardziej miękki kamień, na którym się ten nadkład opiera — i odwrotnie. Taki system jak żaden inny, oszczędzał czas, pracę i pieniądze.
Rzymianie bynajmniej nie szafowali surowcami, choć mieli ich pod dostatkiem. Znali doskonale ciężar, cenę i wytrzymałość poszczególnych gatunków kamieni, toteż materiał drogi i twardy, a tym samym ciężki i trudny w transporcie, stosowano tylko tam, gdzie to było naprawdę niezbędne, czyli w tych fragmentach murów, które dźwigały największy ciężar. Gdzie zaś to tylko było możliwe, używano kamienia lżejszego, przez co wysiłek i koszty malały.
Przekonaliśmy się więc, że na rzymskiej budowie nikt nie robił rzeczy, które nie były absolutnie konieczne. Nikt też nie używał materiałów drogich, gdy mógł je zastąpić tańszymi (nikt nie nosił na przykład na koronę widowni ciężkiego trawertynu, skoro mógł tam zanieść bez szkody dla trwałości budowli lekki tuf). Nikt wreszcie nie dodawał do cementu kruszywa, kiedy z obliczeń wynikało, iż może dodać skorup glinianych i potłuczonej cegły. Ta rzymska gospodarność wydaje się nam chwilami aż przesadna.
Nawet zwykłych cegieł użytych jest kilka rodzajów (podobnie skład cementu jest różny w różnych partiach murów). W tej prestiżowej cesarskiej budowli stosowano drogie marmury i najlepsze gatunki kamienia, ale nie wahano się używać odpadów gruzu i cegły rozbiórkowej. Tzw. duża elipsa Amfiteatru wyrasta blisko 50 metrów ponad poziom ulicy (Via dei fori Imperiali). Zbudowana jest z trawertynu, materiału używanego w Rzymie do dziś i wydobywanego jak przed wiekami w kamieniołomach w Tibur (stąd kamień ten nazywano kiedyś „lapis tiburtinus). Każdy blok trawertynowy, idealnie dopasowany do swego sąsiada, złączony jest z nim za pomocą dwóch prętów żelaznych, wygiętych w kształcie odwróconej litery U, osadzonych w kamieniu i zalanych ołowiem (po rozprostowaniu każdy pręt ma około 35 centymetrów długości i 35 dkg wagi). Transport takich olbrzymich ilości materiałów stwarzał zupełnie odrębne problemy. Obliczono, iż aby szybko i sprawnie dowieźć na miejsce 292 tysiące wozów trawertynu, opłaci się wybudować drogę z kamieniołomów odległych o 30 kilometrów. Co też zrobiono.
Szary kamień zwany peperynem (pieprzowiec) wydobywany był na miejscu w kamieniołomach u stóp Kapitolu, lekkie tufy wulkaniczne dowożono z Prąeneste (dziś Palestrina) z odległości 38 kilometrów, marmury zaś dostarczone zostały z łomów w Carrara drogą morską wzdłuż wybrzeża i potem w górę Tybru aż do Rzymu.
No bo jak na przykład ustosunkować się do tradycji, która utrzymuje, iż amfiteatr został w czasie budowy aż po koronę wypełniony ziemią, co rzekomo miało ułatwić wtaczanie ciężkich bloków trawertynu na wyższe piętra?
Uczeni jednak nie dają za wygraną. Prace trwają nadal. Archeolodzy i architekci rozgryzają jedna po drugiej tajemnice rzymskich majstrów i kamieniarzy. Zapaleńcy — jak na przykład włoski architekt Giuseppe Cozzo — którzy na badaniu amfiteatru strawili lata lub nawet dziesięciolecia, są pełni podziwu dla antycznej organizacji robót, solidności, oszczędności materiałów, tempa prac i perfekcji przejawiającej się w najdrobniejszych szczegółach. Wszystkie zastosowane tu rozwiązania są optymalne i współczesny kierownik budowy lub inżynier budowlany nic by tu nie mógł zmienić ani ulepszyć, natomiast mógłby się sporo nauczyć.
Amfiteatr zbudowany jest z kilkunastu różnych materiałów (samego kamienia zastosowano tu sześć rodzajów, a poszczególne gatunki różnią się wagą i trwałością). Oprócz lekkiego, porowatego tufu występują też materiały bazaltopodobne.
Rozmieszczeniem bloków w murach Koloseum rządzi żelazne prawo: im mniejszy ciężar nadkładu, tym lżejszy i bardziej miękki kamień, na którym się ten nadkład opiera — i odwrotnie. Taki system jak żaden inny, oszczędzał czas, pracę i pieniądze.
Rzymianie bynajmniej nie szafowali surowcami, choć mieli ich pod dostatkiem. Znali doskonale ciężar, cenę i wytrzymałość poszczególnych gatunków kamieni, toteż materiał drogi i twardy, a tym samym ciężki i trudny w transporcie, stosowano tylko tam, gdzie to było naprawdę niezbędne, czyli w tych fragmentach murów, które dźwigały największy ciężar. Gdzie zaś to tylko było możliwe, używano kamienia lżejszego, przez co wysiłek i koszty malały.
Przekonaliśmy się więc, że na rzymskiej budowie nikt nie robił rzeczy, które nie były absolutnie konieczne. Nikt też nie używał materiałów drogich, gdy mógł je zastąpić tańszymi (nikt nie nosił na przykład na koronę widowni ciężkiego trawertynu, skoro mógł tam zanieść bez szkody dla trwałości budowli lekki tuf). Nikt wreszcie nie dodawał do cementu kruszywa, kiedy z obliczeń wynikało, iż może dodać skorup glinianych i potłuczonej cegły. Ta rzymska gospodarność wydaje się nam chwilami aż przesadna.
Nawet zwykłych cegieł użytych jest kilka rodzajów (podobnie skład cementu jest różny w różnych partiach murów). W tej prestiżowej cesarskiej budowli stosowano drogie marmury i najlepsze gatunki kamienia, ale nie wahano się używać odpadów gruzu i cegły rozbiórkowej. Tzw. duża elipsa Amfiteatru wyrasta blisko 50 metrów ponad poziom ulicy (Via dei fori Imperiali). Zbudowana jest z trawertynu, materiału używanego w Rzymie do dziś i wydobywanego jak przed wiekami w kamieniołomach w Tibur (stąd kamień ten nazywano kiedyś „lapis tiburtinus). Każdy blok trawertynowy, idealnie dopasowany do swego sąsiada, złączony jest z nim za pomocą dwóch prętów żelaznych, wygiętych w kształcie odwróconej litery U, osadzonych w kamieniu i zalanych ołowiem (po rozprostowaniu każdy pręt ma około 35 centymetrów długości i 35 dkg wagi). Transport takich olbrzymich ilości materiałów stwarzał zupełnie odrębne problemy. Obliczono, iż aby szybko i sprawnie dowieźć na miejsce 292 tysiące wozów trawertynu, opłaci się wybudować drogę z kamieniołomów odległych o 30 kilometrów. Co też zrobiono.
Szary kamień zwany peperynem (pieprzowiec) wydobywany był na miejscu w kamieniołomach u stóp Kapitolu, lekkie tufy wulkaniczne dowożono z Prąeneste (dziś Palestrina) z odległości 38 kilometrów, marmury zaś dostarczone zostały z łomów w Carrara drogą morską wzdłuż wybrzeża i potem w górę Tybru aż do Rzymu.