Miasto Gigantów
Nie od razu Baalbek zbudowano; osławiona terasa, będąca wedle jednych dziełem przybyszów z kosmosu, wedle drugich pamiątką po dawno wymarłej rasie olbrzymów, powstawała stopniowo, w trzech etapach. I jakby na przekór tym wszystkim, którzy w sanktuarium Jupitera Heliopolitańskiego pragnęliby widzieć coś więcej niż dzieło rzymskich architektów, bliższe studia archeologów wykazały, iż fragmenty które uchodziły za najstarsze (pochodzić miały sprzed kilku, a nawet kilkunastu tysięcy lat), są w rzeczywistości najświeższej daty.
Wiemy już, że akropol w Baalbek wznosił się na ostrodze skalnej, którą obudowano z trzech stron, aby jej nadać kształt regularnego prostokąta. Z zewnątrz owa obudowa wzmocniona jest murem przyporowym z potężnych bloków ułożonych w trzynastu warstwach. Na wierzchu powstałej w ten sposób platformy można by było grać w piłkę nożną — ma ona wymiary 88X47 metrów i wznosi się 15 metrów ponad poziom gruntu i 7 metrów ponad posadzkę Wielkiego Dziedzińca. Dopiero na niej stoi właściwa świątynia Jowisza. Ale — co widać już na pierwszy rzut oka — świątynia jest za duża w stosunku do platformy na której spoczywa, toteż kolumny perystazy stoją, a raczej wiszą na samej krawędzi.
Oczywiście, takie rozwiązanie nie mogło zadowolić ani architektów, którzy uważali je za mało statyczne, słusznie obawiając się trzęsienia ziemi, ani pielgrzymów i kapłanów, którzy narzekali na zachwiane proporcje całości i brak miejsca dla procesji. No bo widział to kto, aby rzymska świątynia w Syrii pozbawiona była okazałego podium? Zarówno miejscowe tradycje budowlane, jak i proste wymogi architektoniczno-estetyczne mówiły jedno: platformę pod świątynię należy czymś podeprzeć, czymś w miarę solidnym, co całej konstrukcji doda stabilności koniecznej na wypadek trzęsienia ziemi. Postanowiono wtedy otoczyć platformę z trzech stron potężną terasą, szeroką na 10 metrów. Aby terasa należycie spełniała cele, dla których ją wzniesiono, musiała być zbudowana z wyjątkowo potężnych głazów. Obliczono, że z pobliskich kamieniołomów należy przytaszczyć około 85 tysięcy ton kamienia, i to w dużych elementach, do tysiąca ton każdy. Ponieważ koszty tego przedsięwzięcia musiały być horrendalne, a sanktuarium mogło funkcjonować bez terasy, przeto budowa jej wlokła się w nieskończoność i... nigdy nie została ukończona.
W zamierzeniu jej twórców terasa miała się składać z trzech części: z podstawy złożonej z bloków wagi około 350 ton, trzonu z monolitów wagi od 750 do 890 ton i warstwy górnej. W chwili gdy gwałtowny „wybuch" chrześcijaństwa w wieku IV przerwał pracer były one najbardziej zaawansowane na ścianie zachodniej, gdzie na fundamencie z „mniejszych" głazów zdążono już ułożyć trzy monolityczne bloki (trylithon), każdy około 19 metrów długi, 4 metry szeroki i tyleż samo wysoki.
Bez wątpienia olbrzymi „Hadżar el-Hubla" spoczywający dziś w kamieniołomach Szech Abdallah na południowy-zachód od miasta, miał już „zaklepane miejsce tuż obok trylitonu, w południowej ścianie terasy. Mało tego, uważa się, iż aby zakończyć definitywnie prace, planowano odkucie, przetransportowanie i osadzenie na miejscu jeszcze ośmiu bloków nie mniejszych niż „Kamień Rodzącej". Szkoda, że wydarzenia polityczno-religijne pokrzyżowały te ambitne plany, bo wtedy — być może — człowiek jeszcze bardziej zadziwiłby się swymi własnymi możliwościami.
Cóż jest więc w Baalbeku tak niepojętego? Co jes naprawdę godne podziwu, a co niepotrzebnie prze łowców sensacji zostało wywyższone do rangi dzieł nadludzkiego, prawie cudu, a już na pewno dokonania wymagającego niesłychanej techniki...
Każdy kto na 85 kilometrze za Bejrutem, tuż po minięciu wioski Duris, staje oko w oko z tym gigantycznym sanktuarium, czuje się przytłoczony jego majestatem i ogromem. Każdy, niezależnie od tęczy jest laikiem, czy fachowcem, wcześniej czy później ulega tej magii kamieni. Jest bowiem w Baalbeku jakiś nieodparty urok, powaga, dostojeństwo, spokój. Sąsiedztwo wysokich gór stwarza tę najwłaciwszą perspektywę: wielkość bowiem sąsiaduje tu z wielkością.
W Heliopolis wszystko wydaje się być najwyższe, największe i najcięższe. Trudno się nawet dziwić ludziom urzeczonym tutejszą scenerią, iż uważają Baalbek za architektoniczny fenomen, z którym nic nie może się równać, za zespół, który przerasta wszystkie inne dzieła starożytnych, tak pod względem ciężaru zastosowanych elementów, jak i dokładności ich dopasowania.
Jednakże gdy człek otrząśnie się z pierwszego zauroczenia, wtedy Baalbek „maleje" w oczach, wraca do swych normalnych proporcji zwykłego rzymskiego sanktuarium w syryjskiej prowincji. Czar pryska, traci moc magia kamieni, pamięć podszeptuje liczby, wyobraźnia przywołuje obrazy innych rzymskich budowli, przy których heliopolitański moloch wygląda nader skromnie.
Baalbek odarte z rekordów, odczarowane z wielkiej metafory, w jaką zaklęli je poeci, laicy i astroarcheolodzy, Baalbek bez dżinów, olbrzymów, diabła Asmodeusza, Salomona i kogoś tam jeszcze — wraca na swoje miejsce w podręczniku rzymskiej architektury jako dość typowy przykład rzymskiego monumentalnego budownictwa świątynnego.
Trzeba to sobie jasno powiedzieć: sanktuarium Jonasza Heliopolitańskiego nie jest największą budowlą w świecie rzymskim, ba, nawet w Syrii były budowle większe. Jak skromnie wygląda teras w Baalbek o powierzchni 1,9 hektara przy okręgu świątynnym Jupitera Damasceńskiego (dziś meczet Omajadów w Damaszku) o powierzchni 8,5 hektara. Dwie olbrzymie kolumny (17,5 metra wysokie), które niegdyś stały wokół podwórca świątynnego, sterczą dziś pośrodku orientalnego targowiska, wzbudzając podziw nad rozmachem i urodą tego zespołu (dla porównania dodajmy, że analogiczne kolumny portyku okalającego Dziedziniec Ofiarny w Baalbeku mają „tylko" po 9 metrów wysokości). Pod względem zajmowanej powierzchni terasa w Baalbeku przegrywa jeszcze z sanktuarium Bela Palmyreńskiego, które zajmuje obszar 4,3 hektara. To fakt, że budowa terasy w Baalbeku nastręczała wiele skomplikowanych problemów. Ale bez przesady, człowiek radził sobie z większymi łamigłówkami. W Syro-Palestynie już długo przedtem powstawały dzieła nie mniej ambitne. Żeby nie szukać daleko: w odległej od Baalbeku o niecałe 200 kilometrów Jerozolimie król Herod Wielki wybudował, a właściwie odbudował, starą Świątynię Jerozolimską wzniesioną jeszcze przez Salomona. Stanęła owa budowla na terasie o powierzchni 12 hektarów, a mur przyporowy miał miejscami 47 metrów wysokości!
Kolumny świątyni Jupitera uchodzą za największe po kolumnach egipskich (Wielka Sala Hypostowa w świątyni w Karnaku), ale czy na pewno słusznie? Bizantyńczycy, którzy władali Syrią do roki 634, bynajmniej tak nie uważali. W ich oczach za największe uchodziły dwie kolumny z zachodniego portyku Kościoła Marii Panny w Jerozolimie wzniesionego przez Justyniana w VI wieku n.e. Nie wiemy jaka była ich waga albo wysokość, ale wspominani już przez nas biskup Euzebiusz z Cezarei pisze, iż poszczególne bloki zwożono na miejsce budowy na specjalnych wozach zaprzężonych w 40 najsilniejszych wołów. Za to olbrzymie monolityczne trzony kolumn porzuconych w kamieniołomach w Momilaudianus na pustyni wschodniej (Egipt) możemy sobie dokładnie pomierzyć: miały one ni mniej, ni więcej tylko 18 metrów długości przy 2,6 metra średnicy. Cóż więc nadludzkiego, czego człek gdzie indziej nie dokonał, pozostaje w Baalbeku? Hadżar el-Hubla? Ano właśnie!
Ustalmy wpierw, ile waży ten rzekomo najcięższy na świecie kamień obrobiony ludzką ręką. Karol May w książce „Z Bagdadu do Stambułu" wydanej w roku 1882 ocenia wagę „Kamienia Rodzącej" na 1 500 ton, „Baedeker" z 1897 roku podaje już tylko 1 000 ton, a nowszy przewodnik z serii „Guides Bleues" ni stąd, ni zowąd określa wagę tego kamienia aż na 2 000 ton! Kto więc ma rację? Wszak najwyższa ocena jest dwa razy większa od najniższej!
Prawda niestety leży po stronie „minimalistów", gdyby balbecki kolos rzeczywiście ważył dwa tysiące ton, to przy swojej objętości musiałby mieć ciężar właściwy rzędu 5,4 g/cm3, a więc być z żelaza, podczas gdy jest to lokalny wapień libański z górnej formacji kredowej, którego gęstość określa się na około 2,4 g/cm3. Ile więc waży Hadżar el-Hubla?
Łatwo obliczyć, że „tylko" 890 ton! Transport tego głazu w świetle tego, co już wiemy o możliwościach Egipcjan, nie powinien przedstawiać specjalnych trudności. Nie zapominajmy, że w Libanie czasami pada śnieg, co stwarza możliwość transportu na saniach. A poza tym w Syro-Palestynie konstruowanie z „cyklopich" głazów miało długą tradycję — by nie szukać daleko, mur obronny na wyspie Er-Ruad (dawny Arwad) wykonany był z bloków wagi około 60 ton każdy, a pomnik grobowy rolą miasta Amrit wybudowano z elementów wagi koło 100 ton.
Zdecydowanie bardziej skomplikowane niż taszczenie po ziemi nie wiem jak ciężkich bloków z kamieniołomów, było wytoczenie i dopasowanie każdego z bębnów ważących po 80 ton (trzy takie bębny tworzą jedną kolumnę perystazy) oraz wywindowania na wysokość 20 metrów elementów architrawu wagi 50 ton.
Wiemy już, że akropol w Baalbek wznosił się na ostrodze skalnej, którą obudowano z trzech stron, aby jej nadać kształt regularnego prostokąta. Z zewnątrz owa obudowa wzmocniona jest murem przyporowym z potężnych bloków ułożonych w trzynastu warstwach. Na wierzchu powstałej w ten sposób platformy można by było grać w piłkę nożną — ma ona wymiary 88X47 metrów i wznosi się 15 metrów ponad poziom gruntu i 7 metrów ponad posadzkę Wielkiego Dziedzińca. Dopiero na niej stoi właściwa świątynia Jowisza. Ale — co widać już na pierwszy rzut oka — świątynia jest za duża w stosunku do platformy na której spoczywa, toteż kolumny perystazy stoją, a raczej wiszą na samej krawędzi.
Oczywiście, takie rozwiązanie nie mogło zadowolić ani architektów, którzy uważali je za mało statyczne, słusznie obawiając się trzęsienia ziemi, ani pielgrzymów i kapłanów, którzy narzekali na zachwiane proporcje całości i brak miejsca dla procesji. No bo widział to kto, aby rzymska świątynia w Syrii pozbawiona była okazałego podium? Zarówno miejscowe tradycje budowlane, jak i proste wymogi architektoniczno-estetyczne mówiły jedno: platformę pod świątynię należy czymś podeprzeć, czymś w miarę solidnym, co całej konstrukcji doda stabilności koniecznej na wypadek trzęsienia ziemi. Postanowiono wtedy otoczyć platformę z trzech stron potężną terasą, szeroką na 10 metrów. Aby terasa należycie spełniała cele, dla których ją wzniesiono, musiała być zbudowana z wyjątkowo potężnych głazów. Obliczono, że z pobliskich kamieniołomów należy przytaszczyć około 85 tysięcy ton kamienia, i to w dużych elementach, do tysiąca ton każdy. Ponieważ koszty tego przedsięwzięcia musiały być horrendalne, a sanktuarium mogło funkcjonować bez terasy, przeto budowa jej wlokła się w nieskończoność i... nigdy nie została ukończona.
W zamierzeniu jej twórców terasa miała się składać z trzech części: z podstawy złożonej z bloków wagi około 350 ton, trzonu z monolitów wagi od 750 do 890 ton i warstwy górnej. W chwili gdy gwałtowny „wybuch" chrześcijaństwa w wieku IV przerwał pracer były one najbardziej zaawansowane na ścianie zachodniej, gdzie na fundamencie z „mniejszych" głazów zdążono już ułożyć trzy monolityczne bloki (trylithon), każdy około 19 metrów długi, 4 metry szeroki i tyleż samo wysoki.
Bez wątpienia olbrzymi „Hadżar el-Hubla" spoczywający dziś w kamieniołomach Szech Abdallah na południowy-zachód od miasta, miał już „zaklepane miejsce tuż obok trylitonu, w południowej ścianie terasy. Mało tego, uważa się, iż aby zakończyć definitywnie prace, planowano odkucie, przetransportowanie i osadzenie na miejscu jeszcze ośmiu bloków nie mniejszych niż „Kamień Rodzącej". Szkoda, że wydarzenia polityczno-religijne pokrzyżowały te ambitne plany, bo wtedy — być może — człowiek jeszcze bardziej zadziwiłby się swymi własnymi możliwościami.
Cóż jest więc w Baalbeku tak niepojętego? Co jes naprawdę godne podziwu, a co niepotrzebnie prze łowców sensacji zostało wywyższone do rangi dzieł nadludzkiego, prawie cudu, a już na pewno dokonania wymagającego niesłychanej techniki...
Każdy kto na 85 kilometrze za Bejrutem, tuż po minięciu wioski Duris, staje oko w oko z tym gigantycznym sanktuarium, czuje się przytłoczony jego majestatem i ogromem. Każdy, niezależnie od tęczy jest laikiem, czy fachowcem, wcześniej czy później ulega tej magii kamieni. Jest bowiem w Baalbeku jakiś nieodparty urok, powaga, dostojeństwo, spokój. Sąsiedztwo wysokich gór stwarza tę najwłaciwszą perspektywę: wielkość bowiem sąsiaduje tu z wielkością.
W Heliopolis wszystko wydaje się być najwyższe, największe i najcięższe. Trudno się nawet dziwić ludziom urzeczonym tutejszą scenerią, iż uważają Baalbek za architektoniczny fenomen, z którym nic nie może się równać, za zespół, który przerasta wszystkie inne dzieła starożytnych, tak pod względem ciężaru zastosowanych elementów, jak i dokładności ich dopasowania.
Jednakże gdy człek otrząśnie się z pierwszego zauroczenia, wtedy Baalbek „maleje" w oczach, wraca do swych normalnych proporcji zwykłego rzymskiego sanktuarium w syryjskiej prowincji. Czar pryska, traci moc magia kamieni, pamięć podszeptuje liczby, wyobraźnia przywołuje obrazy innych rzymskich budowli, przy których heliopolitański moloch wygląda nader skromnie.
Baalbek odarte z rekordów, odczarowane z wielkiej metafory, w jaką zaklęli je poeci, laicy i astroarcheolodzy, Baalbek bez dżinów, olbrzymów, diabła Asmodeusza, Salomona i kogoś tam jeszcze — wraca na swoje miejsce w podręczniku rzymskiej architektury jako dość typowy przykład rzymskiego monumentalnego budownictwa świątynnego.
Trzeba to sobie jasno powiedzieć: sanktuarium Jonasza Heliopolitańskiego nie jest największą budowlą w świecie rzymskim, ba, nawet w Syrii były budowle większe. Jak skromnie wygląda teras w Baalbek o powierzchni 1,9 hektara przy okręgu świątynnym Jupitera Damasceńskiego (dziś meczet Omajadów w Damaszku) o powierzchni 8,5 hektara. Dwie olbrzymie kolumny (17,5 metra wysokie), które niegdyś stały wokół podwórca świątynnego, sterczą dziś pośrodku orientalnego targowiska, wzbudzając podziw nad rozmachem i urodą tego zespołu (dla porównania dodajmy, że analogiczne kolumny portyku okalającego Dziedziniec Ofiarny w Baalbeku mają „tylko" po 9 metrów wysokości). Pod względem zajmowanej powierzchni terasa w Baalbeku przegrywa jeszcze z sanktuarium Bela Palmyreńskiego, które zajmuje obszar 4,3 hektara. To fakt, że budowa terasy w Baalbeku nastręczała wiele skomplikowanych problemów. Ale bez przesady, człowiek radził sobie z większymi łamigłówkami. W Syro-Palestynie już długo przedtem powstawały dzieła nie mniej ambitne. Żeby nie szukać daleko: w odległej od Baalbeku o niecałe 200 kilometrów Jerozolimie król Herod Wielki wybudował, a właściwie odbudował, starą Świątynię Jerozolimską wzniesioną jeszcze przez Salomona. Stanęła owa budowla na terasie o powierzchni 12 hektarów, a mur przyporowy miał miejscami 47 metrów wysokości!
Kolumny świątyni Jupitera uchodzą za największe po kolumnach egipskich (Wielka Sala Hypostowa w świątyni w Karnaku), ale czy na pewno słusznie? Bizantyńczycy, którzy władali Syrią do roki 634, bynajmniej tak nie uważali. W ich oczach za największe uchodziły dwie kolumny z zachodniego portyku Kościoła Marii Panny w Jerozolimie wzniesionego przez Justyniana w VI wieku n.e. Nie wiemy jaka była ich waga albo wysokość, ale wspominani już przez nas biskup Euzebiusz z Cezarei pisze, iż poszczególne bloki zwożono na miejsce budowy na specjalnych wozach zaprzężonych w 40 najsilniejszych wołów. Za to olbrzymie monolityczne trzony kolumn porzuconych w kamieniołomach w Momilaudianus na pustyni wschodniej (Egipt) możemy sobie dokładnie pomierzyć: miały one ni mniej, ni więcej tylko 18 metrów długości przy 2,6 metra średnicy. Cóż więc nadludzkiego, czego człek gdzie indziej nie dokonał, pozostaje w Baalbeku? Hadżar el-Hubla? Ano właśnie!
Ustalmy wpierw, ile waży ten rzekomo najcięższy na świecie kamień obrobiony ludzką ręką. Karol May w książce „Z Bagdadu do Stambułu" wydanej w roku 1882 ocenia wagę „Kamienia Rodzącej" na 1 500 ton, „Baedeker" z 1897 roku podaje już tylko 1 000 ton, a nowszy przewodnik z serii „Guides Bleues" ni stąd, ni zowąd określa wagę tego kamienia aż na 2 000 ton! Kto więc ma rację? Wszak najwyższa ocena jest dwa razy większa od najniższej!
Prawda niestety leży po stronie „minimalistów", gdyby balbecki kolos rzeczywiście ważył dwa tysiące ton, to przy swojej objętości musiałby mieć ciężar właściwy rzędu 5,4 g/cm3, a więc być z żelaza, podczas gdy jest to lokalny wapień libański z górnej formacji kredowej, którego gęstość określa się na około 2,4 g/cm3. Ile więc waży Hadżar el-Hubla?
Łatwo obliczyć, że „tylko" 890 ton! Transport tego głazu w świetle tego, co już wiemy o możliwościach Egipcjan, nie powinien przedstawiać specjalnych trudności. Nie zapominajmy, że w Libanie czasami pada śnieg, co stwarza możliwość transportu na saniach. A poza tym w Syro-Palestynie konstruowanie z „cyklopich" głazów miało długą tradycję — by nie szukać daleko, mur obronny na wyspie Er-Ruad (dawny Arwad) wykonany był z bloków wagi około 60 ton każdy, a pomnik grobowy rolą miasta Amrit wybudowano z elementów wagi koło 100 ton.
Zdecydowanie bardziej skomplikowane niż taszczenie po ziemi nie wiem jak ciężkich bloków z kamieniołomów, było wytoczenie i dopasowanie każdego z bębnów ważących po 80 ton (trzy takie bębny tworzą jedną kolumnę perystazy) oraz wywindowania na wysokość 20 metrów elementów architrawu wagi 50 ton.