Polecamy najlepszy
kurs komputerowy. Kliknij i wybierz coś dla siebie!

Polecamy

- laptopy
- reklama w internecie
- kosmetyki
- przewody
- Docieplenia
- statuetki
- zwiastuny
- wyszukiwarka mp3



A A A

Jeszcze jeden kolos

Wiązanie nazwy Koloseum z jego kolosalnymi rozmiarami jest pomyłką. Wydawałoby się, że gigantyczne proporcje tej największej z rzymskich budowli przyczyniły się do nadania jej takiej a nie innej nazwy — a jednak było inaczej. Koloseum wzięło swe imię od innego kolosa, który stał w pobliżu.

Chodzi o olbrzymi posąg Nerona, tzw. Colossus Neronis, wykonany przez greckiego rzeźbiarza i toreutę Zenodorosa na zamówienie cesarskie. Olbrzymi brąz przedstawiał Nerona w pozie i z atrybutami boga Słońca — Heliosa. Od podstawy aż po czubek korony z promieni słonecznych mierzył 40 metrów (!), był więc o całe 8 metrów wyższy od swojego starszego brata Kolosa Rodyjskiego.

Początkowo Colossus Neronis stał w przedsionku Złotego Domu. Później Wespazjan w ramach programu odnowy i generalnych porządków „ponerońskich" polecił zmienić mu rysy twarzy, tak aby cesarz-okrutnik po śmierci nie straszył spokojnych obywateli. Blisko sto lat później cesarz Hadrian budując świątynię Wenus i Romy przeniósł posąg — zawalidrogę w inne miejsce, bliżej Amfiteatru.

Z czasem obie budowle złączyły się na trwałe. Utarło się mówić o kolosie, a rozumieć Koloseum. Umawiano się więc koło Kolosa chodzono do Kolosa, a de facto spotykano się w arkadach Koloseum, oglądano igrzyska.

W dobie średniowiecza do olbrzymiego amfiteatr na stałe przylgnęła nazwa Coliseo (czyli Koloseum i pozostała nawet wtedy, gdy kolos Nerona przewrócił się, został pocięty, wywieziony i przetopiony. Historia lubi płatać figle: budowla postawiona po to aby zatrzeć w pamięci ludzkiej Nerona i jego rządy, koniec końców wzięła nazwę od jego pomnika. Prostokątną bazę Kolosa o wymiarach 15X18 metrów rozebrano w roku 1936, w czasie budowy słynnej Via dei Fori Imperiali, która połączyła Kapitol z Piazza del Coliseo, dziś można dostrzec jedynie jej zarys w jezdni, na prawo od łuku Konstantyna.

Koloseum stoi niejako w poprzek drogi, współczesna Via dei Fori Imperiali rozwidla się przed nim i strumień aut jadących od strony Campidoglio opływa je z dwu stron jak przęsło gigantycznego mostu. Mimo sędziwego wieku Amfiteatr Flawiuszów jest nadal... najnowocześniejszym budynkiem w tej części miasta. Jego smukła sylwetka opleciona siecią arkad przypomina do złudzenia współczesny stadion piłkarski. Koloseum ma więcej wspólnego z przyszłościową dzielnicą EUR (gdzie stoi tzw. Nowe Koloseum,. nawiązujące architekturą do swego pierwowzoru) lub z zespołem olimpijskim u podnóża Mont Mario niż z zatłoczonym „starożytno-staroświeckim" centrum Rzymu.

Dziś, po latach rabunku i dewastacji, ten największy kamieniołom średniowiecznego Rzymu — cudem uratowany od kompletnej rozbiórki — pozostaje pomnikiem wielkości i barbarzyństwa zarazem. Czy geniusz, który je zbudował, nie pozostawał na usługach najniższych namiętności? Czyż nie zaszlachtowano tu w ciągu czterystu lat istnienia kilkaset tysięcy zwierząt i nie wymordowało się nawzajem kilka tysięcy gladiatorów, czyż nie organizowano widowisk przypominających bardziej kolorowe sny Markiza de Sade niż zwykłą rzymską codzieność?

Po co zbudowano Koloseum? Czy „dla ugłaskania udobruchania gminu"? Czy tylko po to aby dać ludkowi rzymskiemu garść mocnych wrażeń, chwilę rozrywki, porcję igrzysk, których domagał się on nie mniej natrętnie niż chleba?

Jest to jedna z wielkich tajemnic Amfiteatru, przed którym — niestety — kapituluje łopata archeologa i miara architekta. Pod pewnymi względami Koloseum wygląda dziś szlachetniej i dostojniej niż w dzień swego otwarcia. Czas odarł je z tandetnych dekoracji, z pozłoty, purpury, jarmarcznych gipsów i sztukaterii, sztampowych rzeźb, ornamentów, słowem: z całego pompatyczno-imperialnego makijażu, w jaki wyposażyła epoka flawijska.

Flawiusze — musimy to sobie otwarcie powiedzieć — nie byli specjalnie wyrafinowani artystycznie. Smak ich epoki przypominał w pewnym stopniu gust panujący w wiktoriańskiej imperialnej Anglii, z jej bombastyczną, trochę tandetną architekturą i był — niestety — dość prostacki. Zmysł estetyczny Wespazjana i jego dwóch synów najpełniej wyraził się w arcykrwawym widowisku urządzonym przez Tytusa z okazji uroczystego otwarcia amfiteatru...