Gdzie architektów dwóch...
Co patrzącemu na mauzoleum od razu rzuca s w oczy to różnica między pierwszą a drugą kondygnacją. Parter i „pięterko", mimo iż w „jednym stoją domu", różnią się znacznie między sobą. Część dolna, ciężka i solidna, opasana jest typowo rzymskimi arkadami, górna zaś sprawia dla odmiany wrażenie niesłychanej lekkości. Jej dekoracje złożone z kolumienek, konsolek, arkad, łuków i gzymsów przywodzą na myśl budowle renesansu (znawcy dopatrują się tu wyraźnych wpływów wschodnich). A nie koniec na tym. W tej i tak już bardzo niejednorodnej budowli znać wyraźną fascynację sztuką północy. W niektórych elementach (gzyms) może się nawet dopatrzeć naśladownictwa budownictw drewnianego, a w ornamentach — o czym już mówiliśmy — imitacji motywów zdobniczych z repertuar germańskiego kowalstwa artystycznego.
Mauzoleum jest więc prawdziwą architektoniczą wieżą Babel, w której mieszają się wpływy rzymskie, wschodnie, germańskie. Tylko skąd — u licha — wzięła się w jednej budowli taka mnogość elementów dziwiących się własnemu sąsiedztwu?
Archeolodzy i architekci przypuszczają, iż — podobnie jak to później bywało z katedrami gotyckimi — w trakcie budowy nastąpiła zmiana na stanowisku głównego architekta: Rzymianina najprawdopodobniej zastąpił Syryjczyk. Konstrukcja, jaka Anno Domini 520 poczęła wyłaniać się z ziemi, zapowiadała się więc na budowlę typowo rzymską — powstawała jako dziesięciobok, którego ściany wyrastały z masywnych arkad — lecz w chwili gdy przesklepiano pierwszą kondygnację, nastąpiła zmiana na stanowisku kierownika robót.
Trudno powiedzieć, co było przyczyną tej zmiany, Śmierć? Może jakiś zatarg z władcą? Może brak koncepcji zwieńczenia tej budowli? Gołym okiem widać jednak, iż następca zmienił plany poprzednika. Na wysokości pierwszego piętra wybudował krytą arkadową galerię, po to aby przez gąszcz kolumienek nie było widać, że dziesięciościan przemienił się w walec („szew", który łączył obie bryły, stał się zupełnie niewidoczny za sprawą brązowej kraty zamontowanej pomiędzy kolumienkami galerii).
Lewantyński budowniczy, któremu przyszło kontynuować dzieło rozpoczęte przez swego rzymskiego kolegę po fachu, chcąc pozyskać przychylność króla opasał górną kondygnację typowo germańskim fryzem — czego Teodoryk nie mógł nie zauważyć — potem zaś zaproponował zwieńczenie dzieła kopułą, jakiej świat jeszcze nie widział — co również musiało się spotkać z aprobatą króla. Jak zanotował bowiem Kasjodor (490—575), sekretarz i minister Teodoryka: król natychmiast polecił szukać wszędzie olbrzymiego kamienia, aby przykryć nim swój grobowiec. I tak oto wola króla podparta fantazją i głęboką wiedzą architekta zdziałały cud: w kamieniołomach koło Puli odkuto blok nadludzkich rozmiarów, załadowano go na specjalnie w tym celu zbudowany statek i powieziono w kierunku raweńskiego portu. Monolit spoczął obok budującego się mauzoleum, czekając, aż zakończy się spajanie gzymsu żelaznymi klamrami. Potem, po usypaniu gigantycznej rampy, na dębowych balach ruszył powoli ku miejscu swego przeznaczenia. Eksperyment o mały włos nie skończył się katastrofą, ale koniec końców Fortuna raz jeszcze okazała łaskę śmiałym. Antyczna wiedza, umiar i finezja trwale złączyły się z barbarzyńską potęgą.
Kamienny rebus, którego budowę rozpoczęto około 520 roku, a ukończono w sześć lat później, chyba nigdy nie zostanie do końca rozwiązany. Nazwisko jego twórcy pewnie zawsze pozostanie nieznane. Toteż w pustą rubrykę, jaka po nim pozostała, należy wpisać po prostu: człowiek.
Mauzoleum jest więc prawdziwą architektoniczą wieżą Babel, w której mieszają się wpływy rzymskie, wschodnie, germańskie. Tylko skąd — u licha — wzięła się w jednej budowli taka mnogość elementów dziwiących się własnemu sąsiedztwu?
Archeolodzy i architekci przypuszczają, iż — podobnie jak to później bywało z katedrami gotyckimi — w trakcie budowy nastąpiła zmiana na stanowisku głównego architekta: Rzymianina najprawdopodobniej zastąpił Syryjczyk. Konstrukcja, jaka Anno Domini 520 poczęła wyłaniać się z ziemi, zapowiadała się więc na budowlę typowo rzymską — powstawała jako dziesięciobok, którego ściany wyrastały z masywnych arkad — lecz w chwili gdy przesklepiano pierwszą kondygnację, nastąpiła zmiana na stanowisku kierownika robót.
Trudno powiedzieć, co było przyczyną tej zmiany, Śmierć? Może jakiś zatarg z władcą? Może brak koncepcji zwieńczenia tej budowli? Gołym okiem widać jednak, iż następca zmienił plany poprzednika. Na wysokości pierwszego piętra wybudował krytą arkadową galerię, po to aby przez gąszcz kolumienek nie było widać, że dziesięciościan przemienił się w walec („szew", który łączył obie bryły, stał się zupełnie niewidoczny za sprawą brązowej kraty zamontowanej pomiędzy kolumienkami galerii).
Lewantyński budowniczy, któremu przyszło kontynuować dzieło rozpoczęte przez swego rzymskiego kolegę po fachu, chcąc pozyskać przychylność króla opasał górną kondygnację typowo germańskim fryzem — czego Teodoryk nie mógł nie zauważyć — potem zaś zaproponował zwieńczenie dzieła kopułą, jakiej świat jeszcze nie widział — co również musiało się spotkać z aprobatą króla. Jak zanotował bowiem Kasjodor (490—575), sekretarz i minister Teodoryka: król natychmiast polecił szukać wszędzie olbrzymiego kamienia, aby przykryć nim swój grobowiec. I tak oto wola króla podparta fantazją i głęboką wiedzą architekta zdziałały cud: w kamieniołomach koło Puli odkuto blok nadludzkich rozmiarów, załadowano go na specjalnie w tym celu zbudowany statek i powieziono w kierunku raweńskiego portu. Monolit spoczął obok budującego się mauzoleum, czekając, aż zakończy się spajanie gzymsu żelaznymi klamrami. Potem, po usypaniu gigantycznej rampy, na dębowych balach ruszył powoli ku miejscu swego przeznaczenia. Eksperyment o mały włos nie skończył się katastrofą, ale koniec końców Fortuna raz jeszcze okazała łaskę śmiałym. Antyczna wiedza, umiar i finezja trwale złączyły się z barbarzyńską potęgą.
Kamienny rebus, którego budowę rozpoczęto około 520 roku, a ukończono w sześć lat później, chyba nigdy nie zostanie do końca rozwiązany. Nazwisko jego twórcy pewnie zawsze pozostanie nieznane. Toteż w pustą rubrykę, jaka po nim pozostała, należy wpisać po prostu: człowiek.