Dżoser buduje piramidę
Nimaather — egipska Matka Królów — dała życie trzeciej dynastii. Syna, którego powiła, obdarzono podczas koronacji imieniem horusowym — Neczerierchet, historia zaś zna go pod innym, niemniej wspaniałym: Dżoser Budowniczy.
Za panowania Horusa Neczeriercheta-Dżosera Egipt Górny na dobre i na złe połączył się z Egiptem Dolnym; stare waśnie dynastyczne poszły w zapomnienie i unia została nareszcie urzeczywistniona. Nowy władca dał krajowi z dawien dawna wytęskniony spokój. Czasy niezgody minęły, aczkolwiek — czas to pokaże — nie bezpowrotnie.
Porządki w Egipcie rozpoczął Dżoser w sposób — przyznajmy — dosyć niecodzienny. Zebrał mianowicie wszystkie przedmioty, jakie w czasach jego poprzedników wywleczono z grobów, ukradziono bądź rozbito — a było tego kilkadziesiąt tysięcy sztuk — kazał wykopać dół głęboki na kilkadziesiąt metrów, i w nim „zdeponował" na wieczne czasy to wszystko, co pozostało po minionym czasie niezgody i anarchii lub z czego nie było już żadnego pożytku. Tak oto symbolicznie miał zostać pogrzebany „zły duch przeszłości" i aby nie odrodził się już nigdy, przywalono go cielskiem największej budowli jaką dotychczas wzniesiono w Egipcie (ciężar, jak się wkrótce przekonamy, okazał się zbyt mały...).
Na ten niezwykły „kamień węgielny" archeolodzy natknęli się badając podziemia schodkowej piramidy Dżosera. Pewnie oczyszczając szyb i boczną galerię spodziewali się czegoś więcej niż owych 35 tysięcy potłuczonych dzbanów, mis i alabastronów z których notabene połowa wykonana była dla sa mego Dżosera. Nie zawsze jednak budowę piramidy zaczynano od ofiary zakładzinowej tak obfitej i tak symbolicznej jak w wypadku piramidy Dżosera. Zwykle egipskiemu „kamieniowi węgielnemu" towarzyszyły tylko próbki narzędzi i materiałów użytych przy budowie, sygnowanych imieniem króla lub nazwą piramidy. Bywały — na szczęście dla archeologów — wyjątki. Pod północno-zachodnim narożem piramidy Amenemhata znaleziono na przykład depozyt fundacyjny złożony z czaszki wołu, naczyń kamiennych i ceramicznych oraz sześciu glinianych cegieł do których przytwierdzone były tabliczki z wypisanymi na nich imionami króla i nazwą piramidy. Kopanie dołów pod fundamenty i kładzenie kamienia węgielnego wtedy — tak jak i obecnie — stawało się okazją do zorganizowania stosownej fety.
Nie znamy treści okolicznościowych przemówień faraona i jego kapłanów, ale reliefy z Edfu i innych miast prezentują nam kilka żelaznych punktów programu ceremonii fundacyjnej, która — jak się sami przekonamy — nie była wcale pozbawiona sensu. Uroczystość składała się z części oficjalno-praktycznej i artystyczno-religijnej. Najpierw, aby wytyczyć idealnie płaską powierzchnię, budowano olbrzymią „waserwagę": cały teren przyszłej budowy otaczano murem i wypełniano wodą, której poziom gdy się ustała — zaznaczano na osadzonych w ziemi słupach kamiennych (uważa się powszechnie, że błąd w zniwelowaniu podstawy piramidy Cheopsa wynoszący około 12 mm spowodowany był lekką bryzą północno-zachodnią wiejącą akurat w dniu dokonywania pomiarów — spowodowało to podniesienie się lustra wody w jednym rogu).
Kiedy teren został już zniwelowany (wbrew pozorom metoda ta była niezwykle skuteczna, o ile oczywiście nie wiał wiatr), na budowę w asyście kapłanów wkraczał sam faraon — właściciel przyszłej piramidy. Pod jego czujnym wzrokiem geometrzywbijali kołki w cztery rogi przyszłej budowli, rozciągali między nimi sznurek i czterokrotnie zaorywali wytyczoną w ten sposób powierzchnię. Potem zraszano piasek wodą i symbolicznie wyrabiano kilka cegieł, które również symbolicznie układano jedna przy drugiej (zwyczaj ten był zapewne reminiscencją czasów archaicznych, kiedy grobowce budowano wyłącznie z cegły). Jeśli budowla wznoszona była na podłożu skalnym, to zanim przystąpiono do układania kamieni, kuto w skale wszystkie podziemne pomieszczenia, jak szyb, korytarz i komorę, w której od razu ustawiano sarkofag.
Po królewskim architekcie i nadzorcach najważniejszą osobą na budowie piramidy był skryba. To do jego obowiązków należało wypisywanie ilości kamieni przywiezionych z kamieniołomów lub wydobytych na miejscu, on obliczał dniówki, on wreszcie na kamiennych blokach wypisywał czerwoną farbą, różne istotne informacje, w rodzaju, która brygada wydobyła dany blok i do której części budowli był on przeznaczony.
Na egipskiej budowie panował wzorowy porządek. Robotnicy podzieleni byli na zespoły, grupy i brygady, przy czym każda, nawet najmniejsza jednostka organizacyjna miała swoją, często bardzo złożoną nazwę: na nie obrobionych stronach bloków piramidy Cheopsa czytamy wypisane czerwoną farbą, że dany blok wydobył zespół o nazwie „Cheops wzbudza miłość", a podobne napisy na kamieniach wyjętych z piramidy Mykerinosa mówią, iż przy budowie swego grobowca król zatrudnił brygadę, która nazywała się „Mykerinos jest pijany" — czego nie należy pojmować opacznie, jako że pijaństwo w Egipcie było czynnością przede wszystkim rytualną.
Każdy zespół liczący od 800 do 1000 ludzi podzielony był na cztery „wachty" (załogi?), które wzięły swe nazwy od części statku. „Możliwe — pisze egiptolog Leslie Grinsell — iż podział robotników na wachty mógł wziąć się ze zwyczaju zatrudniania załóg statków przywożących kamień również w czasie operacji budowlanych". Była więc wachta sterburty, załoga bakburty, wachta rufowa i załoga dziobowa. Z kolei wachty dzieliły się na małe grupy (brygady) liczące od 10 do 50 osób, które zwykle nazywały się imionami zwierząt, np. brygada antylopy, brygada ibisa, brygada tygrysa, krokodyla itp.
Egipski kamieniarz z brygady dajmy na to lwa lub hipopotama dysponował wieloma, pod pewnymi względami doskonałymi narzędziami. W powszechnym użyciu były miedziane dłuta, poziomnice, liniały, trójkąty murarskie, liny (grube od kilku do kilkunastu centymetrów), piły (sądząc po śladach, piła, „którą wycięto z podłoża skalnego bryłę sarkofagu znalezionego w Komorze Królewskiej Piramidy Cheopsa, musiała mieć co najmniej 1,8 metra długości) oraz wiertła rurowe (o średnicy 12 centymetrów i większej).
Wbrew informacjom, jakie na ten temat pozostawili starożytni historycy i geografowie, dziś uważa się na ogół, iż prace przy budowie piramidy trwały okrągły rok bez przerwy, a nie tylko przez trzy miesiące w czasie wylewu Nilu. Jest bowiem wiele powodów, aby tak sądzić. Wszak roboty w kamieniołomie ciągnęły się przez całą zimę i część lata, aby potem, gdy Nil wyleje, przy najwyższym stanie wód łatwiej przeprawić wyciosane bloki z miejsca załadunku aż do nadbrzeża rampy łączącej Nil lub kanał wodny z piramidą. Bez wątpienia i na samym placu budowy pracowano w zimie (ktoś musiał przecież układać bloki nadchodzące bez przerwy z kamieniołomów!). Teorie naukowe, które wszystkie wywodzą się z przekazu Pliniusza mówiącego, iż piramidy dawały pracę chłopom w czasie, gdy ich pola zalane były wodą, nie spotkały się z pozytywnym przyjęciem wśród egiptologów. „Piramidy — pisał Pliniusz Starszy — to pomnik bogactwa faraonów, niepotrzebny i głupi, zwłaszcza że powodem ich wznoszenia była, jak się nieraz podaje, z jednej strony chęć niepozostawienia żadnego majątku następcom czy rywalom czyhającym na spuściznę, a z drugiej strony pragnienie zaabsorbowania ludu pracą". „Aby ten — dodaje polski kronikarz z XVI wieku, Marcin Bielski — próżnując czego złego się nie chwytał." Wiemy już, że pierwszą piramidę wybudował Im-hotep, wezyr faraona Dżosera, jego kapłan i nadworny architekt — postać, która w historii i religii egipskiej zdobyła sobie pozycję zupełnie wyjątkową. Uznanie dla budowniczego pierwszej piramidy i jego sława między śmiertelnymi szybko przekroczyły wszelkie ludzkie miary. Imhotepa usynowił bóg Ptah i architekt sam stał się bogiem. Był on pierwszym na ziemi śmiertelnikiem, do którego zanoszono modły. Budowniczowie, skryby, rzemieślnicy, słowem wszyscy, którzy żyją z pracy, uznali go za swego patrona. Grecy zaś, którzy w Egipcie pojawili się w VII wieku p.n.e., wzięli Imhotepa za lokalne wcielenie Asklepiosa — boga i opiekuna lekarzy.
Rewolucja w architekturze egipskiej, której autorem był syn Ptaha, dokonała się na pustynnym płaskowyżu górującym nad miastem Memfis (dziś Sak-kara). Nieco na północ od tego miejsca znajdowało się ogromne grobowisko władców I i II dynastii. Nie opodal budującej się piramidy schodkowej w potężnych mastabach — wtedy już ledwie widocznych pod zwałami piasku — leżeli słabi poprzednicy potężnego Dżosera, w tym również i „zapobiegliwy" faraon Hor-Aha, którego mastaba miała w części nadziemnej aż 27 pomieszczeń magazynowych!
Dżoser chciał początkowo — zwyczajem przodków — spocząć w podziemiach olbrzymiej mastaby, ale z czasem za namową swego nadwornego architekta zmienił plany i stał się przez to mimowolnym uczestnikiem jednego z najciekawszych eksperymentów w dziejach architektury. Już bowiem pierwsza mastaba, którą pod kierunkiem Imhotepa zaczęto budować w Sakkara, była budowlą nietypową, jako że w podstawie zamiast tradycyjnego prostokąta miała kwadrat. Być może wezyr perswadując swemu panu taki a nie inny kształt grobowca w myślach widział już kształt ostateczny — sześć mastab ustawionych jedna na drugiej i tworzących razem piramidę schodkową — a wszystkie kolejne zabiegi miały stopniowo oswoić Dżosera z rewolucyjną koncepcją piramidy. Nie można wykluczyć takiej możliwości, ale faktem jest, że pierwsza zmiana planów nastąpiła w chwili, gdy mastaba przykrywająca bezpośrednio szyb wykuty w skale osiągnęła ledwie 8 metrów wysokości. Zdążono ją już nawet oblicować pięknym wapieniem turajskim, kiedy Imhotep zarządził przedłużenie jej i poszerzenie w kierunku wschodnim i zachodnim o 4,5 metra; ponieważ część świeżo dobudowana była nieco niższa od „rdzenia" powstało coś w rodzaju mastaby schodkowej. Ale nie skończyło się na tym, po głowie ambitnego wezyra snuły się nowe pomysły.
Następna zmiana polegała na wydłużeniu budowli o 8,53 metra w kierunku wschodnim, przy jednoczesnym poszerzeniu jej o 4,26 metra w pozostałe strony. Mastaba zmieniła się teraz w podstawę lub inaczej mówiąc w pierwszy stopień piramidy schodkowej, na którym wkrótce spoczęły kolejne trzy stopnie. Właściwie na dobrą sprawę architektoniczny przewrót już się dokonał, bo pierwsza czterostopniowa piramida dominowała nad cmentarzyskiem w Sak-kara dziwując się wszystkiemu, co stało w sąsiedztwie; kładziono już nawet fundamenty pod świątynię grobową przylegającą do niej od strony północnej, kiedy Imhotep, przeciągając do granic wytrzymałości cierpliwość Dżosera, zaproponował kolejną zmianę, tym razem — jak się okaże — ostatnią. Znając ambicję i megalomanię swego władcy wezyr przedłożył mu projekt dwukrotnego powiększenia prawie już ukończonego grobowca poprzez przedłużenie go w kierunku północnym i zachodnim i poprzez nadłożenie jeszcze dwóch stopni. Dżoser — o dziwo — zgodził się bez sprzeciwów, a nawet rad był z takiego obrotu rzeczy. Zniszczono więc ze świątyni grobowej to, co już zostało wybudowane, i zabrano się do rozbudowy. W swej ostatecznej wersji piramida Dżosera stała się bardziej strzelista i monumentalna, podkreślona i zaakcentowana została jej odrębność od wszystkich form, jakie wznoszono przed nią.
Król i jego wezyr byli w pełni usatysfakcjonowani. Tylko robotnicy pokrywający grobowiec po raz czwarty wapieniem turajskim nie byli pewni, czy to już na pewno koniec. W takich oto bólach i cierpieniach, w atmosferze nie kończącej się improwizacji powstawał święty kanon piramidy, który swą najwyższą doskonałość osiągnął w grobowcu Cheopsa. Czas, ludzie i wiatr pospołu z piaskiem zmienili kompleks grobowy Dżosera w kupę gruzów. Pośrodku prostokąta (545X277,5 metra) zabudowanego mastabami i kaplicami wznosi się sześć olbrzymich stopni właściwej piramidy, która dziś, obdarta z wapiennego naskórka, przypomina monstrualnych rozmiarów pryzmę cegieł.
Jakkolwiek podziemia grobowca Dżosera zostały przeszukane przez archeologów już w XIX wieku, to jednak pełna rekonstrukcja całego okręgu jest dziełem ostatnich kilkudziesięciu lat. Prace CM. Firtha, J.E. Quibella i przede wszystkim J.P. Lauera oraz rzeszy anonimowych pracowników Egipskiej Służby Starożytności pozwoliły na dokładne odtworzenie (na razie tylko na papierze) całego otoczenia tej matki egipskich piramid. O Dżoserze bardziej niż o jakimkolwiek innym faraonie Egiptu można powiedzieć, iż zastał Egipt drewniany, a zostawił murowany. Za jego panowania stare archaiczne budowle z trzciny i drewna zostały dokładnie skopiowane w kamieniu. Było to naśladownictwo dosłowne, wręcz niewolnicze, obliczone na wywołanie iluzji optycznej. Jakiej nieludzkiej pracy i cierpliwości wymagało na przykład odtworzenie w twardym materiale pęków trzciny, wiechci papirusu, liści palmowych, kwiatów lotosu czy pni tamaryszków. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że za czasów Dżosera egipska architektura drewniana została przetłumaczona na język kamienia, zyskując wieczny aspekt i bardziej monumentalny kształt.
Wapienny posąg Dżosera znaleziono w serdabie (serdab to pomieszczenie na posąg zmarłego w grobie lub świątyni jemu poświęconej), tuż obok wejścia do Świątyni Grobowej. Ponieważ tylną ścianę ser-dabu tworzył masyw właściwej piramidy, posąg symbolizujący króla pozostawał niejako w bezpośredniej bliskości swego grobu. Dżoser sportretowany został w pozie hieratycznej, na tronie, odziany w długą szatę, spod której wystają tylko ręce, stopy i kości barkowe. To kamienne „alter ego" zmarłego władcy, przed którym dokonywano zapewne wszelkich zabiegów pogrzebowych, pozbawione było końca brody oraz oczu wykonanych najprawdopodobniej z kryształu górskiego i osadzonych w miedzianych źrenicach. Na wysokości jego pustych oczodołów w ścianie serdabu wykute były dwie dziury, zapewne po to, aby zapach kadzidła mógł dochodzić do jego kamiennych nozdrzy, a kryształowe oczy mogły spoglądać w dal, to znaczy w przyszłość.
O ile eksploracja ruin świątyni grobowej Dżosera dostarczyła archeologom przyjemnej niespodzianki (posąg władcy) o tyle poszukiwania w podziemiach potężnej mastaby zajmującej południowy zakątek temenosu grobowego Dżosera przyniosły im rozczarowanie — nie znaleziono tam dosłownie nic. Dlaczego? Po pierwsze: rabusie, jak zwykle, byli na miejscu dużo wcześniej, po drugie: sami Egipcjanie okazali się być bardziej tajemniczy, niż dotąd przypuszczano. Otóż nie wiadomo czemu, wykuli oni w skale starannie zamaskowane pomieszczenie, w którym poza zatęchłym powietrzem nie było nic... Fiasko poszukiwań w podziemiach tej mastaby zmusiło uczonych do powtórnego przemyślenia wszystkiego, co dotychczas było wiadomo na temat egipskich obyczajów grobowych.
Mastaba, o której mowa, przykrywa grób skalny, do którego prowadzi szyb 30 metrów głęboki, przy końcu rozgałęziający się w kilka bocznych galerii wyłożonych fajansowymi kafelkami. Do komory grobowej jeszcze w czasach strożytnych włamali się rabusie, toteż poza paroma kośćmi nic w niej nie znaleziono — ale nie był to wcale koniec przykrych rozczarowań, jakie czekały archeologów w tym niezwykłym grobowcu. Największej niespodzianki dostarczyło pomieszczenie nad komorą grobową, do którego bronił dostępu potężnych rozmiarów blok. Ponieważ nie znaleziono na nim śladów włamania, uczeni sądzili, iż skrytka, do której bronił-dostępu, jest nie splądrowana przez złodziei. Wiele trudu kosztowało wyjęcie bloku ze stropu i odstawienie na bok. Daremny to był trud! Owa tajemnicza skrytka, która w stosunku do głównej komory grobowej spełniała jakby rolę strychu, okazała się niewielkim pomieszczeniem 1,6 metra długim i około 1 metra szerokim. Wchodziło się do niej przez otwór o wymiarach 80 na 40 centymetrów. Nie mógł więc być tam pochowany człowiek, gdyż jego mumii ani nie dałoby się przepchnąć przez otwór, ani zmieścić wewnątrz. Co najdziwniejsze, pomieszczenie to było kompletnie puste.
Po co je więc wybudowano? Po co zamknięto i wejście starannie zamaskowano? I skąd, na miłość boską, rabusie z góry wiedzieli, że nic w nim nie ma? Przecież nawet nie próbowali się doń dostać, a wykluczone, aby mogli go nie zauważyć!
Za panowania Horusa Neczeriercheta-Dżosera Egipt Górny na dobre i na złe połączył się z Egiptem Dolnym; stare waśnie dynastyczne poszły w zapomnienie i unia została nareszcie urzeczywistniona. Nowy władca dał krajowi z dawien dawna wytęskniony spokój. Czasy niezgody minęły, aczkolwiek — czas to pokaże — nie bezpowrotnie.
Porządki w Egipcie rozpoczął Dżoser w sposób — przyznajmy — dosyć niecodzienny. Zebrał mianowicie wszystkie przedmioty, jakie w czasach jego poprzedników wywleczono z grobów, ukradziono bądź rozbito — a było tego kilkadziesiąt tysięcy sztuk — kazał wykopać dół głęboki na kilkadziesiąt metrów, i w nim „zdeponował" na wieczne czasy to wszystko, co pozostało po minionym czasie niezgody i anarchii lub z czego nie było już żadnego pożytku. Tak oto symbolicznie miał zostać pogrzebany „zły duch przeszłości" i aby nie odrodził się już nigdy, przywalono go cielskiem największej budowli jaką dotychczas wzniesiono w Egipcie (ciężar, jak się wkrótce przekonamy, okazał się zbyt mały...).
Na ten niezwykły „kamień węgielny" archeolodzy natknęli się badając podziemia schodkowej piramidy Dżosera. Pewnie oczyszczając szyb i boczną galerię spodziewali się czegoś więcej niż owych 35 tysięcy potłuczonych dzbanów, mis i alabastronów z których notabene połowa wykonana była dla sa mego Dżosera. Nie zawsze jednak budowę piramidy zaczynano od ofiary zakładzinowej tak obfitej i tak symbolicznej jak w wypadku piramidy Dżosera. Zwykle egipskiemu „kamieniowi węgielnemu" towarzyszyły tylko próbki narzędzi i materiałów użytych przy budowie, sygnowanych imieniem króla lub nazwą piramidy. Bywały — na szczęście dla archeologów — wyjątki. Pod północno-zachodnim narożem piramidy Amenemhata znaleziono na przykład depozyt fundacyjny złożony z czaszki wołu, naczyń kamiennych i ceramicznych oraz sześciu glinianych cegieł do których przytwierdzone były tabliczki z wypisanymi na nich imionami króla i nazwą piramidy. Kopanie dołów pod fundamenty i kładzenie kamienia węgielnego wtedy — tak jak i obecnie — stawało się okazją do zorganizowania stosownej fety.
Nie znamy treści okolicznościowych przemówień faraona i jego kapłanów, ale reliefy z Edfu i innych miast prezentują nam kilka żelaznych punktów programu ceremonii fundacyjnej, która — jak się sami przekonamy — nie była wcale pozbawiona sensu. Uroczystość składała się z części oficjalno-praktycznej i artystyczno-religijnej. Najpierw, aby wytyczyć idealnie płaską powierzchnię, budowano olbrzymią „waserwagę": cały teren przyszłej budowy otaczano murem i wypełniano wodą, której poziom gdy się ustała — zaznaczano na osadzonych w ziemi słupach kamiennych (uważa się powszechnie, że błąd w zniwelowaniu podstawy piramidy Cheopsa wynoszący około 12 mm spowodowany był lekką bryzą północno-zachodnią wiejącą akurat w dniu dokonywania pomiarów — spowodowało to podniesienie się lustra wody w jednym rogu).
Kiedy teren został już zniwelowany (wbrew pozorom metoda ta była niezwykle skuteczna, o ile oczywiście nie wiał wiatr), na budowę w asyście kapłanów wkraczał sam faraon — właściciel przyszłej piramidy. Pod jego czujnym wzrokiem geometrzywbijali kołki w cztery rogi przyszłej budowli, rozciągali między nimi sznurek i czterokrotnie zaorywali wytyczoną w ten sposób powierzchnię. Potem zraszano piasek wodą i symbolicznie wyrabiano kilka cegieł, które również symbolicznie układano jedna przy drugiej (zwyczaj ten był zapewne reminiscencją czasów archaicznych, kiedy grobowce budowano wyłącznie z cegły). Jeśli budowla wznoszona była na podłożu skalnym, to zanim przystąpiono do układania kamieni, kuto w skale wszystkie podziemne pomieszczenia, jak szyb, korytarz i komorę, w której od razu ustawiano sarkofag.
Po królewskim architekcie i nadzorcach najważniejszą osobą na budowie piramidy był skryba. To do jego obowiązków należało wypisywanie ilości kamieni przywiezionych z kamieniołomów lub wydobytych na miejscu, on obliczał dniówki, on wreszcie na kamiennych blokach wypisywał czerwoną farbą, różne istotne informacje, w rodzaju, która brygada wydobyła dany blok i do której części budowli był on przeznaczony.
Na egipskiej budowie panował wzorowy porządek. Robotnicy podzieleni byli na zespoły, grupy i brygady, przy czym każda, nawet najmniejsza jednostka organizacyjna miała swoją, często bardzo złożoną nazwę: na nie obrobionych stronach bloków piramidy Cheopsa czytamy wypisane czerwoną farbą, że dany blok wydobył zespół o nazwie „Cheops wzbudza miłość", a podobne napisy na kamieniach wyjętych z piramidy Mykerinosa mówią, iż przy budowie swego grobowca król zatrudnił brygadę, która nazywała się „Mykerinos jest pijany" — czego nie należy pojmować opacznie, jako że pijaństwo w Egipcie było czynnością przede wszystkim rytualną.
Każdy zespół liczący od 800 do 1000 ludzi podzielony był na cztery „wachty" (załogi?), które wzięły swe nazwy od części statku. „Możliwe — pisze egiptolog Leslie Grinsell — iż podział robotników na wachty mógł wziąć się ze zwyczaju zatrudniania załóg statków przywożących kamień również w czasie operacji budowlanych". Była więc wachta sterburty, załoga bakburty, wachta rufowa i załoga dziobowa. Z kolei wachty dzieliły się na małe grupy (brygady) liczące od 10 do 50 osób, które zwykle nazywały się imionami zwierząt, np. brygada antylopy, brygada ibisa, brygada tygrysa, krokodyla itp.
Egipski kamieniarz z brygady dajmy na to lwa lub hipopotama dysponował wieloma, pod pewnymi względami doskonałymi narzędziami. W powszechnym użyciu były miedziane dłuta, poziomnice, liniały, trójkąty murarskie, liny (grube od kilku do kilkunastu centymetrów), piły (sądząc po śladach, piła, „którą wycięto z podłoża skalnego bryłę sarkofagu znalezionego w Komorze Królewskiej Piramidy Cheopsa, musiała mieć co najmniej 1,8 metra długości) oraz wiertła rurowe (o średnicy 12 centymetrów i większej).
Wbrew informacjom, jakie na ten temat pozostawili starożytni historycy i geografowie, dziś uważa się na ogół, iż prace przy budowie piramidy trwały okrągły rok bez przerwy, a nie tylko przez trzy miesiące w czasie wylewu Nilu. Jest bowiem wiele powodów, aby tak sądzić. Wszak roboty w kamieniołomie ciągnęły się przez całą zimę i część lata, aby potem, gdy Nil wyleje, przy najwyższym stanie wód łatwiej przeprawić wyciosane bloki z miejsca załadunku aż do nadbrzeża rampy łączącej Nil lub kanał wodny z piramidą. Bez wątpienia i na samym placu budowy pracowano w zimie (ktoś musiał przecież układać bloki nadchodzące bez przerwy z kamieniołomów!). Teorie naukowe, które wszystkie wywodzą się z przekazu Pliniusza mówiącego, iż piramidy dawały pracę chłopom w czasie, gdy ich pola zalane były wodą, nie spotkały się z pozytywnym przyjęciem wśród egiptologów. „Piramidy — pisał Pliniusz Starszy — to pomnik bogactwa faraonów, niepotrzebny i głupi, zwłaszcza że powodem ich wznoszenia była, jak się nieraz podaje, z jednej strony chęć niepozostawienia żadnego majątku następcom czy rywalom czyhającym na spuściznę, a z drugiej strony pragnienie zaabsorbowania ludu pracą". „Aby ten — dodaje polski kronikarz z XVI wieku, Marcin Bielski — próżnując czego złego się nie chwytał." Wiemy już, że pierwszą piramidę wybudował Im-hotep, wezyr faraona Dżosera, jego kapłan i nadworny architekt — postać, która w historii i religii egipskiej zdobyła sobie pozycję zupełnie wyjątkową. Uznanie dla budowniczego pierwszej piramidy i jego sława między śmiertelnymi szybko przekroczyły wszelkie ludzkie miary. Imhotepa usynowił bóg Ptah i architekt sam stał się bogiem. Był on pierwszym na ziemi śmiertelnikiem, do którego zanoszono modły. Budowniczowie, skryby, rzemieślnicy, słowem wszyscy, którzy żyją z pracy, uznali go za swego patrona. Grecy zaś, którzy w Egipcie pojawili się w VII wieku p.n.e., wzięli Imhotepa za lokalne wcielenie Asklepiosa — boga i opiekuna lekarzy.
Rewolucja w architekturze egipskiej, której autorem był syn Ptaha, dokonała się na pustynnym płaskowyżu górującym nad miastem Memfis (dziś Sak-kara). Nieco na północ od tego miejsca znajdowało się ogromne grobowisko władców I i II dynastii. Nie opodal budującej się piramidy schodkowej w potężnych mastabach — wtedy już ledwie widocznych pod zwałami piasku — leżeli słabi poprzednicy potężnego Dżosera, w tym również i „zapobiegliwy" faraon Hor-Aha, którego mastaba miała w części nadziemnej aż 27 pomieszczeń magazynowych!
Dżoser chciał początkowo — zwyczajem przodków — spocząć w podziemiach olbrzymiej mastaby, ale z czasem za namową swego nadwornego architekta zmienił plany i stał się przez to mimowolnym uczestnikiem jednego z najciekawszych eksperymentów w dziejach architektury. Już bowiem pierwsza mastaba, którą pod kierunkiem Imhotepa zaczęto budować w Sakkara, była budowlą nietypową, jako że w podstawie zamiast tradycyjnego prostokąta miała kwadrat. Być może wezyr perswadując swemu panu taki a nie inny kształt grobowca w myślach widział już kształt ostateczny — sześć mastab ustawionych jedna na drugiej i tworzących razem piramidę schodkową — a wszystkie kolejne zabiegi miały stopniowo oswoić Dżosera z rewolucyjną koncepcją piramidy. Nie można wykluczyć takiej możliwości, ale faktem jest, że pierwsza zmiana planów nastąpiła w chwili, gdy mastaba przykrywająca bezpośrednio szyb wykuty w skale osiągnęła ledwie 8 metrów wysokości. Zdążono ją już nawet oblicować pięknym wapieniem turajskim, kiedy Imhotep zarządził przedłużenie jej i poszerzenie w kierunku wschodnim i zachodnim o 4,5 metra; ponieważ część świeżo dobudowana była nieco niższa od „rdzenia" powstało coś w rodzaju mastaby schodkowej. Ale nie skończyło się na tym, po głowie ambitnego wezyra snuły się nowe pomysły.
Następna zmiana polegała na wydłużeniu budowli o 8,53 metra w kierunku wschodnim, przy jednoczesnym poszerzeniu jej o 4,26 metra w pozostałe strony. Mastaba zmieniła się teraz w podstawę lub inaczej mówiąc w pierwszy stopień piramidy schodkowej, na którym wkrótce spoczęły kolejne trzy stopnie. Właściwie na dobrą sprawę architektoniczny przewrót już się dokonał, bo pierwsza czterostopniowa piramida dominowała nad cmentarzyskiem w Sak-kara dziwując się wszystkiemu, co stało w sąsiedztwie; kładziono już nawet fundamenty pod świątynię grobową przylegającą do niej od strony północnej, kiedy Imhotep, przeciągając do granic wytrzymałości cierpliwość Dżosera, zaproponował kolejną zmianę, tym razem — jak się okaże — ostatnią. Znając ambicję i megalomanię swego władcy wezyr przedłożył mu projekt dwukrotnego powiększenia prawie już ukończonego grobowca poprzez przedłużenie go w kierunku północnym i zachodnim i poprzez nadłożenie jeszcze dwóch stopni. Dżoser — o dziwo — zgodził się bez sprzeciwów, a nawet rad był z takiego obrotu rzeczy. Zniszczono więc ze świątyni grobowej to, co już zostało wybudowane, i zabrano się do rozbudowy. W swej ostatecznej wersji piramida Dżosera stała się bardziej strzelista i monumentalna, podkreślona i zaakcentowana została jej odrębność od wszystkich form, jakie wznoszono przed nią.
Król i jego wezyr byli w pełni usatysfakcjonowani. Tylko robotnicy pokrywający grobowiec po raz czwarty wapieniem turajskim nie byli pewni, czy to już na pewno koniec. W takich oto bólach i cierpieniach, w atmosferze nie kończącej się improwizacji powstawał święty kanon piramidy, który swą najwyższą doskonałość osiągnął w grobowcu Cheopsa. Czas, ludzie i wiatr pospołu z piaskiem zmienili kompleks grobowy Dżosera w kupę gruzów. Pośrodku prostokąta (545X277,5 metra) zabudowanego mastabami i kaplicami wznosi się sześć olbrzymich stopni właściwej piramidy, która dziś, obdarta z wapiennego naskórka, przypomina monstrualnych rozmiarów pryzmę cegieł.
Jakkolwiek podziemia grobowca Dżosera zostały przeszukane przez archeologów już w XIX wieku, to jednak pełna rekonstrukcja całego okręgu jest dziełem ostatnich kilkudziesięciu lat. Prace CM. Firtha, J.E. Quibella i przede wszystkim J.P. Lauera oraz rzeszy anonimowych pracowników Egipskiej Służby Starożytności pozwoliły na dokładne odtworzenie (na razie tylko na papierze) całego otoczenia tej matki egipskich piramid. O Dżoserze bardziej niż o jakimkolwiek innym faraonie Egiptu można powiedzieć, iż zastał Egipt drewniany, a zostawił murowany. Za jego panowania stare archaiczne budowle z trzciny i drewna zostały dokładnie skopiowane w kamieniu. Było to naśladownictwo dosłowne, wręcz niewolnicze, obliczone na wywołanie iluzji optycznej. Jakiej nieludzkiej pracy i cierpliwości wymagało na przykład odtworzenie w twardym materiale pęków trzciny, wiechci papirusu, liści palmowych, kwiatów lotosu czy pni tamaryszków. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że za czasów Dżosera egipska architektura drewniana została przetłumaczona na język kamienia, zyskując wieczny aspekt i bardziej monumentalny kształt.
Wapienny posąg Dżosera znaleziono w serdabie (serdab to pomieszczenie na posąg zmarłego w grobie lub świątyni jemu poświęconej), tuż obok wejścia do Świątyni Grobowej. Ponieważ tylną ścianę ser-dabu tworzył masyw właściwej piramidy, posąg symbolizujący króla pozostawał niejako w bezpośredniej bliskości swego grobu. Dżoser sportretowany został w pozie hieratycznej, na tronie, odziany w długą szatę, spod której wystają tylko ręce, stopy i kości barkowe. To kamienne „alter ego" zmarłego władcy, przed którym dokonywano zapewne wszelkich zabiegów pogrzebowych, pozbawione było końca brody oraz oczu wykonanych najprawdopodobniej z kryształu górskiego i osadzonych w miedzianych źrenicach. Na wysokości jego pustych oczodołów w ścianie serdabu wykute były dwie dziury, zapewne po to, aby zapach kadzidła mógł dochodzić do jego kamiennych nozdrzy, a kryształowe oczy mogły spoglądać w dal, to znaczy w przyszłość.
O ile eksploracja ruin świątyni grobowej Dżosera dostarczyła archeologom przyjemnej niespodzianki (posąg władcy) o tyle poszukiwania w podziemiach potężnej mastaby zajmującej południowy zakątek temenosu grobowego Dżosera przyniosły im rozczarowanie — nie znaleziono tam dosłownie nic. Dlaczego? Po pierwsze: rabusie, jak zwykle, byli na miejscu dużo wcześniej, po drugie: sami Egipcjanie okazali się być bardziej tajemniczy, niż dotąd przypuszczano. Otóż nie wiadomo czemu, wykuli oni w skale starannie zamaskowane pomieszczenie, w którym poza zatęchłym powietrzem nie było nic... Fiasko poszukiwań w podziemiach tej mastaby zmusiło uczonych do powtórnego przemyślenia wszystkiego, co dotychczas było wiadomo na temat egipskich obyczajów grobowych.
Mastaba, o której mowa, przykrywa grób skalny, do którego prowadzi szyb 30 metrów głęboki, przy końcu rozgałęziający się w kilka bocznych galerii wyłożonych fajansowymi kafelkami. Do komory grobowej jeszcze w czasach strożytnych włamali się rabusie, toteż poza paroma kośćmi nic w niej nie znaleziono — ale nie był to wcale koniec przykrych rozczarowań, jakie czekały archeologów w tym niezwykłym grobowcu. Największej niespodzianki dostarczyło pomieszczenie nad komorą grobową, do którego bronił dostępu potężnych rozmiarów blok. Ponieważ nie znaleziono na nim śladów włamania, uczeni sądzili, iż skrytka, do której bronił-dostępu, jest nie splądrowana przez złodziei. Wiele trudu kosztowało wyjęcie bloku ze stropu i odstawienie na bok. Daremny to był trud! Owa tajemnicza skrytka, która w stosunku do głównej komory grobowej spełniała jakby rolę strychu, okazała się niewielkim pomieszczeniem 1,6 metra długim i około 1 metra szerokim. Wchodziło się do niej przez otwór o wymiarach 80 na 40 centymetrów. Nie mógł więc być tam pochowany człowiek, gdyż jego mumii ani nie dałoby się przepchnąć przez otwór, ani zmieścić wewnątrz. Co najdziwniejsze, pomieszczenie to było kompletnie puste.
Po co je więc wybudowano? Po co zamknięto i wejście starannie zamaskowano? I skąd, na miłość boską, rabusie z góry wiedzieli, że nic w nim nie ma? Przecież nawet nie próbowali się doń dostać, a wykluczone, aby mogli go nie zauważyć!