Dłutem i batem
Wykuwanie, transport i ustawianie obelisków było „zabawą" szalenie kosztowną, toteż tylko najpotężniejsi władcy Egiptu mogli sobie na to pozwolić. Sprowadzenie kilkusettonowego monolitu z okolic I katarakty do którejś ze stolic Egiptu "kosztowało tyle, co mała kampania wojenna. Na steli Ramzesa IV (1157—1152 p.n.e.) w Wadi Hammamat znajduje się opis wyprawy, w której wzięło udział 8 361 osób! Ekspedycja ta, którą kierował arcykapłan Amona imieniem Ramesesnacht, poniosła takie straty, jakby została wysłana w pole przeciwko Nubijczykom, a nie po kamień do kamieniołomów. Do rodzinnych lepianek nie wróciło z „wojny" o obelisk 900 ludzi!
Z tekstów opiewających te wielkie przedsięwzięcia dłuta i bata, bucha trochę sztuczny optymizm. Wygląda na to, że poddani faraonów z ochotą podejmowali się tych, bezsensownych wysiłków. Czyżby egipscy kapłani, oprócz biegłości technicznej i zdolności organizacyjnych mieli również wielki talent do... przesady? „Spowodowałem — pisze z dumą o sobie wielkorządca Dżehutihotep w inskrypcji umieszczonej w swoim grobowcu w el-Bersza — aby młodzieńcy i młodzi ludzie spośród rekrutów przyszli i zbudowali dla posągu drogę razem z zespołami górników z nekropoli i kamieniarzami, przodownikami i mędrcami. Siłacze rzekli: „Przybyliśmy, aby przewieźć go — a serce moje było zadowolone, miasto zebrało się radując, to było warte zobaczenia ponad wszystko. Starzec pomiędzy nimi wspierał się na dziecku, siłacz był razem z trzęsącym się. Ich odwaga podniosła się, ich ramiona się wzmocniły — każdy z nich miał siłę tysiąca ludzi". Ciekawe co o entuzjazmie Dżehutihotepa powiedzieliby jego tragarze?
Zresztą, jakich to sposobów nie imali się władcy, aby tylko robota szła sprawnie i dzieło wykonane zostało jak najsolidniej. Pliniusz Starszy pisze, iż król imieniem Ramzes (który — nie podaje — a było ich jedenastu!) żywiąc podejrzenia, czy aby na pewno jego obelisk ustawiany jest we właściwy sposób, polecił przywiązać do ostrego końca kamienia własnego syna. Po to tylko, aby zmusić majstrów i robotników do jak największej dokładności i uwagi! To się nazywa nadzór techniczny!
Z tekstów opiewających te wielkie przedsięwzięcia dłuta i bata, bucha trochę sztuczny optymizm. Wygląda na to, że poddani faraonów z ochotą podejmowali się tych, bezsensownych wysiłków. Czyżby egipscy kapłani, oprócz biegłości technicznej i zdolności organizacyjnych mieli również wielki talent do... przesady? „Spowodowałem — pisze z dumą o sobie wielkorządca Dżehutihotep w inskrypcji umieszczonej w swoim grobowcu w el-Bersza — aby młodzieńcy i młodzi ludzie spośród rekrutów przyszli i zbudowali dla posągu drogę razem z zespołami górników z nekropoli i kamieniarzami, przodownikami i mędrcami. Siłacze rzekli: „Przybyliśmy, aby przewieźć go — a serce moje było zadowolone, miasto zebrało się radując, to było warte zobaczenia ponad wszystko. Starzec pomiędzy nimi wspierał się na dziecku, siłacz był razem z trzęsącym się. Ich odwaga podniosła się, ich ramiona się wzmocniły — każdy z nich miał siłę tysiąca ludzi". Ciekawe co o entuzjazmie Dżehutihotepa powiedzieliby jego tragarze?
Zresztą, jakich to sposobów nie imali się władcy, aby tylko robota szła sprawnie i dzieło wykonane zostało jak najsolidniej. Pliniusz Starszy pisze, iż król imieniem Ramzes (który — nie podaje — a było ich jedenastu!) żywiąc podejrzenia, czy aby na pewno jego obelisk ustawiany jest we właściwy sposób, polecił przywiązać do ostrego końca kamienia własnego syna. Po to tylko, aby zmusić majstrów i robotników do jak największej dokładności i uwagi! To się nazywa nadzór techniczny!