Czego nie zrobili barbarzyńcy...
Corrida w Koloseum i jej 18 ofiar była hecą wielką — jak na średniowiecze — lecz niczym w porównaniu z masowymi rzeziami, jakie urządzano tu w
czasach starożytnych. Zorganizowano ową corridę od święta, na co dzień zaś — ex-amfiteatr służył bardziej prozaicznym celom. Krótko po owym „czarnym czwartku" obie zwalczające się frakcje Colonny i Ursinich dogadały się przynajmniej w jednej sprawie: rozbiórki Koloseum. Zwaśnione rody na pewien czas zawiesiły broń na kołku i na wyścigi zaczęły wywozić kamień z amfiteatru.
Trzeba to sobie jasno powiedzieć: średniowieczny Rzym był bardziej barbarzyński od Gotów i bardziej wandalski od Wandalów. Wprawdzie znaleźli się tacy, którzy gorąco protestowali, ale ich głos był głosem wołającego na puszczy — większość bezmyślnie niszczyła to, co przodkowie zbudowali wielkim nakładem sił i środków. Pochodzący z tamtych czasów kalambur „Quod non fecerunt barbari fecerunt barberini" (Czego nie zrobili barbarzyńcy, zrobili barberini), piętnujący w dowcipnej formie wandalskie poczynania jednego ze „światłych" rodów rzymskich, najlepiej charakteryzuje ówczesną niewesołą sytuację. W Wiecznym Mieście istniał już wtedy cały przemysł, zajmujący się przeróbką staroci, przepalaniem posągów na wapno, rozbiórką antycznych budowli, słowem: dostawami budulca z pokątnych źródeł.
Poszukiwanie skarbów było wówczas bodaj popularniejsze niż w latach siedemdziesiątych XX stulecia. W niezliczonych odpisach krążyły po domach rzekomo autentyczne mapy, plany i dokumenty, zawierające wskazówki dotyczące miejsca ukrycia „pogańskich precjozów". Szukano głównie kosztowności i złota schowanego przez Germanów, Gotów, Wandalów i kogoś tam jeszcze. Ludziska gadali między sobą, iż potomkowie barbarzyńców krążą nocą po mieście i wykopują po kryjomu nieprzebrane skarby, trafiając do nich za pomocą tajnych znaków pozostawionych im przez przodków. Sztuka antyczna podobnie jak i starożyna architektura były w tym czasie w głębokiej pogardzie, bo gusta i upodobania Rzymian krążyły wokół innych ideałów. Przykłady? Proszę bardzo!
Oto rzeźba przedstawiająca personifikację Nilu (dziś znajduje się w Muzeum Watykańskim). Mało kto wie, że jest to bodaj jedyna rzeźba antyczna którą znajdowano... dwa razy. Jej pierwszy odkrywca nie bardzo wiedział, co z nią zrobić, toteż... wrzucił ją z powrotem do dołu i zasypał ziemią. W tym samym mniej więcej czasie w innym końcu Rzymu w czasie kopania fundamentu pod mur odgraniczający dwie posiadłości znaleziono posąg Pompejusza. Żadnemu z sąsiadów nie zależało specjalnie na tej marmurowej figurze, ale żaden — dla zasady — nie chciał odstąpić od swego. Doszło do procesu i sędzia Salomonowym sądem polecił rzeźbę... przepiłować, dając każdej ze stron po kawałku.
Średniowiecze miało też swoje archeologiczne sensacje, a jakże. Ludzie interesowali się tym, co w ziemi piszczy, i chętnie czytali przeróżne brednie o kolosach z przeszłości, olbrzymach, o czynach dawnych bohaterów i ich grobach. W XI wieku Anglik William z Malmsbury poinformował swoich czytelników o odnalezieniu w roku pańskim 1046 grobu mitycznego Pallasa, przyjaciela Eneasza. Nazwiska odkrywcy wielebny William nie podał, ale za to opis grobowca zamieścił bardzo sugestywny. Cóż widzimy w mogile szlachetnego Pallasa — który jak pamiętamy zginął z rąk Turnusa — palił się wieczny ogień, a sam bohater spoczywał na ogromnym łożu, tuż pod inskrypcją zawierającą imię i spis jego czynów. Ciało Pallasa, cudownie zachowane, miało nadludzkie rozmiary — od stóp do głów mierzył on ponad 3 metry! Ale nie to było najdziwniejsze: w jego piersi — rzecz niepojęta — widniała świeża rana po mieczu Turnusa, nabiegła krwią, jakby zadano ją przed chwilą.
Wandalizmu Rzymianie uczyli się od najlepszych „mistrzów". W roku 454 złupił Romę król Wandalów Genzeryk — rabuś nad rabusiami, którego wyczyny w Wiecznym Mieście dały początek światowej karierze słowa „wandalizm". W dobie średniowiecza rzymscy wandale swój gniew przeciwko własnej przeszłości wyładowywali na Koloseum. Największa budowla Rzymu i jedna z największych budowli świata znikłaby pewnie z powierzchni ziemi, rozbierana po kawałku, gdyby od czasu do czasu nie zamieniano jej w twierdzę i nie uznano w końcu za miejsce kultu męczenników.
Czym więc było i jak powstało Koloseum? Jak możliwe było wybudowanie takiego kolosa w tak krótkim czasie? Prace wykopaliskowe w Amfiteatrze Flawiuszów ciągle trwają; ubywa jednych tajemnic, przybywa za to innych. Podobnie jak piramidy w Egipcie, tak Koloseum w Rzymie jest symbolem tego, co tajemnicze i niepojęte...
Protoplastka współczesnych przewodników i bedekerów — średniowieczna księga „Mirabilia Urbis Romae" — informuje z całą powagą, że Koloseum było niegdyś gigantyczną świątynią słońca przykrytą olbrzymią kopułą, miejscem pogańskich misteriów, które papież Sylwestriusz polecił zniszczyć na znak, iż chrześcijaństwo nareszcie zapanowało nad pogańskimi idolami. Antycypując teorie współczesnych fantastów, średniowieczni sawanci dopatrywali) się w idealnej geometrii Koloseum zaszyfrowanych; tajemnic wszechświata — trajektorii planet i ich przestrzennego układu. Już 800 lat temu w tej poczciwej, ruszonej zębem czasu budowli widziano magiczny pępek świata, koło słoneczne, świątynię świątyń, dzieło bliżej nieokreślonego nadczłowieka lub po prostu Antychrysta. To właśnie tutaj wedle rzymskiej legendy, Benvenuto Cellini w towarzystwie rzymskiego kapłana wywoływał duchy z zaświatów, które przybywały napełniając arenę takim ogniem, iż wydawało się że Koloseum płonie. A tymczasem początki tej gigantycznej budowli są bardzo prozaiczne, a nawet, rzekłbym, banalne. Człowiek, który ją wybudował, był postacią dość przeciętną i pomimo że któregoś dnia obwołano go rzymskim cesarzem, aż do śmierci pozostał uosobieniem przeciętności.
Trzeba to sobie jasno powiedzieć: średniowieczny Rzym był bardziej barbarzyński od Gotów i bardziej wandalski od Wandalów. Wprawdzie znaleźli się tacy, którzy gorąco protestowali, ale ich głos był głosem wołającego na puszczy — większość bezmyślnie niszczyła to, co przodkowie zbudowali wielkim nakładem sił i środków. Pochodzący z tamtych czasów kalambur „Quod non fecerunt barbari fecerunt barberini" (Czego nie zrobili barbarzyńcy, zrobili barberini), piętnujący w dowcipnej formie wandalskie poczynania jednego ze „światłych" rodów rzymskich, najlepiej charakteryzuje ówczesną niewesołą sytuację. W Wiecznym Mieście istniał już wtedy cały przemysł, zajmujący się przeróbką staroci, przepalaniem posągów na wapno, rozbiórką antycznych budowli, słowem: dostawami budulca z pokątnych źródeł.
Poszukiwanie skarbów było wówczas bodaj popularniejsze niż w latach siedemdziesiątych XX stulecia. W niezliczonych odpisach krążyły po domach rzekomo autentyczne mapy, plany i dokumenty, zawierające wskazówki dotyczące miejsca ukrycia „pogańskich precjozów". Szukano głównie kosztowności i złota schowanego przez Germanów, Gotów, Wandalów i kogoś tam jeszcze. Ludziska gadali między sobą, iż potomkowie barbarzyńców krążą nocą po mieście i wykopują po kryjomu nieprzebrane skarby, trafiając do nich za pomocą tajnych znaków pozostawionych im przez przodków. Sztuka antyczna podobnie jak i starożyna architektura były w tym czasie w głębokiej pogardzie, bo gusta i upodobania Rzymian krążyły wokół innych ideałów. Przykłady? Proszę bardzo!
Oto rzeźba przedstawiająca personifikację Nilu (dziś znajduje się w Muzeum Watykańskim). Mało kto wie, że jest to bodaj jedyna rzeźba antyczna którą znajdowano... dwa razy. Jej pierwszy odkrywca nie bardzo wiedział, co z nią zrobić, toteż... wrzucił ją z powrotem do dołu i zasypał ziemią. W tym samym mniej więcej czasie w innym końcu Rzymu w czasie kopania fundamentu pod mur odgraniczający dwie posiadłości znaleziono posąg Pompejusza. Żadnemu z sąsiadów nie zależało specjalnie na tej marmurowej figurze, ale żaden — dla zasady — nie chciał odstąpić od swego. Doszło do procesu i sędzia Salomonowym sądem polecił rzeźbę... przepiłować, dając każdej ze stron po kawałku.
Średniowiecze miało też swoje archeologiczne sensacje, a jakże. Ludzie interesowali się tym, co w ziemi piszczy, i chętnie czytali przeróżne brednie o kolosach z przeszłości, olbrzymach, o czynach dawnych bohaterów i ich grobach. W XI wieku Anglik William z Malmsbury poinformował swoich czytelników o odnalezieniu w roku pańskim 1046 grobu mitycznego Pallasa, przyjaciela Eneasza. Nazwiska odkrywcy wielebny William nie podał, ale za to opis grobowca zamieścił bardzo sugestywny. Cóż widzimy w mogile szlachetnego Pallasa — który jak pamiętamy zginął z rąk Turnusa — palił się wieczny ogień, a sam bohater spoczywał na ogromnym łożu, tuż pod inskrypcją zawierającą imię i spis jego czynów. Ciało Pallasa, cudownie zachowane, miało nadludzkie rozmiary — od stóp do głów mierzył on ponad 3 metry! Ale nie to było najdziwniejsze: w jego piersi — rzecz niepojęta — widniała świeża rana po mieczu Turnusa, nabiegła krwią, jakby zadano ją przed chwilą.
Wandalizmu Rzymianie uczyli się od najlepszych „mistrzów". W roku 454 złupił Romę król Wandalów Genzeryk — rabuś nad rabusiami, którego wyczyny w Wiecznym Mieście dały początek światowej karierze słowa „wandalizm". W dobie średniowiecza rzymscy wandale swój gniew przeciwko własnej przeszłości wyładowywali na Koloseum. Największa budowla Rzymu i jedna z największych budowli świata znikłaby pewnie z powierzchni ziemi, rozbierana po kawałku, gdyby od czasu do czasu nie zamieniano jej w twierdzę i nie uznano w końcu za miejsce kultu męczenników.
Czym więc było i jak powstało Koloseum? Jak możliwe było wybudowanie takiego kolosa w tak krótkim czasie? Prace wykopaliskowe w Amfiteatrze Flawiuszów ciągle trwają; ubywa jednych tajemnic, przybywa za to innych. Podobnie jak piramidy w Egipcie, tak Koloseum w Rzymie jest symbolem tego, co tajemnicze i niepojęte...
Protoplastka współczesnych przewodników i bedekerów — średniowieczna księga „Mirabilia Urbis Romae" — informuje z całą powagą, że Koloseum było niegdyś gigantyczną świątynią słońca przykrytą olbrzymią kopułą, miejscem pogańskich misteriów, które papież Sylwestriusz polecił zniszczyć na znak, iż chrześcijaństwo nareszcie zapanowało nad pogańskimi idolami. Antycypując teorie współczesnych fantastów, średniowieczni sawanci dopatrywali) się w idealnej geometrii Koloseum zaszyfrowanych; tajemnic wszechświata — trajektorii planet i ich przestrzennego układu. Już 800 lat temu w tej poczciwej, ruszonej zębem czasu budowli widziano magiczny pępek świata, koło słoneczne, świątynię świątyń, dzieło bliżej nieokreślonego nadczłowieka lub po prostu Antychrysta. To właśnie tutaj wedle rzymskiej legendy, Benvenuto Cellini w towarzystwie rzymskiego kapłana wywoływał duchy z zaświatów, które przybywały napełniając arenę takim ogniem, iż wydawało się że Koloseum płonie. A tymczasem początki tej gigantycznej budowli są bardzo prozaiczne, a nawet, rzekłbym, banalne. Człowiek, który ją wybudował, był postacią dość przeciętną i pomimo że któregoś dnia obwołano go rzymskim cesarzem, aż do śmierci pozostał uosobieniem przeciętności.