Polecamy najlepszy
kurs komputerowy. Kliknij i wybierz coś dla siebie!

Polecamy

- laptopy
- reklama w internecie
- kosmetyki
- przewody
- Docieplenia



A A A

Cholula, gdzie to jest?

Ną ogół piramidy egipskie są większe od swych meksykańskich sióstr (te ostatnie można najwyżej porównać z piramidami sudańskimi w Meroe). Wyjątek stanowią jedynie trzy olbrzymy, z których dwa leżą kilkanaście kilometrów od stolicy Meksyku i wielkością odpowiadają, piramidzie Mykerinosa, trzeci zaś, nieco bardziej oddalony, jest większy nawet od piramidy Cheopsa!!!

Wszystkie trzy są dziełem cywilizacji wcześniejszej niż aztecka. Kiedy w XII wieku naszej ery plemiona Azteków zalały Meksyk, budowle te liczyły już sobie po kilkaset lat. Bez reszty opanowane przez dżunglę, porośnięte aż po szczyty dziką roślinnością, mało co przypominały dzieła człowieka. Nic dziwnego, że przybysze uznali je za grobowce zaginionej rasy ludzi. Aleję długą na cztery kilometry, przy której stały obie piramidy, nazwali Aleją Umarłych, całe zaś miasto, wstrząsające swą martwotą i ogromem, ochrzcili mianem Teotihuacan, co znaczy w ich języku „Miejsce, gdzie ludzie stają się bogami".

W 800 lat po Aztekach i w 400 lat po konkwistadorach w Teotihuacan pojawili się archeolodzy. Okazało się wówczas, iż mniejsza z dwóch piramid to Piramida Księżyca, a większa to Piramida Słońca — budowla w podstawie identyczna z grobowcem Cheopsa w Gizie, ale niższa odeń o połowę — oznacza to, iż na jej budowę zużyto 2,5 min ton kamienia, cegły i ziemi, podczas gdy Horyzont Chufu pochłonął ok. 6 min ton wapienia. Wysiłek budowlany był tu więc trzy razy mniejszy! (Przeważa opinia, iż Piramidę Słońca w Teotihuacan mogło wybudować tysiące ludzi w ciągu 20 lat). Budowla ta, która bez wielkiego. uszczerbku zniosła blisko 1500 lat działalności wiatru, deszczu, słońca i agresywnej roślinności, tylko z największym trudem „przeżyła" wizytę... archeologów.

Pierwsi uczeni, którzy pojawili się w Teotihuacan na początku naszego stulecia, mieli dużo szczerych chęci, szlachetny zapał, ale ani za grosz przygotowania naukowego i niezbędnego doświadczenia. Wielkie prace wykopaliskowe i restauracyjne rozpoczęły się w Teotihuacan w roku 1910 w związku z rocznicą wybuchu powstania narodowego i zbliżającą się 100 rocznicą uzyskania niepodległości.

Jak to zwykle bywa w takich okolicznościach, innym okiem spojrzano na świetną przed-hiszpańską przeszłość Meksyku i osiągnięcia jego rodzimej ludności, na wspaniałą cywilizację Azteków, której wiekość i potęga na wieki zaklęta była w olbrzymich piramidach. Postanowiono nawet wyremontować i odświeżyć którąś z azteckich olbrzymek, jakich sporo było w pobliżu stolicy kraju. Wybór (czytaj: wyrok) padł na Piramidę Słońca w Teotihuacan. Prezydent Porfirio Diaz wyasygnował na ten cel specjalne fundusze i armia kopaczy dowodzona przez amatora Leopolda Batresa raźno zabrała się do pracy.

Signor Batres przystąpił do dzieła z bardzo w takich razach przydatnym entuzjazmem i z pośpiechem — dużo mniej pożądanym. Ten pośpiech i brak doświadczenia — a nawet brak rozsądku — stały się przyczyną tragedii. Wraz bowiem z korzeniami drzew i krzewów, którymi porosła cała piramida, zerwano również jej ochronny „naskórek" — warstwę kamieni spojonych wapnem. Odsłonięte zostało gliniane wnętrze budowli, nic więc dziwnego, że pierwsze deszcze rozmyły glinę i cała budowla poczęła „pękać w szwach".

Unikalny w skali światowej zabytek uratowała tylko naturalna lepkość gliny, z której zrobione były cegły, co opóźniło proces osuwania się ścian, oraz zorganizowana naprędce akcja ratownicza z udziałem zagranicznych specjalistów. Na okaleczone boki piramidy zaordynowano „transplantację" nowego naskórka z kamieni i cementu. Zniszczenia okazały sil jednak zbyt duże, aby można było uratować wszystko — budowla zmalała o kilka metrów i bezpowrotnie utraciła oryginalny wystrój zewnętrzny.

W siedem lat po katastrofie rekonwalescentkę przebito tunelem w poszukiwaniu jakiś ukrytych pomieszczeń. W roku 1933 poprowadzono następny korytarz, tym razem poczynając od środka ściany wschodniej (poprzedni zaczęto ze ściany zachodniej). Oba tunele spotkały się. I nic! Nie znaleziono żadnych wewnętrznych pomieszczeń. Udało się jedynie ustalić, iż Piramida Słońca w Teotihuacan- powstała za jednym zamachem, bez żadnych przeróbek, według jednego planu. Dobre i to.

Wśród środkowoamerykańskich kolosów Piramida Słońca w Teotihuacan zajmuje dopiero drugie miejsce. Palmę pierwszeństwa dzierży olbrzymia sztuczna góra w Cholula de Rivadabia (w stanie Puebla) 100 kilometrów na południowy-wschód od Mexico City. Jest to największa budowla na Ziemi. Ma ona dziś wprawdzie „tylko" 60 metrów wysokości, ale za to powierzchnia jej podstawy wynosi aż 18 hektarów, a objętość osiąga 4 300 000 metrów sześciennych (dla porównania dodajmy, że Piramida Cheopsa ma 3 360 000 metrów sześciennych).

Kolos z Choluli nie wygląda już tak imponująco jak, dajmy na to, przed tysiącem lat. Przyczynili się do tego między innymi Hiszpanie, którzy na szczycie, w miejscu świątyni boga Quetzalcoatla wybudowali kościół chrześcijański.

Największa amerykańska piramida od wieków wabiła awanturników, poszukiwaczy skarbów i archeologów. Długość korytarzy wydrążonych w jej wnętrzu dawno już przekroczyła 6 kilometrów i ciągle - mimo oficjalnych zakazów — rośnie. Jak dotąd jedynym plonem tych poszukiwań są dwie wielkie misy i kilkanaście mniejszych naczyń, które znaleziono przemieszane z ludzkimi kośćmi — makabryczny ślad ceremonialnej uczty kanibalistycznej z czasów, gdy przykazanie: „nie jedz bliźniego swego" jeszcze w Meksyku nie obowiązywało.