Polecamy najlepszy
kurs komputerowy. Kliknij i wybierz coś dla siebie!

Polecamy

- laptopy
- reklama w internecie
- kosmetyki
- przewody
- Docieplenia
- fotografia ślubna Kraków
- Leasing dla Lekarzy
- katarzyna cichopek



A A A

Cedry i kolumny

W Syrii, kędy śniegi nigdy nie topnieją...

Dwa są symbole Libanu: cedry — największe drzewa Sródziemnomorza, i Baalbek — marmurowe gniazdo gigantów uwite wysoko w górach. W Baalbeku, zwanym z grecka Heliopolis, wszystko jest nadludzkiej miary — odrzwia wysokie na 14 metrów, stopnie schodów stworzone jakby dla stóp olbrzymów, architrawy z 50-tonowych elementów podparte na kolumnach 20-metrowej wysokości; wreszcie same bloki, z których zbudowane jest sanktuarium Jowisza Heliopolitańskiego — 350 ton, 750 ton i dziw nad dziwy: głaz, przed którym starożytni i współcześni stawali w równym stopniu oniemiali — przesławny „Kamień Rodzącej Kobiety" (Hadżar el-Hubla) wagi blisko 1000 ton!

Dziś zobaczyć Baalbek jest trudno, ale zrozumieć to miasto-pomnik jeszcze trudniej. Aby pojąć tę monumentalną ruinę na stokach Antylibanu należy spojrzeć na nią oczami rzymskiego rolnika, którego byt zależny był od kaprysów potężnego Pana Burzy — Jowisza z Heliopolis. Lista tajemnic syryjskiego Miasta Słońca — gdyż tak należy tłumaczyć grecką nazwę Heliopolis — jest długa, może nawet zbyt długa. Rozwikłać je po kolei, to zrozumieć antyk. Ową listę otwiera pytanie zasadnicze: Czym była słynna terasa z Baalbek, zanim wzniesiono na niej świątynię Jowisza — fragmentem pałacu Salomona, wspaniałym tworem dżinów, dziełem diabła Asmodeusza, pamiątką po wizycie „ludzi" z innej planety, prastarą budowlą Fenicjan czy też może metodycznym przedsięwzięciem Rzymian? Warto by było również dowiedzieć się, kim był najsłynniejszy heliopolitańczyk — Kalinikos, wynalazca „cudownej broni"...

„Rano w drodze niedaleko gościńca widzieliśmy drzewa cedrowego dwadzieścia cztery, którego nie rąbają, bo go więcej w tym kraju nie masz. Jest drzewo dosyć piękne i dosyć wysokie, rozłożyste ma gałęzie, podobne temu, które Polacy zowią modrzewiem. Wierzchem góry Libanu, kędy śniegi nigdy nie topnieją, acz daleko większe są gorąca niż we Włoszech: przybyliśmy do miasta Baalbech, gdzie król Salomon zbudował był pałac, gdy królową egipską, córkę Faraonową pojmował. Autorowie później różnie o tern piszą: ja to za pewną rzecz twierdzę, czemum się bardzo pilnie przypatrzył, że tam pałac, który tak właśnie w księgach królewskich opisują, jako go teraz widzimy w Baałbechu; czego łacno każdy dojdzie, ponieważ z fundamentu rozwalony, a dawnością zepsowany, po kąsku upada i wali się. Idąc z góry przeszliśmy Chróścinę pagórka, który Antyli-banem zowią, kędy się Celesyrya poczyna...".

Tymi słowy polski książę Mikołaj Radziwiłł „Sierotka" opisał w XVI wieku swe spotkanie z Baal-bekiem, ongiś ludnym miastem, dziś miasteczkiem liczącym ledwie 12 tysięcy mieszkańców, przycupniętym 1 150 metrów nad poziomem morza, na dziale wodnym — „kędy się Celesyrya poczyna" — z którego spływają wody do Leontesu (Nahr et-Litani) i Orontesu (Nahr el-Asi). Nie dziwmy się za bardzo, że współczesne miasteczko ma kompleksy. I któż by ich nie miał, wszak tuż obok, na odległość rzutu kamieniem, wznosi się szkielet jednej z największych budowli wzniesionych przez człowieka: potężne sanktuarium w Baalbek — Heliopolis.

Wiemy już, iż Heliopolis to słowo greckie i że znaczy ono ni mniej, ni więcej tylko Miasto Słońca. No a Baalbek? Baalbek to nazwa semicka. Dźwięczy w niej imię prastarego boga semitów Baala. Miasto zwało się tak przed przybyciem Greków i zwie się tak dziś, bo w roku 634 Arabowie zawładnąwszy Syrią poprzywracali niektórym miejscowościom ich stare semickie nazwy.

Założyli Baalbek Fenicjanie. Po raz pierwszy wspomina o nim inskrypcja asyryjska z 804 roku p.n.e. Grecy, którzy po podboju Aleksandra Macedońskiego osiedlili się w Celesyrii, przejęli we władanie prastarą świątynię, a jej pana i władcę — niebiańskiego Hadada (Boga Burzy) poddali gruntownym przeróbkom, po których przybrał on imię Heliosa — Boga Słońca (stąd Heliopolis).

Po Grekach nastali Rzymianie. Pod ich rządami miasto rozrasta się i awansuje. Za Augusta możemy już przeczytać w kronikach cesarskich, iż syryjskie Heliopolis zyskało właśnie status kolonii, a jego naczelne bóstwo włączone zostało do państwowego Panteonu jako Jowisz Heliopolitański (odzyskując niejako swój pierwotny charakter władcy piorunów).

Kolejni bogowie Baalbeku — Hadad, Helios, Jowisz — wszyscy otaczają opieką swój gród, który opływa we wszystko, co łaskawe bóstwa natury mogą dać człowiekowi, swemu niewdzięcznemu słudze.

Dawna Celesyria dziś zwie się Bekaa (jest to płaskowyż na dnie dawnego rowu tektonicznego). Otoczona zewsząd wysokimi górami, pokryta żyznym czerwonym namułem obfituje prawie we wszystko. Wspaniale udają się tam: pszenica, winne grono, pomidory, wyka i soczewica. Trudno byłoby więc powiedzieć, że dzisiejsza Bekaa jest krainą jałową, ale hen, dawno temu, za czasów Greków i Rzymian, była ona prawdziwym rajem. Jak okiem sięgnąć całą Celesyrię leżącą między pasmami Libanu i Antyli-banu pokrywał zielony kobierzec leśny, który w dolinach rzek i strumieni ustępował miejsca soczystym pastwiskom, połaciom pól uprawnych, gajom oliwnym i winnicom. Nad tym królestwem wszelkiej roślinności panowały dostojne cedry, po których pozostało tylko wspomnienie i kilka prawem chronionych okazów.

Przed wiekami Celesyria rodziła najdorodniejsze winogrona, a na tutejszych pastwiskach w cieniu ośnieżonych szczytów Libanu pasły się najbardziej mleczne krowy w całym cesarstwie. Była to więc kraina winem i mlekiem płynąca. Władcy tych bogactw — mieszkańcy Heliopolis — słynęli z urody i elokwencji. To oni głównie zasilali słynną szkołę wymowy prawniczej i retoryki w pobliskim Beryitusie (Bejrucie), aby później brylować na mównicach i w bazylikach cesarstwa. (Sami o sobie mawiali, iż dar wymowy dany został im przez Muzy, które tłumnie zamieszkują górzyste okolice Miasta Słońca).

Również córy Heliopolis odznaczały się wielką pięknością i — co nie zawsze idzie w parze — pobożnością. Co dzień rano młode heliopolitanki zanosiły modły do pięknej bogini Wenus, będącej spadkobierczynią syryjskiej boginki płodności Atargatis, która w zamian obdarzała je urodą i szczęściem w małżeństwie.

Wenus-Atargatis miała dwie świątynie w mieście, z których jedna, leżąca jakby na uboczu, z dala od zespołu wielkich świątyń, była prawdopodobnie świadkiem orgiastycznych misteriów, aktów prostytucji sakralnej i tajemniczych obrzędów, do dziś pozostających zagadką dla archeologów. Zważywszy, iż również śpiewacy i fleciści z Heliopolis cieszyli się wielkim wzięciem i sławą, można powiedzieć, iż syryjskie Miasto Słońca było miastem wybranym, ziemią obiecaną i daną ludziom przez bogów, prawdziwym ogrodem Muz. I jakby nie dość mu było tych przewag i splendorów, które nań zewsząd spływały. Gród Słońca, rozsławiony przez swych synów i córki sam również był źródłem własnej sławy — powodem dumy własnej Heliopolis był zespół gigantycznych świątyń zwanych ongiś trylitonem, a dziś akropolem w Baalbeku.