Całoroczny trud robotników kalifa
W Egipcie porządek panujący na cmentarzach był wzorem dla żywych, toteż Cheops jeszcze za życia powyznaczał wszystkim miejsca w części wschodniej cmentarza — kolejno, w wytyczonych równych grządkach", spoczęli wyżsi dostojnicy państwowi krewni królewscy, urzędnicy zaś otrzymali równie starannie rozplanowaną część zachodnią. Niemiecki archeolog Hermann Junker, który badał nekropolę królewską w Gizie, napisał, iż nigdzie zasada egipskiej hierarchii i porządku rzeczy ziemskich nie wyraziła się pełniej niż na tym cmentarzu. Zaiste, różnica między strzelistą, śmiało pnącą się ku słońcu piramidą — personifikacją władzy — a przyziemną spłaszczoną mastaba najlepiej oddaje przepaść, jaka dzieliła boskiego władcę od jego poddanych.
Piękną, uporządkowaną wizję Cheopsa zniszczono już w czasach V i VI dynastii, kiedy aleje grobowe cmentarza w Gizie zostały zabudowane małymi matabami. Jeszcze później, w czasach tzw: dynastii Saickiej (664—525 p.n.e.), kiedy na dobre ugruntowało się przekonanie, iż bliskość Wielkiej Piramidy gwarantuje łaskę pośmiertną, cały święty okręg Cheopsa szczelnie wypełnił się grobami budowanymi byle jak: z mułu, cegły i kamienia. Wszyscy, którzy byli, a mieli umrzeć, garnęli się do Cheopsa, w cień jego „Horyzontu", który uosabiał wielkość, trwałość i nieśmiertelność.
Jak już mówiliśmy, wiek piramid to praktycznie czasy panowania czterech dynastii: trzeciej, czwartej, piątej i szóstej, które razem tworzą okres tzw. Starego Państwa — pięćsetletni „epizod" w liczących trzy tysiąclecia dziejach Egiptu (świetny wiek piramid praktycznie skończył się wraz z Mykerinosem, jako że już jego następca Szepseskaf wykończył świątynię grobową swego ojca używając cegły mułowej i gipsu).
Jednym z ostatnich władców VI dynastii był „długowieczny" król Pepi II, który panował ponad 90 lat (najdłuższe panowanie w dziejach). Pod koniec jego życia w Egipcie podniosła łeb „hydra niezgody", zaczęły się rozruchy, administracja poczęła niedomagać, rozpleniła się korupcja, niebezpiecznie nabrzmiały problemy społeczne, pomiędzy prowincjami coraz częściej dochodziło do zatargów. Po śmierci Pepiego królowa Nitokris usiłowała jeszcze ocalić Egipt i szóstą dynastię, ale na próżno. Nad krajem faraonów nieubłaganie kładł się cień tzw. Pierwszego Okresu Przejściowego. „Wszystko — czytamy w tzw. papirusie lejdejskim, pochodzącym z tamtych czasów — stoi w ruinie. Brat zabija brata. Wszędzie widać krew, bezbożnicy rabują ziemię. Nie ma żadnych praw (...) Tajemnice królów Górnego i Dolnego Egiptu są sponiewierane. Wnętrza piramid stoją puste, pałace leżą w gruzach".
Cheops i inni władcy egipscy byli realistami, liczyli się — bo musieli się liczyć — z tym, że którejś nocy banda złodziei przerwie im sen wieczysty. Lecz któż mógł przypuszczać, iż nadejdą kiedyś czasy, gdy rabusie przychodzić będą w biały dzień, jawnie drążyć tunele, brać na spytki kapłanów, torturami wydzierać tajemnice królestwa, a rabunek grobów stanie się jednym ze stałych źródeł dochodów państwa.
Kiedy po nocy Pierwszego Okresu Przejściowego nad Egiptem wstał dzień, kraj wyglądał jak po trzęsieniu ziemi lub najeździe ludów pustyni. Wspaniała era piramid należała już do historii, a kraj nieubłaganie staczał się po pochyłej równi dziejów. Jaki był stosunek do pomników przeszłości w wiekach późniejszych, świadczy pewna inskrypcja (znaleziona w górnej świątyni piramidy Chendżera II), mówiąca o wyprawie do piramidy Tetiego po... kamień. Gdzież się więc podziały mądre rady dla króla Merikare: „Nie niszcz budowla bliźniego swego, dobywaj kamień w Turze. Nie buduj swego grobu z innego grobowca, który zniszczył czas". „Czas — pisze współczesny egiptolog Leslie Grinsell — obchodzi się łagodnie z pomnikami przeszłości. Gdybyż tak człowiek był w równym stopniu łaskawy".
Wydaje się, że nie ma nic łatwiejszego, jak zniszczyć coś, co pokolenia budowały z niemałym trudem. A jednak — jak się za chwilę przekonamy — i z tym bywają nieraz kłopoty. Można sobie wyobrazić gorycz i frustrację barbarzyńcy, który chce coś zniszczyć, a nie może.
W roku 1215 obłąkany kalif Małek al Aziz Othman postanowił znieść z powierzchni ziemi wszystkie grobowce pogan, w tym również i trzy piramidy w Gizie. Zebrał więc ogromną armię kamieniarzy uzbrojonych w młoty, oskardy, liny i drewniane drągi i pomaszerował w pustynię — na piramidy. Wyrok zapadł na wszystkie góry faraonów, ale egzekucja miała się najpierw dokonać na grobowcu Mykerinosa, najmniejszym z Wielkiej Trójki. Po ośmiu miesiącach niewolniczej pracy robotnicy Othmana zdołali jedynie wybić ledwie widoczną z dołu dziurę. Arabski historyk skwitował to żałosne wydarzenie jednym zdaniem: „... tak wielka bowiem była masa kamienia, że tylko na jednej ścianie dał się dostrzec rezultat blisko rocznej pracy wszystkich ludzi kalifa".
Pisaliśmy dotąd o Piramidzie Cheopsa jako o największej budowli, jaką przekazała nam przeszłość. Musimy jednak w tym miejscu uderzyć się w piersi: „Horyzont Chufu" nie jest największą budowlą starożytności, ba, nie jest nawet największą w świecie piramidą...
Władca, który pobił „rekord" Cheopsa, panował nad ludem zwanym często od nazwy swej stolicy Teotihuacanami. Kolos, który kazał zbudować gdzieś między 6 a 12 wiekiem naszej ery, znajduje się w drugim po Egipcie kraju piramid — w Meksyku.
Piękną, uporządkowaną wizję Cheopsa zniszczono już w czasach V i VI dynastii, kiedy aleje grobowe cmentarza w Gizie zostały zabudowane małymi matabami. Jeszcze później, w czasach tzw: dynastii Saickiej (664—525 p.n.e.), kiedy na dobre ugruntowało się przekonanie, iż bliskość Wielkiej Piramidy gwarantuje łaskę pośmiertną, cały święty okręg Cheopsa szczelnie wypełnił się grobami budowanymi byle jak: z mułu, cegły i kamienia. Wszyscy, którzy byli, a mieli umrzeć, garnęli się do Cheopsa, w cień jego „Horyzontu", który uosabiał wielkość, trwałość i nieśmiertelność.
Jak już mówiliśmy, wiek piramid to praktycznie czasy panowania czterech dynastii: trzeciej, czwartej, piątej i szóstej, które razem tworzą okres tzw. Starego Państwa — pięćsetletni „epizod" w liczących trzy tysiąclecia dziejach Egiptu (świetny wiek piramid praktycznie skończył się wraz z Mykerinosem, jako że już jego następca Szepseskaf wykończył świątynię grobową swego ojca używając cegły mułowej i gipsu).
Jednym z ostatnich władców VI dynastii był „długowieczny" król Pepi II, który panował ponad 90 lat (najdłuższe panowanie w dziejach). Pod koniec jego życia w Egipcie podniosła łeb „hydra niezgody", zaczęły się rozruchy, administracja poczęła niedomagać, rozpleniła się korupcja, niebezpiecznie nabrzmiały problemy społeczne, pomiędzy prowincjami coraz częściej dochodziło do zatargów. Po śmierci Pepiego królowa Nitokris usiłowała jeszcze ocalić Egipt i szóstą dynastię, ale na próżno. Nad krajem faraonów nieubłaganie kładł się cień tzw. Pierwszego Okresu Przejściowego. „Wszystko — czytamy w tzw. papirusie lejdejskim, pochodzącym z tamtych czasów — stoi w ruinie. Brat zabija brata. Wszędzie widać krew, bezbożnicy rabują ziemię. Nie ma żadnych praw (...) Tajemnice królów Górnego i Dolnego Egiptu są sponiewierane. Wnętrza piramid stoją puste, pałace leżą w gruzach".
Cheops i inni władcy egipscy byli realistami, liczyli się — bo musieli się liczyć — z tym, że którejś nocy banda złodziei przerwie im sen wieczysty. Lecz któż mógł przypuszczać, iż nadejdą kiedyś czasy, gdy rabusie przychodzić będą w biały dzień, jawnie drążyć tunele, brać na spytki kapłanów, torturami wydzierać tajemnice królestwa, a rabunek grobów stanie się jednym ze stałych źródeł dochodów państwa.
Kiedy po nocy Pierwszego Okresu Przejściowego nad Egiptem wstał dzień, kraj wyglądał jak po trzęsieniu ziemi lub najeździe ludów pustyni. Wspaniała era piramid należała już do historii, a kraj nieubłaganie staczał się po pochyłej równi dziejów. Jaki był stosunek do pomników przeszłości w wiekach późniejszych, świadczy pewna inskrypcja (znaleziona w górnej świątyni piramidy Chendżera II), mówiąca o wyprawie do piramidy Tetiego po... kamień. Gdzież się więc podziały mądre rady dla króla Merikare: „Nie niszcz budowla bliźniego swego, dobywaj kamień w Turze. Nie buduj swego grobu z innego grobowca, który zniszczył czas". „Czas — pisze współczesny egiptolog Leslie Grinsell — obchodzi się łagodnie z pomnikami przeszłości. Gdybyż tak człowiek był w równym stopniu łaskawy".
Wydaje się, że nie ma nic łatwiejszego, jak zniszczyć coś, co pokolenia budowały z niemałym trudem. A jednak — jak się za chwilę przekonamy — i z tym bywają nieraz kłopoty. Można sobie wyobrazić gorycz i frustrację barbarzyńcy, który chce coś zniszczyć, a nie może.
W roku 1215 obłąkany kalif Małek al Aziz Othman postanowił znieść z powierzchni ziemi wszystkie grobowce pogan, w tym również i trzy piramidy w Gizie. Zebrał więc ogromną armię kamieniarzy uzbrojonych w młoty, oskardy, liny i drewniane drągi i pomaszerował w pustynię — na piramidy. Wyrok zapadł na wszystkie góry faraonów, ale egzekucja miała się najpierw dokonać na grobowcu Mykerinosa, najmniejszym z Wielkiej Trójki. Po ośmiu miesiącach niewolniczej pracy robotnicy Othmana zdołali jedynie wybić ledwie widoczną z dołu dziurę. Arabski historyk skwitował to żałosne wydarzenie jednym zdaniem: „... tak wielka bowiem była masa kamienia, że tylko na jednej ścianie dał się dostrzec rezultat blisko rocznej pracy wszystkich ludzi kalifa".
Pisaliśmy dotąd o Piramidzie Cheopsa jako o największej budowli, jaką przekazała nam przeszłość. Musimy jednak w tym miejscu uderzyć się w piersi: „Horyzont Chufu" nie jest największą budowlą starożytności, ba, nie jest nawet największą w świecie piramidą...
Władca, który pobił „rekord" Cheopsa, panował nad ludem zwanym często od nazwy swej stolicy Teotihuacanami. Kolos, który kazał zbudować gdzieś między 6 a 12 wiekiem naszej ery, znajduje się w drugim po Egipcie kraju piramid — w Meksyku.