Baalbek i bogowie
W głównej świątyni Heliopolis stał złoty posąg bóstwa. Jowisz-Hadad ukazywał pątnikom twarz bez brody, o młodzieńczym wyrazie. Bóg ubrany był w strój woźnicy rydwanów, w prawym ręku dzierżył bat, lewą zaś trzymał błyskawicę i pęk kłosów zboża.
Kronikarze antyczni, jak Makrobiusz i inni, piszą, iż w oznaczone dni w roku złoty posąg opuszczał swe miejsce w świątyni i niesiony na barkach specjalnie wybranych heliopolitańczyków odbywał krótką podróż dookoła świątynnego podwórca, w czasie której dwa razy zanurzał się w basenach lustracyjnych. „W tej procesji — zanotował Makrobiusz — mogli uczestniczyć tylko ci, którzy zgodzili się przedtem zgolić brody, a także poprzysiąc czystość i wstrzemięźliwość płciową".
Oprócz ochotników w uroczystościach uczestniczyło jeszcze do trzystu kapłanów, ubranych obowiązkowo na tę okazję w białe szaty, kapela złożona z muzykantów grających na syringach i aulosach oraz chór — chluba całego Heliopolis.
Jowisz był niezaprzeczalnym panem Wielkiej Świątyni, lecz oprócz niego oddawano tam również cześć dwóm bóstwom towarzyszącym (akolitom) oraz „czarnym kamieniom" tzw. betylom, w których — jak wierzono — miały mieszkać bóstwa (był to ukłon mądrych Rzymian w kierunku prastarych wierzeń — wyraz ich rozsądku i synkretyzmu religijnego).
W imieniu naczelnego bóstwa władzę w sanktuarium sprawowali kapłani zorganizowani w kolegium. Świątynia Jowisza, która władała całą armią sług i prostytutek sakralnych, posiadała jeszcze spory szmat ziemi za miastem i pobierała zyski od przypisanych jej warsztatów, głównie tkackich, a oprócz tego zwolniona była od podatków i wyjęta spod cywilnej jurysdykcji Rzymu. Jowisz — jak przystało na głównego boga bogatej prowincji — był bogaty; jego skarbiec zasilały datki od bogatych kupców, ponadto obowiązkowy podatek religijny pobierany od wszystkich wolno urodzonych oraz słone opłaty za takie posługi religijne jak ślub, pogrzeb, inicjacja itd. Za przepowiednie kapłani kazali sobie płacić osobno.
Baalbek nie został zaliczony w poczet siedmiu cudów świata starożytnego tylko dlatego, że listę tę sporządzono w czasach, gdy sanktuarium nie było jeszcze wybudowane. Współcześni doceniali jednak jego wielkość.
No bo jakże mogło być inaczej, skoro porównanie z Baalbekiem wytrzymuje tylko kilka zespołów architektonicznych dotrwałych do naszych dni od czasów starożytnych, a przesławny i przeogromny „tryliton z Heliopolis" — trzy wielkie bloki wmurowane w podium świątyni Jowisza — był znany i podziwiany w całym antycznym świecie.
Wielu z tych którzy podnieśli rękę na święte miasto Jowisza, cofnęło ją w ostatniej chwili. Tak było na przykład z Konstantynem Wielkim, pierwszym chrześcijańskim władcą Wschodu, "który w Syrii polecił zniszczyć słynne sanktuarium Afrodyty w Ap-haka, lecz Baalbeku tknąć się nie odważył. Zabronił tam jedynie prostytucji sakralnej, samemu sanktuarium nie czyniąc jednak żadnej szkody.
Na dobrą sprawę w tej twierdzy pogaństwa, jaką było Heliopolis, chrześcijaństwo nigdy nie stanęło mocną stopą. „Fenicjanie w Baalbek — pisał w IV wieku n.e. Euzebiusz, biskup Cezarei — dalej hołdują starym zwyczajom. Nie schodzą z drogi występku i stare zabobony żyją w nich w najlepsze. Kobiety tamtejsze, nim wstąpią w związki małżeńskie, dają się popsować w sposób niezgodny z prawem. Ci niegodziwcy zmuszają je bowiem do udziału w bezbożnych misteriach ku czci Wenus".
Mimo sporej dawki bigoterii Wielebny Euzebiusz niewiele przesadził. Potomni przyznali mu sporo racji. „Nie można mówić o dziejach chrześcijaństwa w Baalbek — napisał w roku 1923 Theodor Wiegand, autor monumentalnej publikacji z niemieckich wykopalisk w Baalbek — a jedynie o historii tego miasta pod rządami chrześcijańskich cesarzy". Prawda, są dokumenty, że jeszcze w roku 580 n.e. pogaństwo hardo podnosiło tu głowę, a Heliopolitańczycy czcili starych bogów nawet w chwili, gdy pod miastem stanęły zastępy wyznawców Allacha. „Kościół — pisał inny wybitny znawca epoki późnego antyku i wczesnego chrześcijaństwa — Harnack — zapanował w Baalbek tylko na krótką chwilę, tuż przed zajęciem miasta przez muzułmanów". Wykopaliska potwierdziły te opinie. Jedynym bowiem poważnym śladem chrześcijaństwa w Baalbek była trójnawowa bazylika pod wezwaniem Św. Barbary rozebrana w latach trzydziestych, wybudowana zaś prawdopodobnie przez Teodozjusza I na dziedzińcu Wielkiej Świątyni. Wzniesiono ją na dwumetrowej warstwie gruzu, co świadczy, że sanktuarium Jowisza uległo do tego czasu — tzn. do końca IV w. n.e. — poważnym uszkodzeniom.
Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy wiedzieli, jak powstały trzy świątynie w Heliopolis i kto jest ich twórcą, ale Arabowie, kolejni władcy Syrii, przypisywali już to dzieło królowi Salomonowi, gdyż tylko on — w ich mniemaniu — mógł zmusić leniwe dżiny do wykonania takiej nadludzkiej pracy. Wyznawcy Allacha wykorzystali po swojemu potężne mury Miasta Słońca i po nieznacznych przeróbkach zmienili pogańskie sanktuarium w twierdzę — el Kalah (od tej twierdzy wzięła się współczesna nazwa miasteczka, które na libańskich mapach występuje jako Kalaat Baalbek „Zamek w Baalbek"). Do dziś w celi głównej świątyni Jowisza pozostało kilka muzułmańskich „akcentów", jak słabo widoczny zarys mimbaru, czyli basenu do ablucji, i wyraźna nisza nihrabu, wskazująca wiernym kierunek Mekki.
O Kalaat Baalbek walczyli krzyżowcy (Rajmund z Trypolisu), Turcy-Seldżucy, Mongołowie. W roKu 1260 twierdza wpadła w ręce dowódcy jednego z zagonów wielkiej armii chana Hulagu, wnuka Dżyngis--Chana. Miasto uniknęło wprawdzie losu Sydonu, zmienionego przez Mongołów w stertę gruzów, niemniej zniszczenia były bardzo poważne.
Dziś na tle pasma gór Liban wznosi się sześć potężnych kolumn, to już prawie wszystko, co pozostało po Wielkiej Świątyni Jowisza Heliopolitańskiego — jak pamiętamy w roku 1751 Wood widział ich jeszcze dziewięć, a już w 1784 inny obieżyświat doliczył się tylko sześciu — czas bowiem szybko czynił w Baalbek swoją powinność. „Jeśliby tych sześć kolumn — pisze współczesny pisarz francuski — zwaliło się któregoś dnia, ubyłoby światu urody i mniej poezji unosiłoby się pod niebem Libanu".
„Do rozbiórki" przekazał miasto cesarz Teodozjusz I zwany Wielkim (pan. 379—395). Za jego rządów nastają złe czasy dla pogaństwa w Heliopolis, a sanktuarium Jowisza powoli staje się bardziej kamieniołomem niż źródłem wiary. Rzadko kto teraz zasięga rady wyroczni i nikt już nie poddaje się obrzędowi oczyszczenia.
Rabowali natomiast wszyscy. Najpierw Justynian (527—565) polecił wywieźć z Heliopolis kilkanaście porfirowych kolumn, przewieźć je do Konstantynopola i ustawić w największym kościele cesarstwa wschodniego, w słynnej Hagia Sophii (czyli Świątyni Mądrości Bożej). Tysiąc lat później ruiny Miasta Słońca miały jeszcze sporo do zaoferowania wielkim budowniczym Wschodu, skoro sułtan Sulejman Wspaniały (1520—1566) kazał rozebrać portyk okalający Wielki Dziedziniec Ofiarny, kolumny załadować na wozy i zawieźć do Stambułu, gdzie powstawał najwspanialszy meczet tureckiego imperium, tzw. Sulejmanije (nazwany tak na cześć swego twórcy).
Kronikarze antyczni, jak Makrobiusz i inni, piszą, iż w oznaczone dni w roku złoty posąg opuszczał swe miejsce w świątyni i niesiony na barkach specjalnie wybranych heliopolitańczyków odbywał krótką podróż dookoła świątynnego podwórca, w czasie której dwa razy zanurzał się w basenach lustracyjnych. „W tej procesji — zanotował Makrobiusz — mogli uczestniczyć tylko ci, którzy zgodzili się przedtem zgolić brody, a także poprzysiąc czystość i wstrzemięźliwość płciową".
Oprócz ochotników w uroczystościach uczestniczyło jeszcze do trzystu kapłanów, ubranych obowiązkowo na tę okazję w białe szaty, kapela złożona z muzykantów grających na syringach i aulosach oraz chór — chluba całego Heliopolis.
Jowisz był niezaprzeczalnym panem Wielkiej Świątyni, lecz oprócz niego oddawano tam również cześć dwóm bóstwom towarzyszącym (akolitom) oraz „czarnym kamieniom" tzw. betylom, w których — jak wierzono — miały mieszkać bóstwa (był to ukłon mądrych Rzymian w kierunku prastarych wierzeń — wyraz ich rozsądku i synkretyzmu religijnego).
W imieniu naczelnego bóstwa władzę w sanktuarium sprawowali kapłani zorganizowani w kolegium. Świątynia Jowisza, która władała całą armią sług i prostytutek sakralnych, posiadała jeszcze spory szmat ziemi za miastem i pobierała zyski od przypisanych jej warsztatów, głównie tkackich, a oprócz tego zwolniona była od podatków i wyjęta spod cywilnej jurysdykcji Rzymu. Jowisz — jak przystało na głównego boga bogatej prowincji — był bogaty; jego skarbiec zasilały datki od bogatych kupców, ponadto obowiązkowy podatek religijny pobierany od wszystkich wolno urodzonych oraz słone opłaty za takie posługi religijne jak ślub, pogrzeb, inicjacja itd. Za przepowiednie kapłani kazali sobie płacić osobno.
Baalbek nie został zaliczony w poczet siedmiu cudów świata starożytnego tylko dlatego, że listę tę sporządzono w czasach, gdy sanktuarium nie było jeszcze wybudowane. Współcześni doceniali jednak jego wielkość.
No bo jakże mogło być inaczej, skoro porównanie z Baalbekiem wytrzymuje tylko kilka zespołów architektonicznych dotrwałych do naszych dni od czasów starożytnych, a przesławny i przeogromny „tryliton z Heliopolis" — trzy wielkie bloki wmurowane w podium świątyni Jowisza — był znany i podziwiany w całym antycznym świecie.
Wielu z tych którzy podnieśli rękę na święte miasto Jowisza, cofnęło ją w ostatniej chwili. Tak było na przykład z Konstantynem Wielkim, pierwszym chrześcijańskim władcą Wschodu, "który w Syrii polecił zniszczyć słynne sanktuarium Afrodyty w Ap-haka, lecz Baalbeku tknąć się nie odważył. Zabronił tam jedynie prostytucji sakralnej, samemu sanktuarium nie czyniąc jednak żadnej szkody.
Na dobrą sprawę w tej twierdzy pogaństwa, jaką było Heliopolis, chrześcijaństwo nigdy nie stanęło mocną stopą. „Fenicjanie w Baalbek — pisał w IV wieku n.e. Euzebiusz, biskup Cezarei — dalej hołdują starym zwyczajom. Nie schodzą z drogi występku i stare zabobony żyją w nich w najlepsze. Kobiety tamtejsze, nim wstąpią w związki małżeńskie, dają się popsować w sposób niezgodny z prawem. Ci niegodziwcy zmuszają je bowiem do udziału w bezbożnych misteriach ku czci Wenus".
Mimo sporej dawki bigoterii Wielebny Euzebiusz niewiele przesadził. Potomni przyznali mu sporo racji. „Nie można mówić o dziejach chrześcijaństwa w Baalbek — napisał w roku 1923 Theodor Wiegand, autor monumentalnej publikacji z niemieckich wykopalisk w Baalbek — a jedynie o historii tego miasta pod rządami chrześcijańskich cesarzy". Prawda, są dokumenty, że jeszcze w roku 580 n.e. pogaństwo hardo podnosiło tu głowę, a Heliopolitańczycy czcili starych bogów nawet w chwili, gdy pod miastem stanęły zastępy wyznawców Allacha. „Kościół — pisał inny wybitny znawca epoki późnego antyku i wczesnego chrześcijaństwa — Harnack — zapanował w Baalbek tylko na krótką chwilę, tuż przed zajęciem miasta przez muzułmanów". Wykopaliska potwierdziły te opinie. Jedynym bowiem poważnym śladem chrześcijaństwa w Baalbek była trójnawowa bazylika pod wezwaniem Św. Barbary rozebrana w latach trzydziestych, wybudowana zaś prawdopodobnie przez Teodozjusza I na dziedzińcu Wielkiej Świątyni. Wzniesiono ją na dwumetrowej warstwie gruzu, co świadczy, że sanktuarium Jowisza uległo do tego czasu — tzn. do końca IV w. n.e. — poważnym uszkodzeniom.
Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy wiedzieli, jak powstały trzy świątynie w Heliopolis i kto jest ich twórcą, ale Arabowie, kolejni władcy Syrii, przypisywali już to dzieło królowi Salomonowi, gdyż tylko on — w ich mniemaniu — mógł zmusić leniwe dżiny do wykonania takiej nadludzkiej pracy. Wyznawcy Allacha wykorzystali po swojemu potężne mury Miasta Słońca i po nieznacznych przeróbkach zmienili pogańskie sanktuarium w twierdzę — el Kalah (od tej twierdzy wzięła się współczesna nazwa miasteczka, które na libańskich mapach występuje jako Kalaat Baalbek „Zamek w Baalbek"). Do dziś w celi głównej świątyni Jowisza pozostało kilka muzułmańskich „akcentów", jak słabo widoczny zarys mimbaru, czyli basenu do ablucji, i wyraźna nisza nihrabu, wskazująca wiernym kierunek Mekki.
O Kalaat Baalbek walczyli krzyżowcy (Rajmund z Trypolisu), Turcy-Seldżucy, Mongołowie. W roKu 1260 twierdza wpadła w ręce dowódcy jednego z zagonów wielkiej armii chana Hulagu, wnuka Dżyngis--Chana. Miasto uniknęło wprawdzie losu Sydonu, zmienionego przez Mongołów w stertę gruzów, niemniej zniszczenia były bardzo poważne.
Dziś na tle pasma gór Liban wznosi się sześć potężnych kolumn, to już prawie wszystko, co pozostało po Wielkiej Świątyni Jowisza Heliopolitańskiego — jak pamiętamy w roku 1751 Wood widział ich jeszcze dziewięć, a już w 1784 inny obieżyświat doliczył się tylko sześciu — czas bowiem szybko czynił w Baalbek swoją powinność. „Jeśliby tych sześć kolumn — pisze współczesny pisarz francuski — zwaliło się któregoś dnia, ubyłoby światu urody i mniej poezji unosiłoby się pod niebem Libanu".
„Do rozbiórki" przekazał miasto cesarz Teodozjusz I zwany Wielkim (pan. 379—395). Za jego rządów nastają złe czasy dla pogaństwa w Heliopolis, a sanktuarium Jowisza powoli staje się bardziej kamieniołomem niż źródłem wiary. Rzadko kto teraz zasięga rady wyroczni i nikt już nie poddaje się obrzędowi oczyszczenia.
Rabowali natomiast wszyscy. Najpierw Justynian (527—565) polecił wywieźć z Heliopolis kilkanaście porfirowych kolumn, przewieźć je do Konstantynopola i ustawić w największym kościele cesarstwa wschodniego, w słynnej Hagia Sophii (czyli Świątyni Mądrości Bożej). Tysiąc lat później ruiny Miasta Słońca miały jeszcze sporo do zaoferowania wielkim budowniczym Wschodu, skoro sułtan Sulejman Wspaniały (1520—1566) kazał rozebrać portyk okalający Wielki Dziedziniec Ofiarny, kolumny załadować na wozy i zawieźć do Stambułu, gdzie powstawał najwspanialszy meczet tureckiego imperium, tzw. Sulejmanije (nazwany tak na cześć swego twórcy).