"Velarium" wieńczy dzieło
Pierwszym problemem, z którym architekt lub architekci Wespazjana musieli sobie poradzić — zanim jeszcze przystąpiono do prac w terenie — był problem czasu. Starzejący się cesarz czul zapewne, że niewiele lat mu pozostało, toteż poganiał budowlanych, życząc sobie mieć amfiteatr za najdalej sześć lat „pod dachem", tzn. pod „velarium" (widownia Koloseum przykrywana była na czas igrzysk oponą z lnianego płótna, którą rozpinali na linach marynarze floty cesarskiej stacjonujący w Misenum). Później, gdy poczuł się gorzej, skrócił jeszcze ten termin, chcąc za wszelką cenę osobiście, za życia, przekazać ludowi ten kosztowny podarek. Postanowienia nie zmienił, mimo iż budowlani, doradcy i ludzie z najbliższego otoczenia dzień i noc przekonywali go, że amfiteatr — w dodatku aż tak wielki — to nie szałas pasterski ani obóz wojskowy i nie da się go postawić ot tak, z dnia na dzień.
Aby sprostać cesarskiej zachciance sięgnięto do przebogatych doświadczeń rzymskiej inżynierii wojskowej i architektury militarnej, wykorzystano wyjątkową biegłość Rzymian w trudnej sztuce błyskawicznego stawiania mostów prosto z marszu, budowy dróg i zakładania obozów często pod nosem nieprzyjaciela. Organizacja robót przy Koloseum musiała być wojskowa, gdyż bez żelaznej dyscypliny budowa Wespazjana skończyłaby się tak, jak budowa wieży Babel —gigantycznym zamieszaniem i chaosem.
Aby wykonać na czas to niesłychane zamówienie między Eskwilinem, Celius a Palatynem, ludzie dzień i noc uwijali się jak opętani. W gigantycznym mrowiu ludzkim, jakie co dzień pięło się wyżej i wyżej, każda mrówka wiedziała dokładnie, co do niej należy, co ma robić, komu pomagać, gdzie kłaść cegłę, skąd brać cement a skąd wapno.
Aby kilka tysięcy ludzi najętych przez cesarza mogło pracować jednocześnie na tak małej powierzchni, zastosowano ultranowoczesny system konstrukcji i organizacji. Nie bez powodu wzniesiono najpierw szkielet budowli z cementu i trawertynu łączonego żelaznymi dyblami, który w miarę postępu prac wypełniano cegłą, tufem i miękkimi gatunkami kamienia. Umożliwiło to pracę na kilku poziomach i w kilkudziesięciu różnych punktach jednocześnie. (System z ducha i litery podobny — jeśli nie identyczny — zastosowano w czasie budowy amerykańskich drapaczy chmur na początku naszego stulecia. Po blisko 2 tysiącach lat).
Nikt nie wie dokładnie, ile lat trwała budowa Koloseum. Pomysł wzniesienia superamfiteatru zrodził się w głowie Wespazjana najprawdopodobniej w roku 72 n.e., ale kiedy naprawdę rozpoczęto kopanie fundamentów — dokładnie nie wiadomo. Uczeni sugerują, iż prace ruszyły pełną parą wkrótce po powrocie cesarza z wojny żydowskiej, czyli około roku 75 n.e., są jednak tacy, którzy ocierając się na wnikliwych studiach monet rzymskich proponują datę nawet o dwa lata późniejszą. Ponieważ moment uroczystej inauguracji amfiteatru — rok 81 n.e. — jest znany, musimy uwierzyć w rzecz nieprawdopodobną: Koloseum od fundamentów aż po płócienny dach zwany velarium budowano cztery do sześciu lat. W ciągu tego czasu osuszono sadzawkę Nerona, budując kamienny kanał, wykopano fundamenty i wywieziono ziemię — samego szarego trawertynu z kamieniołomów w Tibur, odległego od Rzymu o 30 kilometrów, przywieziono 292 tysiące wozów. Ogółem obrobionych zostało i dopasowanych z dokładnością do 1/2 milimetra 750 tysięcy ton kamienia; na posągi, wykładziny, kapitele, gzymsy, fotele zużyto przeszło 8 tysięcy ton marmuru, łuki i sklepienia pochłonęły 6 tysięcy ton cementu. Ale to jeszcze nie wszystko. Ile zużyto cegły — trudno doprawdy zliczyć.
Podziwiając precyzję obróbki i dokładność złączenia kamieni, między które nie da się wcisnąć nawet żyletki, nie zapominajmy, że budowla ta nie jest prostokątna, ale elipsoidalna. Stwarzało to oczywiście dodatkowe trudności i przed kamieniarzami stawiało szczególne wymagania. O ogromie budowli, oprócz liczb i porównań świadczą... inne budowle, które wzniesiono — całkowicie lub częściowo — z materiałów „wyszabrowanych" z Koloseum.
Po ostatnich rzymskich „venationes", czyli cyrkowych łowach, wystawionych tu przez Teodoryka Wielkiego w. roku 524, Amfiteatr Flawiuszów stał się kamieniołomem, to już wiemy. Wiemy również, że wywożono stąd głównie marmur i trawertyn. Ale na co ten materiał zużyto? Co z niego wybudowano?
Lista jest długa — obejmuje ona perły włoskiej architektury renesansu, a także budowle wcześniejsze. Jak poszukiwane musiały być ciosy trawertynu odłupywane w Koloseum świadczy fakt, że wieziono je aż do Orvieto (120 kilometrów od Rzymu) by budować z nich katedrę. W samym Rzymie z „uprzejmości" kamieniarzy Wespazjana skorzystali budowniczowie bazyliki św. Jana na Lateranie, kościoła S. Agostino, pałacu Barberinich, kościoła S. Maria delia Pieta, Palazzo Venezia, Palazzo Farnese, tzw. schodów Ripetty nad Tybrem i gmachu Kancelarii Papieskiej. W ciągu tylko dwóch lat 1451—1452 wywieziono z Amfiteatru na budowę Bazyliki św Piotra i murów Watykanu 2 522 wozy kamienia. Pod względem włożonej pracy, materiału i kosztów Koloseum jest ekwiwalentem trzech wielkich katedr gotyckich, takich jak w Chartres, Amiens, Reims lub Kolonii! Dla porównania dodajmy, że katedrę w Chartres budowano 56 lat, w Amiens 30 lat, a o katedrze w Kolonii lepiej nie mówić.
Aby sprostać cesarskiej zachciance sięgnięto do przebogatych doświadczeń rzymskiej inżynierii wojskowej i architektury militarnej, wykorzystano wyjątkową biegłość Rzymian w trudnej sztuce błyskawicznego stawiania mostów prosto z marszu, budowy dróg i zakładania obozów często pod nosem nieprzyjaciela. Organizacja robót przy Koloseum musiała być wojskowa, gdyż bez żelaznej dyscypliny budowa Wespazjana skończyłaby się tak, jak budowa wieży Babel —gigantycznym zamieszaniem i chaosem.
Aby wykonać na czas to niesłychane zamówienie między Eskwilinem, Celius a Palatynem, ludzie dzień i noc uwijali się jak opętani. W gigantycznym mrowiu ludzkim, jakie co dzień pięło się wyżej i wyżej, każda mrówka wiedziała dokładnie, co do niej należy, co ma robić, komu pomagać, gdzie kłaść cegłę, skąd brać cement a skąd wapno.
Aby kilka tysięcy ludzi najętych przez cesarza mogło pracować jednocześnie na tak małej powierzchni, zastosowano ultranowoczesny system konstrukcji i organizacji. Nie bez powodu wzniesiono najpierw szkielet budowli z cementu i trawertynu łączonego żelaznymi dyblami, który w miarę postępu prac wypełniano cegłą, tufem i miękkimi gatunkami kamienia. Umożliwiło to pracę na kilku poziomach i w kilkudziesięciu różnych punktach jednocześnie. (System z ducha i litery podobny — jeśli nie identyczny — zastosowano w czasie budowy amerykańskich drapaczy chmur na początku naszego stulecia. Po blisko 2 tysiącach lat).
Nikt nie wie dokładnie, ile lat trwała budowa Koloseum. Pomysł wzniesienia superamfiteatru zrodził się w głowie Wespazjana najprawdopodobniej w roku 72 n.e., ale kiedy naprawdę rozpoczęto kopanie fundamentów — dokładnie nie wiadomo. Uczeni sugerują, iż prace ruszyły pełną parą wkrótce po powrocie cesarza z wojny żydowskiej, czyli około roku 75 n.e., są jednak tacy, którzy ocierając się na wnikliwych studiach monet rzymskich proponują datę nawet o dwa lata późniejszą. Ponieważ moment uroczystej inauguracji amfiteatru — rok 81 n.e. — jest znany, musimy uwierzyć w rzecz nieprawdopodobną: Koloseum od fundamentów aż po płócienny dach zwany velarium budowano cztery do sześciu lat. W ciągu tego czasu osuszono sadzawkę Nerona, budując kamienny kanał, wykopano fundamenty i wywieziono ziemię — samego szarego trawertynu z kamieniołomów w Tibur, odległego od Rzymu o 30 kilometrów, przywieziono 292 tysiące wozów. Ogółem obrobionych zostało i dopasowanych z dokładnością do 1/2 milimetra 750 tysięcy ton kamienia; na posągi, wykładziny, kapitele, gzymsy, fotele zużyto przeszło 8 tysięcy ton marmuru, łuki i sklepienia pochłonęły 6 tysięcy ton cementu. Ale to jeszcze nie wszystko. Ile zużyto cegły — trudno doprawdy zliczyć.
Podziwiając precyzję obróbki i dokładność złączenia kamieni, między które nie da się wcisnąć nawet żyletki, nie zapominajmy, że budowla ta nie jest prostokątna, ale elipsoidalna. Stwarzało to oczywiście dodatkowe trudności i przed kamieniarzami stawiało szczególne wymagania. O ogromie budowli, oprócz liczb i porównań świadczą... inne budowle, które wzniesiono — całkowicie lub częściowo — z materiałów „wyszabrowanych" z Koloseum.
Po ostatnich rzymskich „venationes", czyli cyrkowych łowach, wystawionych tu przez Teodoryka Wielkiego w. roku 524, Amfiteatr Flawiuszów stał się kamieniołomem, to już wiemy. Wiemy również, że wywożono stąd głównie marmur i trawertyn. Ale na co ten materiał zużyto? Co z niego wybudowano?
Lista jest długa — obejmuje ona perły włoskiej architektury renesansu, a także budowle wcześniejsze. Jak poszukiwane musiały być ciosy trawertynu odłupywane w Koloseum świadczy fakt, że wieziono je aż do Orvieto (120 kilometrów od Rzymu) by budować z nich katedrę. W samym Rzymie z „uprzejmości" kamieniarzy Wespazjana skorzystali budowniczowie bazyliki św. Jana na Lateranie, kościoła S. Agostino, pałacu Barberinich, kościoła S. Maria delia Pieta, Palazzo Venezia, Palazzo Farnese, tzw. schodów Ripetty nad Tybrem i gmachu Kancelarii Papieskiej. W ciągu tylko dwóch lat 1451—1452 wywieziono z Amfiteatru na budowę Bazyliki św Piotra i murów Watykanu 2 522 wozy kamienia. Pod względem włożonej pracy, materiału i kosztów Koloseum jest ekwiwalentem trzech wielkich katedr gotyckich, takich jak w Chartres, Amiens, Reims lub Kolonii! Dla porównania dodajmy, że katedrę w Chartres budowano 56 lat, w Amiens 30 lat, a o katedrze w Kolonii lepiej nie mówić.